Remonty w szkołach 2010 W tym roku władze Zgierza przeznaczyły na wakacyjne remonty w szkołach 650 tys. zł, to jest o 140 tys. złotych więcej niż w 2009 roku. Wysokość dofinansowania dla poszczególnych placówek (szkół podstawowych, gimnazjów i Samorządowego Liceum Ogólnokształcącego im. R. Traugutta) jest zróźnicowana i zależy od zapotrzebowania zgłoszonego przez dyrektorów do Wydziału Oświaty UMZ. Najwięcej środków dostały SP 3 - 110 tys. zł, SP 1 - 100 tys. zł oraz SP 4 i SP 8 - po 80 tys. zł każda. Zakres prac obejmuje remonty dachów, łazienek, wymianę okien, cyklinowanie parkietów, malowanie pomieszczeń. W trzech szkołach: SP 1, 3 i 4 trwa montaż urządzeń, umożliwiajacych korzystanie w łazienkach z ciepłej wody. Jest to wymóg Ministerstwa Edukacji Narodowej, który obligatoryjnie wejdzie w życie we wrześniu 2012 roku. Zgierz przyspieszył prace i już w tym roku wszystkie zgierskie szkoły będą miały ciepłą wodę w kranach. Eksta pieniądze w wysokości 10 tys. zł na zakup tablicy interaktywnej dostała SP 10. Jest to jedyna szkoła w Zgierzu, która dotychczas nie posiadała takiej pomocy naukowej. Dodatkowo szkoły, w których działają oddziały przedszkolne otrzymały dofinansowanie na zakup nowych zabawek. Wakacyjne remonty prowadzone są również we wszystkich zgierskich przedszkolach. Napoważniejsze z nich to wymiana dachów w Miejskich Przedszkolach nr 6 i 10. Obie placówki dostały na ten cel z budżetu miasta po 50 tys. zł. Na pozostałe prace miasto przeznaczyło 60 tys. zł. Wszystkie naprawy w zgierskich placówkach oświatowych zostaną zakończone przed pierwszym dzwonkiem na lekcje. Po wakacjach na uczniów będą czekać pachnące świeżością odnowione klasy i sale gimnastyczne. Dorota Jankiewicz Rzecznik prasowy UMZ Droga nr 708 – jak nowa W środę 21 lipca br. o godz. 12:00 w sali 901 Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi, al. Piłsudskiego 8 podpisana zostanie umowa w sprawie modernizacji drogi wojewódzkiej nr 708 na odcinku Ozorków – Warszyce. Umowę - w obecności wicemarszałka województwa łódzkiego Witolda Stępnia, starosty zgierskiego Jacka Sochy, wójta gminy Ozorków Władysława Sobolewskiego oraz wójta gminy Zgierz Zdzisława Rembisza – podpiszą p.o. dyrektora Zarządu Dróg Wojewódzkich w Łodzi Mirosław Szychowski i prezes przedsiębiorstwa ERBEDIM Sp. z o.o. Marek Kilanowicz. Modernizowany odcinek drogi wojewódzkiej nr DW 708 przebiega przez miasto i gminę Ozorków oraz gminę Zgierz. Przewiduje się rozbiórkę istniejącej i budowę nowej nawierzchni. Jezdnia poszerzona zostanie do 7 metrów. Przebudowane zostaną skrzyżowania oraz wybudowane dwa ronda. Inwestor – Zarząd Dróg Wojewódzkich w Łodzi. Wykonawca – Konsorcjum: Przedsiębiorstwo Budowy Dróg i Mostów ERBEDIM Sp. z o.o. z Piotrkowa Trybunalskiego i Przedsiębiorstwo Projektowo-Wykonawcze DROMOS z Łodzi. Szacunkowy koszt: 41,9 mln zł. Data rozpoczęcia prac: sierpień 2010 r. Zakończenie prac: 30 lipca 2012 r. Długość odcinka: 10,6 km. Kolejne etapy modernizacji drogi 708 rozpoczną się jeszcze w tym roku. Trwa postępowanie przetargowe na wyłonienie wykonawcy robót: * rozbudowy drogi wojewódzkiej nr 708 na odcinku Warszyce – Stryków, * budowy obwodnicy miasta Stryków, * rozbudowy drogi wojewódzkiej nr 708 na odcinku Stryków – Niesułków. Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 708 na odcinku Ozorków - Warszyce - Stryków - Niesułków wraz z realizacją obwodnicy miasta Stryków dofinansowana będzie ze środków UE w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Łódzkiego na lata 2007-2013. U P A Ł Y Zbyt intensywny wysiłek w czasie gorącego dnia, spędzanie zbyt długiego czasu na słońcu albo zbyt długie przebywanie w przegrzanym miejscu może spowodować uraz termiczny. Aby móc skutecznie zapobiegać podobnym przypadkom poznaj objawy i bądź gotów do udzielenia pierwszej pomocy w takich przypadkach. Uraz termiczny może przybrać postać oparzenia słonecznego lub przegrzania. Oparzenia słoneczne Objawy: zaczerwienienie i bolesność skóry, możliwe swędzenie, pęcherze, gorączka, ból głowy. Pierwsza pomoc: weź chłodny prysznic, użyj mydła aby usunąć olejki (kremy). Miejsca oparzone polewaj dużą ilością zimnej wody. Jeśli na skórze wystąpią pęcherze, zrób suchy, sterylny opatrunek i skorzystaj z pomocy medycznej. Przegrzanie Objawy: Osłabienie, zawroty głowy, pragnienie, nudności i wymioty, kurcze mięśni (zwłaszcza nóg i brzucha), utrata przytomności. Pierwsza pomoc: Połóż poszkodowaną osobę w chłodnym miejscu (nogi unieś na wysokości 20-30 cm). Poluzuj ubranie. Użyj zimnej, mokrej tkaniny jako okładu do obniżenia temperatury ciała. Podawaj do picia wodę z solą małymi łykami. Jeśli wystąpią nudności, odstaw wodę. Jeśli wystąpią wymioty, szukaj natychmiastowej pomocy medycznej. W przypadku utraty przytomności przy wyczuwalnym oddechu i tętnie, ułóż poszkodowanego na boku. Bądź przygotowany na wystąpienie gwałtownego ocieplenia ! * Utrzymuj chłodne powietrze wewnątrz pomieszczeń poprzez stosowanie żaluzji w drzwiach i oknach. * Rozważ utrzymanie w użyciu zewnętrznych okiennic przez cały rok. Zewnętrzne okiennice latem nie dopuszczają ciepła do wnętrza domu, natomiast utrzymują ciepło w domu zimą. Sprawdź przewody urządzeń klimatyzacyjnych, czy są właściwie izolowane i szczelne. * Przebywaj wewnątrz pomieszczeń tak długo, jak to możliwe. Jeśli jest brak klimatyzacji, przebywaj na najniższym poziomie budynku, poza zasięgiem światła słonecznego. * Spożywaj zbilansowane, lekkie posiłki. * Regularnie pij duże ilości wody. Osoby cierpiące na epilepsję oraz schorzenia serca, nerek lub wątroby, będące na niskowodnej diecie, oraz mające problemy z utrzymaniem płynów, powinny skontaktować się z lekarzem przed zwiększonym przyjmowaniem płynów. * Ogranicz przyjmowanie napojów alkoholowych. Mimo, że piwo i napoje alkoholowe zdają się zaspakajać pragnienie, to zazwyczaj powodują dalsze odwodnienie organizmu. * Ubieraj się w luźno dopasowane rzeczy, zakrywające możliwie największą powierzchnię skóry. Lekka, o jasnych kolorach odzież, odbija ciepło i promieniowanie słońca oraz pomaga utrzymać normalną temperaturę ciała. * Noś okrycia głowy, które skutecznie będą chronić twarz i głowę przed nadmiernym nagrzaniem. * Unikaj zbytniego nasłonecznienia. Opalenizna spowalnia zdolność do samoczynnego chłodzenia się. Użyj środków ochrony przed promieniami słonecznymi o wysokim współczynniku skuteczności ochrony. * Unikaj skrajnych zmian temperatury. Zwolnij tryb życia. Zredukuj, wykreśl lub przeorganizuj wyczerpujące zajęcia. Osoby wysokiego ryzyka powinny przebywać w chłodnych miejscach. Stosuj tabletki solne, ale tylko wtedy, jeśli zostały zalecone przez lekarza. * Pamiętaj, że podczas upałów występuje zwiększone zagrożenie przeciwpożarowe, przebywając w lesie, na podsuszonych łąkach, ścierniskach zachowaj szczególną ostrożność, i staraj się nie zaprószyć ognia. Podczas suszy * Zmniejsz zużycie wody. * Podlewanie trawników i mycie samochodów marnotrawi wodę. * Gdzie tylko możliwe używaj wielokrotnie tej samej wody.
ROZWAŻANIA JEŻYKÓW Gdyby głupota potrafiła latać... ...to niebo nad Polską byłoby zapełnione. Skala absurdu jakim posługują się w swojej argumentacji niektórzy politycy nie ma chyba dna. Kiedy już wydaje się, że nie można wymyślić większego kretyństwa, że skala ludzkich możliwości w temacie głupoty właśnie się skończyła, znów pojawia się jakaś absurdalna wypowiedź, która przerasta wszystkie dotychczasowe absurdy. Osobą słynącą z licznych skandalicznych wypowiedzi jest poseł Artur Górski (PiS). Podczas sejmowej wypowiedzi stwierdził, że Barack Obama to nadchodząca katastrofa, to koniec cywilizacji białego człowieka. W sprawie katastrofy smoleńskiej formułował opinie, iż Rosja jest w jakimś sensie odpowiedzialna za tą katastrofę i mataczy w tej sprawie. Według posła Rosjanie chcieli zepsuć uroczystości katyńskie i uniemożliwić prezydentowi Kaczyńskiemu wzięcie udziału w tych uroczystościach, aby ich ranga i wymowa nie przyćmiła tych sprzed kilku dni w których udział brał Donald Tusk. Ostatnio poseł Górski stanął na czele niezadowolonych z wyników głosowania zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, nawołując do składania protestów wyborczych do Sądu Najwyższego. Jego zdaniem wybory powinny być unieważnione ze względu na trwającą w czasie kampanii powódź. Ciekawe czy w przypadku zwycięstwa Jarosława Kaczyńskiego, również nawoływałby do unieważnienia wyborów? Jednak to co wymyśliła ostatnio prezes poznańskiego PiS Małgorzata Stryjska - zasługuje do tytułu największego kretynizmu roku. Otóż apelowała ona o zbadanie sprawy wielkości kratek na wyborczych kartach do głosowania. Jej zdaniem, ludzie głosowali na Komorowskiego, bo kratka przy jego nazwisku była o 1 mm większa i narysowana grubszą linią. Być może chce ona za te kratki wsadzić kogoś za kratki. Podała też przykład, że jej 80-letnia ciocia przez to omyłkowo zagłosowała na Bronisława Komorowskiego. No cóż, głupota nie zna granic. Jeśli ktoś kieruje się wielkością kratki na karcie, a nie nazwiskiem kandydata, to jest mądry inaczej i nie powinien mieć prawa do głosowania. Swoją postawą pani Stryjska pokazuje, iż wyborcy PiS to mało rozgarnięte osoby. Należy zastanowić się, jak to możliwe, że tylu podobnych ludzi dostaje się do najwyższych urzędów. Czy nie powinno się przeprowadzać badań psychiatrycznych na wstępie? Dziwne, że szanowna 80-letnia ciocia zauważyła dokładnie różnicę 1 mm w wielkości kratki, a nie doczytała się nazwiska obok kratki. Być może ta pani przez pomyłkę skreśliła większą kratkę, bo myślała że Jarosław Kaczyński to wielki Polak i będzie miał większą kratkę. Sądzę, że jeśli już coś miało działać na podświadomość niektórych głosujących, to kolejność nazwisk. Nazwisko prezesa Kaczyńskiego było na pierwszym miejscu, a to w oczywisty sposób wyróżniało jego jako kandydata, bo znaczna większość ludzi niezdecydowanych skreśla na zasadzie "pierwszy lepszy". A może na wynik wyborów wpływ miała nie wielkość kratki, a wielkość kandydatów? Bronisław Komorowski jest wyższy i przez to był bardziej widoczny. Czy to też nie powinno być powodem protestów? Bierne prawo wyborcze powinno przysługiwać tylko kandydatom... nie większym od Kaczyńskiego. Myślę, że część sympatyków Jarosława Kaczyńskiego nie głosowała na niego z prostej przyczyny, gdyż nie poznali jego - bo tak bardzo się zmienił w kampanii wyborczej. Tak czy owak, wyborcy Jarosława Kaczyńskiego będą walczyć z jego przegraną do upadłego. Dla nich jedynie słusznym rozwiązaniem jest przeprowadzać wybory aż do momentu gdy ich kandydat zostanie wybrany prezydentem. Napieralski: Sojusz otrzymał kredyt zaufania od wyborców Z Grzegorzem Napieralskim, przewodniczącym SLD rozmawia na łamach Krytyki Politycznej Cezary Michalski. Cezary Michalski: Przed panem i przed kierowaną przez pana formacją stoją dwa scenariusze. Pierwszy, optymistyczny: udaje się panu utrzymać, a może nawet rozbudować poparcie własne i całej formacji z wyborów prezydenckich i po najbliższych wyborach parlamentarnych dwie wyniszczone kolejnym rokiem walki partie prawicowe - żadna z nich nie może utworzyć rządu samodzielnie - proponują panu na wyścigi fotel premiera, dorzucając w licytacji kolejne ministerstwa. Tusk przychodzi z MSZ-em, to Kaczyński dodaje MSWiA… itp. I drugi scenariusz, pesymistyczny: udaje się panu wzmocnić własną pozycję na czele SLD, ale PO „wybiera” kolejne medialne twarze centrolewicy, PiS zabiera część elektoratu socjalnego, a pan staje się graczem marginalnym, oskarżanym dodatkowo o roztrwonienie względnego sukcesu z pierwszej tury kampanii prezydenckiej. Jak chciałby pan uniknąć scenariusza pesymistycznego, a wykorzystać optymistyczny? Grzegorz Napieralski, szef SLD: Nawet gdyby Platforma „podkupiła” jeszcze kilku liderów SLD czy centrolewicy, to już niczego nie zmieni. Elektorat trwale wybrał nawet nie tyle mnie, co Sojusz z jego obecnym kierownictwem jako najbardziej wiarygodną reprezentację lewicy. Rozmaite deklaracje przed pierwszą turą niczego nie zmieniły. Okazało się, że przeciąganie pojedynczych „gwiazd” już nie działa. Dzisiaj polski wyborca patrzy na SLD z nadzieją jako na lewicową formację, która może być alternatywą dla dwóch kłócących się ze sobą zawzięcie prawicowych ugrupowań. Czy oznacza to, że nasz elektorat będzie się przez najbliższy rok zwiększał, trudno powiedzieć, bo to będzie bardzo dziwny rok, obfitujący w rozmaite zmiany nastrojów, m.in. wynikające z zaostrzania się konfliktu pomiędzy PO i PiS. To będzie trudna sytuacja dla wszystkich i dlatego bardzo prawdopodobny jest scenariusz, że te dwie prawicowe partie rzeczywiście wyczerpią się wzajemnymi sporami. Może któraś z tych partii pęknie, bo obie toczone są sporami mocniejszymi nawet niż te, z którymi mamy do czynienia w SLD. Wróćmy jednak do pańskiej formacji, jak pan chce zapobiec dalszemu „rozbieraniu” centrolewicy przez PO? Ja się zastanawiam, na ile ludzie Platformy są wytrzymali i cierpliwi, kiedy od paru już lat obserwują transfery z innych obozów fundowane im ciągle przez ich własne kierownictwo. To się zaczęło od wyborów do europarlamentu, kiedy ważną pozycję na listach PO otrzymują, z jednej strony Danuta Huebner, a z drugiej Marian Krzaklewski. Ta metoda jest przez Tuska czy Schetynę kontynuowana aż po ostatnią kampanię prezydencką, kiedy też ludzie spoza ich obozu otrzymują ważne funkcje, choćby w NBP. Czyli ci, którzy budowali PO od początku, nosili ulotki, są pozostawieni na boku, trwa żonglowanie stanowiskami w państwie dla ludzi spoza partii. Najwierniejsi działacze PO, ci z drugiego szeregu, pozostają w odstawce, bez nagrody, której się spodziewali. Nawet Jarosław Gowin, któremu ponoć „podbierani” ludzie z centrolewu przeszkadzają ideowo, protestuje tylko symbolicznie, a w gruncie rzeczy świetnie wytrzymuje i wytrzyma wszystko, bo w partii władzy także jego konserwatywna frakcja w tej władzy partycypuje. Tym bardziej działacze drugiego szeregu PO muszą wiedzieć, że te transfery potwierdzają silną pozycję PO albo nawet ją wzmacniają, a w kraju takim jak Polska jest bardzo wiele funkcji do obsadzenia: w państwie, w samorządach, w części gospodarki związanej ze skarbem państwa… Ja rozmawiam z ludźmi Platformy i wiem, że jest inaczej. Oni nie rozumieją niektórych posunięć kierownictwa swojej partii, tym bardziej, kiedy one przestają przynosić efekty. Przeciągnięcie Huebnerowej przełożyło się na głosy dla PO i pozycję tej partii, wspierając ją merytorycznie. Ale poparcie ze strony Cimoszewicza nie miało już żadnego efektu. A wracając do nas, „podebranie” nam jeszcze jednej czy drugiej rozpoznawalnej postaci nie przełoży się w żaden sposób na osłabienie partii. To będą już naprawdę pojedyncze przypadki. A my, ze swej strony zyskaliśmy zdolność do przyciągania do siebie nowych środowisk lewicowych. Już w kampanii, początkowo Bartosz Arłukowicz, a później ja… staraliśmy się o poparcie Partii Kobiet, Zielonych 2004, Krytyki Politycznej… ostatecznie to mnie udało się przekonać do poparcia Sojuszu zarówno Partię Kobiet, jak i Zielonych. Dlaczego niektórzy działacze SLD, szczególnie starszego pokolenia, nie kibicowali panu? Nie tylko w początkach kampanii, kiedy miał pan dwu-, trzypunktowe poparcie, ale także później, kiedy miał pan już poparcie dwucyfrowe. Nawet wówczas można było usłyszeć, że to przecież nic wielkiego, bo zaledwie powtarza pan wynik, jaki lewica miała w 2007 roku. Trzeba im zadać to pytanie. Jest pan szefem formacji, musi pan wiedzieć, skąd się w niej biorą napięcia. Nie przekonałem ich, a być może mieli inne cele. Zupełnie inne, niż uzyskanie przez tę formację jak najlepszego wyniku wyborczego, inne niż jej wzmocnienie. Jakie? To jest dziś mało istotne, to jest dla mnie i dla SLD zamknięty rozdział, bo ta kampania nam się ostatecznie udała. Po drugiej turze można było jednak obserwować kolejne akty dystansowania się wobec pana. Także publiczne popieranie Komorowskiego, kiedy pan ogłosił, że jako lider Sojuszu nie wezwie do głosowania na żadnego z dwóch kandydatów, było deklaracją, że nie chce się pana jako szefa. Nawet odbudowującego elektorat SLD. Taki wydźwięk ma może deklaracja Tomasza Nałęcza, ale nie Aleksandra Kwaśniewskiego. A ja elektorat SLD rozbudowałem na tyle, na ile to było możliwe. I to bez poparcia Partii Demokratycznej, bez poparcia paru innych środowisk, którym się wydawało, że bez nich SLD upadnie. Nie upadło. Już wybory do europarlamentu pokazały, gdzie jest elektorat prawdziwej formacji lewicowej w Polsce, czy nawet szerzej: gdzie jest elektorat postępowy. On wybrał SLD. Dwuprocentowe poparcie dla listy Rosatiego i ponad 12-procentowe dla SLD w tamtych wyborach pokazało, gdzie jest w Polsce lewica. Wybory prezydenckie tylko to potwierdziły. Stąd niezadowolenie tych, których postępowy elektorat w Polsce nie wybiera. Teraz Sojusz otrzymał kolejny kredyt zaufania od wyborców. Dlaczego w takim razie już po drugiej turze, kiedy scenariusz skompromitowania pana trzyprocentowym wynikiem nie wchodził już w grę, nie nastąpiło ponowne zjednoczenie się autorytetów lewicy wokół SLD? Dwa dni przed drugą turą w Tok FM i TVN24 mogliśmy wysłuchać, a potem obejrzeć kolejne wywiady z Jerzym Urbanem, bardzo rozsądne, błyskotliwe, ale on z większą sympatią mówił o Donaldzie Tusku niż o panu. Do tego Wojciech Olejniczak mówiący na wiecu poparcia dla Komorowskiego, że kandydata PO poparłby także Jerzy Szmajdziński. No i dystansujące się wobec pana deklaracje Cimoszewicza… Właściwie był jeden lider starszego pokolenia SLD, który pana lojalnie wspierał, a nawet atakował innych swoich politycznych rówieśników za to, że przeszkadzają panu w tej kampanii – to był Leszek Miller. Są rzeczy, których się nie mówi, bez względu na polityczne interesy, na przykład nie przywołuje się zmarłych. Ale ja nie mam poczucia osamotnienia, raczej poczucie nigdy wcześniej nie widywanego zjednoczenia wokół SLD. Czytałem taki tytuł: „Osamotniony Napieralski”, kiedy mnie Nałęcz i Borowski nie poparli. Ale ja wcale nie zabiegałem o ich poparcie. A Cimoszewicz, człowiek obdarzony autorytetem na centrolewicy, mówiący teraz, że „lewicą rządzą dzisiaj cynicy”? Ja nie chcę wchodzić w jego motywacje. To był jego wybór, to on skierował swoje kroki w stronę Platformy, poświęcił swój autorytet jednego z liderów lewicy, czego ani ja nie rozumiem, ani nie rozumie tego wielu moich kolegów. Bo kiedy jest silny kandydat środowiska lewicowego, przez jednych lubiany a przez innych nie, ale to obojętne, bo Komorowskiego w jego partii też nie wszyscy lubili, jedna trzecia w prawyborach wolała Sikorskiego, a jednak PO było ostatecznie wokół Komorowskiego zjednoczone - to się tego kandydata wspiera w imię lojalności i siły obozu. W każdym razie się go nie atakuje. W ostatnim tygodniu kampanii powiedział pan, że pozostawia wyborcom SLD wolną rękę, a ważni historyczni liderzy lewicy deklarowali w mediach kolejno: „A ja zagłosuję na Komorowskiego”. To nie był koncert lewicowych głosów, raczej dysonans. Nie mam nawet odrobiny poczucia osamotnienia, dlatego, że trzy osoby faktycznie w ten sposób powiedziały: Kwaśniewski, Kalisz i Olejniczak. Ja uważam, że wyborcy SLD są odpowiedzialni i wiedzą, jak się politycznie zachować. 3/4 z nich zagłosowało na Komorowskiego. 65 procent rzekomo na Komorowskiego, 35 procent rzekomo na Kaczyńskiego. Według jednego z sondaży 69 procent, według innego blisko 78 procent. Nawet to pokazuje, że nie wszyscy wybrali Komorowskiego. I ja, wspierając jednego z kandydatów, tak jak to uczyniło kilku innych ludzi z szeroko rozumianego obozu lewicy, zachowałbym się nie fair wobec tych, którzy głosowali inaczej. Poza tym, chyba w sondażach nie liczono wyborców SLD, którzy nie poszli do drugiej tury albo oddali głos nieważny. Chodzi panu o pozostawienie sobie pełnej swobody koalicyjnej po kolejnych wyborach parlamentarnych? A politycy czy dziennikarze próbujący wymusić na panu deklarację „nigdy z PiS, tylko z PO” chcą tak naprawdę ograniczyć „manewrowość” Sojuszu? Oczywiście, że takie mogą być polityczne konsekwencje podobnych deklaracji. Ale mnie chodzi przede wszystkim o czytelną lewicową alternatywę dla Polski prawicowej. Co to właściwie oznacza? W tej kampanii oznaczało to odrzucenie obu skrajnie konserwatywnych kandydatów. Spora część pana wyborców z pierwszej tury to wyborcy PO z 2007 roku, rzeczywiście „pływający” pomiędzy Komorowskim i panem w proteście przeciwko wystawieniu przez Platformę skrajnie zachowawczego kandydata, jako konkurenta dla skrajnie zachowawczego kandydata PiS. Jaka jest gwarancja, że kiedy Tusk nieco ożywi liberalne skrzydło Platformy, zrobi parę koncesji w lewą stronę lub choćby ku centrum, to nie przyciągnie znowu tego „pływającego” liberalnego elektoratu? PO się pogubiło, Tusk się pogubił. Stał się też konserwatywnym politykiem, stracił swój liberalny wizerunek i swoją ideową tożsamość. Gdyby ktoś chciał dzisiaj szukać w programie PO czy w praktyce politycznej tej formacji jakiegokolwiek „lewego” skrzydła albo „liberalnego”, w sensie innym niż czysto ekonomiczny, lub choćby reformatorskiego, nowatorskiego… to nic by nie znalazł. Karty Praw Podstawowych nie ma, parytetów nie ma, in vitro nie ma… Nawet taka mała sprawa, dotycząca powołania komisji sejmowej ds. innowacji, nowych technologii, informatyzacji… też nie możemy tym Platformy zainteresować. Stosunek do in vitro to zresztą zachowanie kompromitujące PO, jeśli chciałoby uchodzić za nowoczesną europejską partię. PO, która jest w dużej rodzinie Europejskiej Partii Ludowej, powinna umieć zrobić takie rzeczy w trzy dni. Tymczasem okazuje się, że w ogóle tego przez całe lata nie rusza. Pomysły na CBA, bronienie IPN-u. Schetyna proponujący, jeszcze jako szef MSWiA, cenzurę prewencyjną w Internecie… PO jest w istocie partią bardziej konserwatywną niż wizerunek, za którym chciałaby się ukryć. Szczególnie młodzi ludzie to zauważyli. I ja absolutnie uważam, że tu jest szansa dla nowoczesnej partii lewicowej, która dbałaby zarówno o wolność jednostki, jak i o zabezpieczenie jej bytu materialnego i bezpieczeństwa całej jego drogi życiowej. A jeśli Tusk, mając już całą władzę wykonawczą, uczyni jednak gesty w stronę tego wielkomiejskiego liberalnego elektoratu: uchwali ustawę o in vitro w wersji choćby nieco na lewo od Gowina, uchwali choćby 35-procentowe kwoty udziału kobiet na listach wyborczych, a jednocześnie będzie gwarantem swobód ekonomicznych i niskiego poziomu redystrybucji, niskich podatków… co temu raczej dobrze sytuowanemu elektoratowi liberalnemu bardziej jednak odpowiada niż redystrybucyjna lewica? To i tak byłby nasz sukces. Wszyscy by wiedzieli, że lewicowe reformy to konsekwencja naszej ideowej postawy. Czy na pewno waszej? Ani pomysł, ani realizacja… Nie, bo musiałby zostać uchwalony razem z nami, PSL by im do tego głosów nie dało, ludowcy są zbyt konserwatywni i nie będą popierać tych rozwiązań. To być może konsekwencja ideowej postawy, tylko że ludowców, gdy pan mówi o arytmetyce sejmowej. Zresztą ludowcy zostaną zmuszeni, kupieni, złamani, są coraz słabszym koalicjantem. Sądzę jednak, że do uchwalenie wszystkich sensowniejszych ustaw – nie tylko zresztą w kwestiach sumienia, ale także społecznych – potrzebne będzie sejmowe poparcie SLD. A wtedy te reformy będą naszą zasługą w oczach elektoratu, zarówno dlatego, że zostaną uchwalone naszymi głosami, jak też dlatego, że to nasza konsekwentna postawa zmusi PO do ich zaakceptowania. Czy to znaczy, że PO jest dla pana lepszym lub prawdopodobniejszym koalicjantem Sojuszu niż PiS? Nie orientuję się na nazwy partii, ale na lewicowy pakiet, który będzie można wraz z jedną lub drugą partią uchwalić. Rozumiem, że w żaden sposób nie chce pan ograniczać odzyskanej przez SLD pełnej zdolności koalicyjnej. Ważne jest dla mnie wyłącznie kryterium merytoryczne. Do PO może nam być bliżej w niektórych kwestiach związanych ze swobodami obywatelskimi w Polsce, ale podkreślam: może być, bo te swobody pozostają u polityków PO - i to tylko niektórych - w sferze deklaracji, podczas gdy realne zachowania tej partii, jako partii władzy, są konserwatywne. Z kolei z Prawem i Sprawiedliwością wszystko nas różni w kwestiach światopoglądowych czy w stosunku do historii… Nawet kiedy Jarosław Kaczyński chwali „mocarstwowe ambicje Edwarda Gierka”? To był wyłącznie chwyt z kampanii wyborczej. Deklaracje PiS-u w obszarze polityki społecznej są teoretycznie bliższe lewicowym postulatom. Ale tak samo, jak PO nie realizuje swoich obietnic w zakresie swobód jednostki, tak samo PiS jedynie deklaruje solidaryzm społeczny, a kiedy dochodzi do testu władzy, mamy Zytę Gilowską i brutalne traktowanie protestujących pielęgniarek. Zatem strategia równego dystansu? Strategia zachowania własnej tożsamości. Jaka jest właściwie ta tożsamość SLD? Radykalizm języka i postulatów, kiedy jesteście w opozycji albo trwa kampania wyborcza, po czym akceptowanie polskiego status quo, bardzo zachowawczego, kiedy jesteście u władzy. Żeby nie było wątpliwości, ja akurat nie chcę pana czy też pana formacji rozliczać z umiarkowania, kiedy jesteście u władzy. Sam uważam, że rządzący powinni minimalizować społeczne konflikty. Ale czy warto utrzymywać taką rozpiętość pomiędzy radykalnym językiem opozycji czy kampanii wyborczej, a zachowawczą polityką kiedy się jest u władzy? Właśnie ta rozpiętość uczy lewicowy elektorat cynizmu albo zniechęcenia, tak jak rozpiętość pomiędzy językiem i praktyką władzy w PO czy PiS-ie nauczyła cynizmu i zniechęcenia elektorat prawicowy. Proszę podać przykłady tej rozpiętości. My mamy pakiet społeczny - Polska pracy: cywilizowanie i europeizowanie stosunków pracy, praw pracowniczych, warunków płacowych…; mamy pakiet edukacyjny: wyrównywanie szans, wzmocnienie i równouprawnienie szkolnictwa publicznego; mamy sensowne propozycje w dziedzinie redystrybucji; mamy wreszcie pakiet związany z obroną prawdy historycznej dotyczącej przeszłości, likwidacja IPN, uczciwe pokazywanie zarówno ciemnych jak i jasnych stron PRL-u. Mamy wreszcie pakiet dotyczący rozdziału Kościoła od państwa. To wszystko Sojusz realizował będąc u władzy i będzie realizował, kiedy znów będzie za nią odpowiadał albo współodpowiadał. Praktyka jest taka, że sprawowanie władzy wymusza na waszej formacji taką samą elastyczność, jak na wszystkich innych formacjach. Podatek liniowy dla firm czy eksmisja na bruk to rozwiązania z okresu rządów SLD. A dzisiaj Krakowem rządzi popierany przez SLD prezydent Jacek Majchrowski, wyznający dogmat nieomylności kardynała Dziwisza w kwestii dysponowania kryptą wawelską i krytykujący ludzi, którzy przeciwko tej decyzji protestowali. Jest SLD-owski prezydent Zielonej Góry kastrujący posągi, jest wspierany przez SLD prezydent Torunia, bardzo zresztą politycznie skuteczny, rządzący Toruniem już sporo czasu, tyle że w lokalnym kontekście umiejący bardzo miękko wychodzić naprzeciw oczekiwaniom wszystkich silnych środowisk lokalnych, łącznie z inwestycyjnymi czy gruntowymi oczekiwaniami ojca Rydzyka. Może zatem kampanijny język SLD nieco złagodzić, a realną politykę lekko zradykalizować? Rządy SLD były okresem najbardziej udanych i skutecznych reform w Polsce po roku 1989. Podatek liniowy dla firm miał pozytywny wpływ na tworzenie bogactwa, które dopiero później można redystrybuować. Jacek Majchrowski powiedział tylko to, co jest prawdą – że kardynał Dziwisz podjął decyzję w granicach swojej suwerennej kontroli nad kryptą wawelską. Majchrowski potępił też protesty przeciwko decyzji kardynała Dziwisza, choć mieściły się całkowicie w granicach prawa do wyrażania własnej opinii. Ja chcę egzekwować zasadę autonomii Kościoła i państwa, ale nie należę do ludzi, którzy będą nocami zrywać potajemnie krzyże, tak jak polityczni katolicy w Polsce potajemnie i z naruszeniem zasad je zawieszali. To co pan mówi, to raczej „trzecia droga” niż radykalny zwrot na lewo. Poparcie jakiego udzielił panu Leszek Miller jest w tej sytuacji zrozumiałe. SLD nie przelicytowuje żadnych środowisk czy partii w radykalizmie obietnic. My mamy tę przewagę, że uprawiamy konsekwentną politykę i mamy narzędzia pozwalające uczynić tę politykę skuteczną. My nie tylko przechodzimy bez problemu próg wyborczy, ale mamy realną szansę, żeby nasza programowa alternatywa dla rządzącej dzisiaj Polską prawicy była realizowana z pozycji realnej władzy. Dzisiaj na poziomie samorządów, a jutro być może znowu na poziomie całego państwa. Czy po niedawnej „zmianie języka” Prawa i Sprawiedliwości, po wywiadzie Jarosława Kaczyńskiego dla „Gazety Polskiej”, a potem jego wypowiedzi o Komorowskim, który „przejdzie na stronę Napieralskiego i Zapatero” jeśli usunie krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, uważa pan, że istnieje możliwość odpowiedzialnej i przewidywalnej programowej koalicji pomiędzy PiS-em i SLD? Tak jak wcześniej nie potrafiłem sobie wyobrazić tej koalicji, teraz tym bardziej jest ona dla mnie nie do wyobrażenia. Uchwała Rady Krajowej SLD w sprawie zakończonych wyborów prezydenckich w roku 2010 Rada Krajowa Sojuszu Lewicy Demokratycznej składa podziękowania wszystkim obywatelom Polski w kraju i za granicą, którzy poparli Grzegorza Napieralskiego, kandydata polskiej lewicy, w wyborach na urząd Prezydenta RP. Elekcja ta była wyjątkowa, odbywała się w cieniu i za bezpośrednią przyczyną katastrofy smoleńskiej, w warunkach dramatycznej powodzi w dużej części kraju, a ponadto – zdawała się utrwalać podział sceny politycznej na dwa prawicowe, konserwatywne obozy. Ten podział udało się przełamać, silnie akcentując obecność lewicy. Jest to zasługą decyzji wyborczej 2 milionów 300 tysięcy Polaków, którzy obdarzyli zaufaniem kandydata SLD i poparli jego program. Nasze idee i cele polityczne pozostają niezmienne: dążymy do Polski otwartej, nowoczesnej, tolerancyjnej i stwarzającej szanse indywidualnego rozwoju. Będziemy zabiegać o sprawiedliwość społeczną, o infrastrukturę społeczną (rozbudowa sieci żłobków, przedszkoli; wzmocnienie efektywności opieki społecznej), o neutralność światopoglądową państwa, w którym rodzice nie będą czuli się zmuszeni do posyłania dzieci na lekcje religii, lecz będzie to ich wolnym wyborem. Nie zapomnimy o gorących tematach – ustawie dotyczącej in vitro, pomagającej, a nie utrudniającej posiadanie dzieci, o podwyższeniu płacy minimalnej, o zmianie pełnej hipokryzji i dyskryminującej kobiety ustawy o planowaniu rodziny. Oczekujemy, że nowy Prezydent RP i jego zaplecze polityczne, tworzące Rząd RP, uwzględni postulaty tak licznej grupy obywateli. Dziękując za oddane głosy poparcia, za zaufanie i wiarę w sukces, zapewniamy wraz z naszym kandydatem, Grzegorzem Napieralskim, że nie zawiedziemy i nie ustąpimy z drogi prowadzącej ku awansowi cywilizacyjnemu naszego kraju. Przed nami rozstrzygające politycznie kampanie wyborcze: do samorządu terytorialnego jesienią br., a w roku następnym – do parlamentu. Liczymy na Państwa poparcie i na to, że będzie nas więcej. Razem zmienimy Polskę! Warszawa, 17 lipca 2010r. Uchwała Rady Krajowej SLD w sprawie analizy kampanii kandydata lewicy w wyborach prezydenckich 2010 roku Rada Krajowa Sojuszu Lewicy Demokratycznej zobowiązuje Zarząd Krajowy SLD do przygotowania pogłębionej analizy kampanii kandydata SLD na urząd Prezydenta RP w 2010 roku oraz uzyskanych wyników pod kątem zbliżających się wyborów do samorządu terytorialnego jesienią br. Dokument ten powinien być jednym z materiałów wyjściowych do opracowania strategii zbliżającej się kampanii wyborczej. Warszawa, 17 lipca 2010r. Stanowisko Rady Krajowej SLD w sprawie Euro Pride Rada Krajowa Sojuszu Lewicy Demokratycznej serdecznie wita w Warszawie uczestniczki i uczestników wielkiej międzynarodowej Euro Pride, która odbywa się 17 lipca br. SLD podziela ideały i wartości leżące u podstaw współczesnej demokracji. Równe prawa, równe szanse i wolność dla wszystkich ludzi, prawa obywatelskie i prawa społeczne zagwarantowane międzynarodowymi umowami i stanowiące podstawę funkcjonowania Rady Europy oraz Unii Europejskiej, przynależą wszystkim ludziom, bez względu na ich indywidualne różnice, cechy i przymioty. Chcemy strzec tych praw, tak jak strzegą ich ludzie lewicy na całym świecie. Uczynimy co będzie niezbędne, aby Polki i Polacy – bez względu na to czy są hetero, homo, bi czy transseksualni mieli w Polsce nie tylko równe prawa, tak jak gwarantuje to art. 32 Konstytucji RP, ale także by prawa te były w stosunku do nich respektowane i by mogli z nich korzystać w nieskrępowany sposób. Orientacja seksualna nie jest ani przestępstwem, ani chorobą, ani wyborem. Jest indywidualną cechą każdego z nas. Dlatego sprzeciwiamy się jakiejkolwiek dyskryminacji ludzi ze względu na ich orientację seksualną. Z szacunkiem odnosimy się do dążeń środowisk i organizacji LGBT wytrwale i konsekwentnie zwalczających ponure zjawisko homofobii niestety ciągle jeszcze obecne w Polsce. Wierzymy, że edukacja społeczna, także imprezy takie jak Parady Równości przyczyniają się do tego, by ludzie poznając się wzajemnie, uznali że różnorodność ich cech nie jest zagrożeniem, ale przeciwnie – wzbogaca życie społeczne, czyniąc nas lepszymi, bo uznającymi dobro tkwiące w każdym człowieku. Jesteśmy partią zmieniającą świat na lepszy, bardziej przyjazny wszystkim ludziom. Partią równości, wolności i tolerancji. Odrzucając i potępiając wszelką dyskryminację, chcemy być promotorem zmian w polskim prawie i w polskiej polityce. Dlatego Klub Parlamentarny Lewica złożył już blisko rok temu projekt ustawy o Rzeczniku ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji. Dlatego pracujemy wspólnie z organizacjami mniejszości seksualnych nad ustawą legalizującą związki osób tej samej płci i nowelizacją prawa karnego, tak by akty przemocy wobec osób nieheteroseksualnych były w Polsce traktowane jako „przestępstwa z nienawiści”. Wyrażamy przekonanie, że poszerzanie obszaru skutecznej ochrony praw człowieka, a jest nim także tworzenie systemu skutecznej ochrony praw mniejszości seksualnych, przyczyni się do powstania w Polsce demokracji wyższej jakości, a Polkom i Polakom pozwoli na lepsze, bardziej bezpieczne i godne życie. Warszawa, 17 lipca 2010r. Prezes nie ma sezonu ogórkowego Powrócił nasz ulubiony polityk. Mlaskając i mrucząc pod nosem Jarosław Kaczyński stawia siebie w roli Autorytetu Moralnego. Polityk, który jeszcze dwa tygodnie temu deklarował bliskość światopoglądową z Józefem Oleksym, Grzegorzem Napieralskim i gotów był kontynuować budowę Polski po Edwardzie Gierku powrócił do walki „z wiadomymi siłami”. Jak kilka tygodni temu przewidywałem kuracja plastrami stóp prezesa została zakończona. Muszę przyznać głupio się czułem w roli przyjaciela Jarosława Kaczyńskiego i średniego pokolenia ludzi lewicy. Gdy prezes nazywa mnie zgodnie ze swoją malskająco- mamrocząco- urojeniową retoryką odzyskuję wiarę w ludzi. Jednocześnie zostały spuszczone bojowe bulteriery PiSu: Ziobro, Kurski, Brudziński i po wyborczych wakacjach ze zdwojoną siła ruszyły do boju w poszukiwaniu i kreowaniu wrogów myśli i idei niedoszłego prezydenta kolejnej Rzeczypospolitej. Oznacza to, że prezes „sezon ogórkowy” w tym roku odwołał. KAJA Czekamy na alternatywę lewicy Świat oszalał. Wbrew zapewnieniom ekspertów ekonomicznych neoliberalna wizja świata na naszych oczach okazuje się ideą bardziej utopijną od wizji świata wg Marksa i Engelsa. Oto na naszych oczach korporacje wydające krocie na rzecz zwalczania obecnej polityki fiskalnej, głoszące wszem i wobec potrzebę wolności gospodarczej i zdjęcia z nich krępujących kajdan obciążeń socjalnych, same wyciągają ręce po pomoc państwową, która pochodzi z podatków również tych najbiedniejszych obywateli. Najpoważniejszym ośrodkiem intelektualnym pracującym na rzecz liberalizacji rynku w Polsce jest Centrum im. Adama Smitha, które misją jest: „badanie gospodarki rynkowej i działanie na rzecz wolnego rynku, zbudowanego na: fundamencie wolności i moralności, prywatnej własności, swobody umów w granicach prawa, ograniczonej ingerencji władz publicznych w gospodarkę, wolności słowa oraz działanie na rzecz wolnego i odpowiedzialnego społeczeństwa.” Jeszcze kilka lat temu książkę Naomi Klein pt „ No logo” neoliberałowie uznawali za miałką i pozbawioną teoretycznych podstaw, jednak wydana w 2007r. „DOKTRYNA SZOKU” już rok później okazała się samospełniającą kasandryczną przepowiednią. Już wiosną 2008 roku amerykańskim rynkiem nieruchomości i co za tym idzie systemem bankowym wstrząsnęła informacja o spekulacjach akcjami na absurdalną skalę. Efektem był upadek giganta na rynku usług finansowych dla firm, banku Lehman Brothers. Powszechnie uznaje się, że ten upadek zapoczątkował ogólnoświatowy kryzys finansowy. Praktycznie ten proces został szczegółowo opisany w DOKTRYNIE SZOKU. Jakie to skutki przyniosło i przynosi możemy na bieżąco obserwować w serwisach informacyjnych. Niestety kryzys ten wbrew zapewnieniom koalicyjnego ministra finansów nie ominie Polski. Pozostaje tylko pytanie kiedy? W czasie, gdy skąpe wydatki na pomoc społeczną stają się obiektami wściekłych ataków piewców wolności ekonomicznej, ci sami bez zmrużenia okiem wydają miliardy środków publicznych na konta ponadnarodowej korporacji czyniącej szkody ekonomiczne, gdzie tylko postawi swoje stopy. Jednak największe szkody czyni środowisku naturalnemu. Oczywiście mam na myśli koncern British Petroleum /BP/, obecny również na naszym rynku. Koncern prowadząc szeroką politykę maksymalizacji zysków w czasie odwiertów w Zatoce Meksykańskiej poczynił pewne oszczędności /rzędu dziesiątek milionów dolarów/. Efektem tych oszczędności była awaria i co za tym idzie niekontrolowany wyciek ropy z odwiertu. Początkowo usiłowano sprawę utrzymywać w tajemnicy, jednak wyciek okazał się większy niż jakiekolwiek przewidywania i co za tym idzie okazało się, że zastosowane rozwiązania technologiczne musiały zakończyć się awarią. Jakie są tego skutki dla przyrody Zatoki Meksykańskiej możemy się przekonać w migawkach informacyjnych. Jakie są konsekwencje dla samego BP? Koncern został ukarany przez jeden z departamentów USA grzywną w wysokości 75 milionów dolarów jednocześnie otrzyma z budżetu USA i Brytyjskiego zawroty podatku i ulgi podatkowe na łączną kwotę 10 miliardów funtów Skala otrzymanych ulg jest zaskoczeniem nawet dla księgowych koncernu, który ma poważne problemy co zrobić z napływem takiej gotówki. Sytuacja dla rządu brytyjskiego jest szczególnie trudna, w obliczu walki ze skutkami kryzysu, gdy korporacja zwraca się o wypłatę należnych jej zgodnie z obowiązującym prawem kwot. W tej chwili w brytyjskiej prasie ekonomicznej otwarcie mówi się, że wypłata takiej kwoty z budżetu spowoduje potrzebę nowelizacji budżetu na obecny i przyszły rok. Jako pierwsze do okrojenia pójdą wydatki socjalne. Czy liberalizacja i wolność ekonomiczna ma przybrać taki obraz? Świat oszalał. Ktoś zapyta, gdzie tkwi źródło obecnego kryzysu finansowego? Odpowiedzi należy szukać u samych zainteresowanych czyli w bankach. W literaturze neoliberalnej powszechnie wyśmiewa się plany pięcio- , trzy- czy dziesięcioletnie, jakie były głównymi tematami posiedzeń komitetów centralnych partii byłego obozy wschodniego. Jednak miały one ekonomiczne i teoretyczne uzasadnienie. Wypracowywanie zysku powinno mieć określone ramy czasowe. Najlepiej jak najszersze. Podobnie działania ekonomiczne powinny zawierać kalkulacje obejmującą możliwie najszerszy teren działania. Np. jeśli wybuduję fabrykę w górnym biegu rzeki generującą doskonały zysk, jednocześnie wypuszczając wszystkie ścieki do tej rzeki to okazuje się, że dla właściciela fabryki jest zysk, dla mieszkańców miasteczka powyżej nurtu rzeki również taka inwestycja jest korzystna. Jednak jednocześnie w dolnym biegu rzeki taka inwestycja generuje tylko szkody, które mogą być wyższe niż jakiekolwiek spodziewane zyski. Czy takie postępowanie ma sens ekonomiczny? W wąskim zakresie tak, jednak jeśli spojrzymy na problem szerzej, globalnie taka inwestycja nie ma najmniejszego sensu ekonomicznego. Podobnie postępują dzisiejsi piewcy doktryny neoliberalnej. Dążą do maksymalizacji zysku w najmniejszym możliwym przedziale czasu i nie biorąc pod uwagę analiz makroekonomicznych. Jest ewidentną bzdurą twierdzenie, że w dzisiejszych realiach właściciele korporacji mają wpływ na ich rozwój. Obecnie mamy do czynienia z dziwną hybrydą ustroju kapitalistyczno-korporacyjno-koncesyjną. Rzeczywisty wpływ na rozwój i decyzje korporacji ma kasta menadżerów. Jest to dziwna grupa społeczna. Podejmują decyzje, za które nie ponoszą żadnej odpowiedzialności, jednak za podjęte decyzje otrzymują kolosalne prowizje. Najpiękniejszym przykładem absurdalności tych rozwiązań jest fakt, że kadra menadżerska wysokiego szczebla za doprowadzenie do upadku wspomnianego banku Lehman Brothers odebrała nagrody od zysku w wysokości ponad 87 milionów dolarów. W okresie urzędowania rada nadzorcza zatwierdzała pensje i premie prezesa firmy Richarda Fulda w łącznej wysokości 484 mln dol. We wrześniu 2008 r., gdy Fuld oznajmił, że firma straciła w ciągu kwartału 3,8 mld dol., dodał, że rada "cudownie go wspierała". Cztery dni później Lehman ogłosił bankructwo, które kosztowało akcjonariuszy 45 miliardów dolarów. Wg opini ekspertów ze świata ekonomi firma przez cały okres podawana była za wzór do naśladowania. Wielokrotnie otrzymywała z rąk najznamienitszych gremiów pochwały. W 2005 r. Lehman Brothers zdobył tytuł najlepszego banku inwestycyjnego na świecie w rankingu "Euromoney". W 2006 r. "The Fortune" uznał go za numer 1 pod względem wyników korporacyjnych. W 2007 r. również "The Fortune" przyznał mu tytuł firmy mającej "najbardziej godne podziwu papiery wartościowe". Laurkę wystawiła bankowi także słynna firma audytorska Ernst & Young badająca jego finanse w 2007 r. Na marginesie pragnę dodać, że te same instytucje chwalą polską gospodarkę, co powinno wywołać w społeczeństwie duży niepokój i samo w sobie zaalarmować ekspertów. Dlaczego? Z czego się biorą takie nadużycia? W minionym tygodniu w jednym z serwisów informacyjnych lektor ze śmiertelną miną powiedział, że bitwa pod Grunwaldem kosztowała Króla Polski wg przeliczników równowartość 60 nowych modeli Ferrari. Takie uproszczenie świadczy tylko o tym, że media społeczeństwo traktują jak osoby ociężałe umysłowo. Zagadka: W 1410 roku mój przodek zdeponował w banku 1 grosz na lokacie a'vista o stałym oprocentowaniu w stosunku rocznym wynoszącym 5%. Do roku 2010 nikt nie zbliżał się i nie podejmował prób wypłaty zaoszczędzonej kwoty. Ile ma mi wypłacić ów bank w 2010 roku? Odpowiedź: około 91 509 759 620 złotych. Wyjaśnienie: * po 100 latach mój grosz byłby wart 1zł i 25 groszy, * po 200 latach mój grosz byłby wart 164zł i 69gr, * po 300 latach 21 657zł i 10gr, * po 387 latach przekroczyłby wartość 1 miliona złotych, * po 427 latach przekroczyłby wartość 10 milionów złotych, * po 521 latach przekroczyłby wartość miliarda złotych, natomiast po 568 latach przekroczyłby wartość 10 miliardów złotych. Te szczegółowe obliczenia wyjaśniają największą bzdurę i oszustwo obecnej doktryny ekonomicznej. W wszelkich kalkulacjach wzrost roczny na poziomie 5% jest traktowany bez entuzjazmu. Jednak w dużych przedziałach czasu takie kalkulacje okazują się niedorzeczne. Ja nawet nie próbuję czytelnikowi wmówić, że 1 grosz z 1410 roku jest wart w roku 2010 ponad 90 miliardów złotych. Natomiast pracownicy banków czy sprzedawcy obligacji skarbowych robią to notorycznie. A przecież „procent” od zgromadzonego kapitału leży u podstaw ideologicznych kapitalizmu. W związku z bzdurnością i niedorzecznością tej ideologii zwykli obywatele oszczędzający i gromadzący swój kapitał uczciwie muszą się liczyć z jak to ładnie ujmują ekonomiści „korektą notowań”. Dziś korporacje funkcjonują w taki sposób, że koszty strat ponoszą akcjonariusze, natomiast zyski przejmuje kapitalistyczna elita XXI w czyli kasta menadżerska. Najważniejszym zadaniem jest wypracowanie maksymalnego zysku nawet za cenę, żeby kierowane przedsiębiorstwo w dzień po miało upaść. Najważniejszy jest zysk tu i teraz. Trzeba mieć świadomość zachodzących nad naszymi głowami procesów. Polska od początku transformacji ustrojowej stała się poligonem doświadczalnym neoliberalnych dogmatyków ze szkoły chicagowskiej. Przerażające jest natomiast to, że polska lewica w okresie 20 lat od przemian nie opracowała autorskiej i alternatywnej polityki gospodarczej. Przeraża mnie fakt, że obecnie rządząca partia liberalna na najważniejsze stanowisko finansowe w Polsce, szefa banku centralnego bez zmrużenia okiem sięgnęła po człowieka związanego ze środowiskiem lewicowym. Czyżby w szeregach liberalnej gospodarczo PO nie było dostatecznie neoliberalnego ekonomisty? W środowisku lewicy zakorzeniło się wielu piewców neoliberalizmu ekonomicznego, wymienię tylko dwóch Jerzy Hausner i Witold Orłowski. Obaj służą swymi usługami zainteresowanym zarówno z prawa, lewa oraz centrum, nieważne jak byle liberalnie. Środowiska zbliżone do PO organizują wiele think tanków /zbiorów myśli/, które są z założenia źródłami pomysłów liberalnych i środowiskami pozyskującymi ze środowisk studenckich i naukowych wybitne jednostki. Takiej inicjatywy zwyczajnie brak dla lewicowej idei ekonomicznej. Smutne jest, że w przeciwieństwie do np. angielskich, francuskich, niemieckich czy szwajcarskich studentów, polscy studenci stanowią bastion zamknięty dla lewicy. Polski student przyznający się do lewicowych poglądów gospodarczych traktowany jest jak dziwoląg, jakby bąka puścił przy stole. Natomiast wśród studentów uczelni zachodnioeuropejskich program SLD jest uznawany jako centroprawicowy i neoliberalny gospodarczo. Wykłady z ekonomii, czy spotkania w studenckich kołach naukowych są żywym poligonem dla wykluwania i nabierania życiowych kształtów idei lewicowych czy nawet lewackich. Z tych powodów rządy socjaldemokratycznej PSOE w Hiszpanii, od 2004 mają się dobrze i raczej nie zanosi się na ich rychły upadek. W obliczu kompromitacji neoliberalnej wizji świata naturalną alternatywą jest socjalna gospodarka i w Polsce nie można tej okazji przegapić. Ostro spierające się dwie partie prawicowe na bok odsunęły problemy gospodarcze. W cieniu posmoleńskiej histerii i wysuwanych absurdalnych żądań sprawy gospodarcze Polski leżą odłogiem. Wbrew zapewnieniom premiera Tuska i ministra Rostowskiego problemy południowej Europy nas nie ominą o ile wcześniej nie zostaną podjęte działania. Powtarzane jak mantra zawodzenia neoliberalnych ekspertów o cięciu wydatków socjalnych, gdy do takich zaliczają emerytury są nieaktualne. Współczesna Lewica musi obywatelom przedstawić rozsądną alternatywę. KAJA
|