Radni Zgierza przeciwko dopalaczom Na sesji Rady Miasta Zgierza w dniu 29 czerwca br. radni jednogłośnie przyjęli Stanowisko Rady Miasta Zgierza wyrażające sprzeciw wobec legalnego obrotu tzw. "dopalaczami" na terenie miasta Zgierza w następującym brzmieniu: Rada Miasta Zgierza w poczuciu odpowiedzialności za zdrowie i dobro mieszkańców miasta Zgierza, a w szczególności dzieci i młodzieży, wyraża swoje zaniepokojenie pojawieniem się na terenie miasta Zgierza już trzech punktów sprzedaży tzw. "dopalaczy". Dopalacze w większości stanowią pochodne, bądź są substancjami o mechanizmie działania zbliżonym do znanych i nielegalnych w Polsce narkotyków. Punkty sprzedające dopalacze, reklamują swoje produkty jako artykuły kolekcjonerskie, a głównym odbiorcą są dzieci oraz młodzież, zachęcane promocjami. Sygnały i opinie społeczne docierające do władz miasta oraz informacje na temat zagrożeń dotyczących wpływu środków chemicznych tzw. "dopalaczy" na zdrowie psychiczne i fizyczne, zwłaszcza młodzieży budzą sprzeciw wobec sprzedaży tego typu substancji na terenie miasta Zgierza. Szczególnie bulwersujący jest fakt że sklepy te znajdują się w pobliżu placówek oświatowych. Rada Miasta Zgierza wyraża stanowczy sprzeciw wobec legalnej sprzedaży ww. środków i domaga się jak najszybszych zmian w prawie, które zabronią legalnej sprzedaży, posiadania i reklamy substancji psychoaktywnych, tzw. "dopalaczy". W trakcie obrad przyjęto także uchwałę w sprawie wprowadzenie zakazu wytwarzania i wprowadzania do obrotu tzw. dopalaczy na terenie Gminy Miasta Zgierz. Za przyjęciem tej uchwały głosowało 20 radnych a jeden był przeciw. Głosującym przeciw był Jerzy Nastalczyk – przewodniczący komisji statutowo-prawniej, który uważa, że uchwała wprowadzająca zakaz wytwarzania i wprowadzania do obrotu tzw. dopalaczy jest niezgodna z prawem bowiem jej podjęcie nie leży w kompetencji radnych gminnych. Napieralskiemu nie opłacało się popierać ani Kaczyńskiego, ani Komorowskiego Dla szefa SLD dopiero zaczyna się walka o budowę silnej partii, z którą będą się mogły utożsamiać także te lewicowe środowiska, których brak dziś w Sejmie. Grzegorz Napieralski po konsultacjach z OPZZ, Zielonymi i Partią Kobiet zdecydował wczoraj wieczorem, że nie poprze w drugiej turze wyborów ani Bronisława Komorowskiego, ani Jarosława Kaczyńskiego. Z punktu widzenia lidera SLD wybór pomiędzy kandydatem PiS i PO nie był wyborem między złem mniejszym i większym, lecz po prostu między dwoma fatalnymi scenariuszami. Jeśli Bronisław Komorowski zasiądzie w Pałacu Prezydenckim, będzie to oznaczało zgodną współpracę koalicji rządowej PO - PSL i prezydenta. W tej sytuacji pozycja Sojuszu gwałtownie osłabnie. Nie będzie gry o obalanie weta, lewica nie będzie więc potrzebna ani PO, ani PiS. Tylko w przypadku wygranej Kaczyńskiego SLD stałby się ważnym graczem, od którego poparcia zależy los najważniejszych rządowych ustaw. Lewica wtedy pozostawałaby w centrum uwagi i mogła wchodzić w alianse raz z jednym, raz z drugim partnerem - tak, by samemu zyskiwać najwięcej. Drugim argumentem przeciw poparciu Komorowskiego jest nauczka, płynąca z losu PSL. Dziś widać, że koalicja ludowcom nie służy, że zmieniają się w kolejną w polskiej polityce przystawkę. Jeśli ludowcy uzyskają w wyborach parlamentarnych wynik zbliżony do prognoz z sondaży (3 - 4 proc.), to nie wejdą do Sejmu i jednostronnie zapłacą za błędy obecnego rządu. Wtedy naturalnym koalicjantem dla partii Donalda Tuska stanie się SLD. Pewnie da się skusić - ale może za to zapłacić powtórzeniem losu PSL. A to oznaczałoby kres marzeń o nowej, wielkiej lewicy. Ale poparcie kandydata PiS też było dla Napieralskiego niemożliwe. Mimo ukłonów Jarosława Kaczyńskiego w stronę wyborców lewicy różnica między antykomunistycznym trzonem wyborców PiS a sporą częścią postkomunistycznego elektoratu SLD jest zbyt duża. A jakie kłopoty zwiastuje z kolei Napieralskiemu ewentualne zwycięstwo Kaczyńskiego? Grupa lewicowych intelektualistów już ogłosiła, że brak wyraźnego wsparcia Komorowskiego przez szefa SLD oznacza wspieranie Kaczyńskiego. Jeśli kandydat PiS wygra, te wpływowe środowiska odwrócą się od Napieralskiego za to, że nie zrobił wszystkiego, by nie dopuścić lidera PiS do Pałacu Prezydenckiego. Triumf Kaczyńskiego to także wzmożenie politycznej wojny PO i PiS, a co za tym idzie dalsza mobilizacja ich zwolenników. A gdy giganci dominują na scenie, dla SLD zostaje niewiele miejsca. Wtedy także lewica znika gdzieś na marginesie. Co zatem powinien zrobić Napieralski? Opłaci mu się nie tylko nikogo nie poprzeć, ale także podkreślać nieustannie, że równie daleko mu do PiS, jak i PO. W każdej sytuacji musi próbować udowodnić wyborcom, że w Polsce jest miejsce dla trzeciej siły. Niezły wynik w wyborach prezydenckich jest więc dla niego dopiero początkiem pracy. Rzeczpospolita z dnia 30 czerwca 2010r. Rząd idzie na wojnę z dopalaczami W Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim podczas konferencji prasowej, poświęconej walce z tzw. dopalaczami, omówione zostały rządowe propozycje dotyczące między innymi zakazu obrotu nieznanymi substancjami. Nieprzypadkowo ten „gorący” temat poruszono właśnie w Łodzi – w ostatnich dniach zanotowano tu dwa zgony młodych ludzi, spowodowane – na co wiele wskazuje - użyciem dopalaczy. – Jeśli już mamy walczyć z dopalaczami, to efekty tej walki muszą być skuteczne i trwałe – powiedziała między innymi wojewoda łódzki Jolanta Chełmińska, otwierając spotkanie z dziennikarzami. W konferencji uczestniczyli również: minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, wiceminister zdrowia Jakub Szulc, poseł Agnieszka Hanajczyk – z sejmowej Komisji Polityki Społecznej oraz Barbara Wilamowska z Ministerstwa Sprawiedliwości – koordynator krajowego programu przeciwdziałania narkomanii. Minister sprawiedliwości mówił o dużym zaniepokojeniu rządu skalą zażywania dopalaczy, zwłaszcza przez ludzi młodych oraz o wielkiej determinacji ministrów zdrowia i sprawiedliwości w walce z tym wielce niepokojącym zjawiskiem. Optymizmem nie może napawać błyskawiczny rozwój sieci sklepów oferujących dopalacze. Pierwsza taka placówka powstała w 2008 roku, a w tej chwili w Łodzi jest ich już 20, a w całej Polsce 262, przy czym dane te zmieniają się dosłownie z dnia na dzień. Z informacji przedstawionych przez uczestników konferencji wynika, że działania rządu i parlamentu zmierzają do wprowadzenia jak najsprawniejszych mechanizmów identyfikacji nowych substancji odurzających, pojawiających się na rynku. Chodzi o to, żeby – po ustaleniu poziomu ich szkodliwości – można było zakwalifikować badane substancje do określonej kategorii z punktu widzenia wolnego i ograniczonego obrotu handlowego. Bardzo ważne jest również sprawne i szybkie informowanie opinii publicznej (konsumentów) o produktach szkodliwych dla zdrowia. Dzięki nowym mechanizmom identyfikacji, dopalacze wykazujące cechy substancji odurzających lub psychotropowych zostaną objęte kontrolą ustawową z wszelkim jej rygorami, a pozostałe – jako nieszkodliwe – będą mogły być przedmiotem wolnego obrotu gospodarczego. Ze względu na to, że tylko znikoma część składników dopalaczy może być potencjalnie groźna dla zdrowia, konieczne jest wyodrębnienie takich substancji. Podejmowane w tym zakresie działania rządu i parlamentu można podzielić na trzy etapy. Pierwszy, o charakterze doraźnym, polega na natychmiastowym wpisaniu na listę substancji kontrolowanych kolejnych szkodliwych składników dopalaczy – projekt stosownej ustawy (z inicjatywy posłów) jest już przedmiotem obrad Senatu. Drugi etap, to wprowadzenie w życie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii (opracowanej przez resort sprawiedliwości). Postulowane zmiany mają – między innymi –skutecznie przeciwstawić się próbom sugerowania konsumentom, że substancje zawarte w dopalaczach mogą działać tak, jak środki odurzające czy substancje psychotropowe. Przewidziane są: zakaz reklamy sugerującej takie oddziaływanie dopalaczy i sankcje karne za naruszenie owego zakazu. Projekt ustawy jest już po konsultacjach i 1 lipca trafi pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów. Trzeci etap, to opracowanie stałego i przynoszącego szybkie efekty mechanizmu, umożliwiającego diagnostykę nowych substancji pojawiających się na rynku. Ocena nowych substancji pod kątem ich szkodliwości musi być natychmiastowa. Każdy środek odurzający lub substancja psychotropowa zostanie poddana wspomnianej wyżej kontroli ustawowej. Badana substancja będzie objęta czasowym zakazem obrotu handlowego, obowiązującym przez 18 miesięcy. W zeszłym tygodniu, 15 czerwca, odbyło się spotkanie ministrów zdrowia i sprawiedliwości w celu opracowania strategii postępowania z nowymi substancjami. Następnego dnia odbyło się posiedzenie ekspertów z obu resortów, którzy rozpoczęli prace nad rozwiązaniami prawnymi, dotyczącymi wprowadzenia mechanizmu szybkiej diagnostyki nieznanych substancji i objęcia ich okresowym zakazem obrotu handlowego. Trzeba mieć świadomość, że walka z dopalaczami nie będzie łatwa, bo - jak powiedział wiceminister zdrowia Jakub Szulc – dynamiczna rzeczywistość wyprzedza stan prawny. Wszak od uchwalenia ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii minął zaledwie rok, a już trzeba ją nowelizować. Nadzieja tkwi jednak w nowatorskim rozwiązaniu, zawartym w projekcie ustawy, umożliwiającym kontrolę każdej substancji, co do której istnieją podejrzenia, że jest szkodliwa dla zdrowia. ROZWAŻANIA JEŻYKÓW Na kłopoty... Kwiatkowski Tytuł tego artykułu nawiązuje do serialu telewizyjnego z 1988 r. "Na kłopoty...Bednarski". W tym serialu prywatny detektyw Bednarski, posiadający przedwojenny szyk, szarmanckie maniery - rozwikła najtrudniejszą sprawę i oczaruje każdą kobietę. Niektóre z tych cech posiada również minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, co udowodnił podczas swojej niedawnej wizyty w Zgierzu na uroczystości otwarcia Sądu Rejonowego przy ul. Sokołowskiej. Otóż pan minister błyskawicznie załatwił - co wydawało się niemożliwe - budowę utwardzonej drogi przy której znajduje się sąd, położenie chodników, oraz budowę parkingu. Można rzec, że rozwikłał on trudny problem z budową tej ulicy i swoim działaniem oczarował nie tylko panie (jak to czynił Bednarski), ale także panów przybyłych na tą uroczystość. Będąc przy porównaniach filmowych, to nasuwają się tutaj pewne skojarzenia z polską komedią filmową z 1996 r. - "Pułkownik Kwiatkowski", opartą częściowo na faktach. W filmie postać pułkownika Kwiatkowskiego grał Marek Kondrat. W filmie tym pokazana jest historia fałszywego pułkownika - wcielającego się w wiceministra bezpieczeństwa publicznego i uwalniającego z więzień akowców. W tych zgierskich uroczystościach rolę ministra Kwiatkowskiego grał sam Krzysztof Kwiatkowski, który jednocześnie wcielił się w fałszywego ministra budownictwa drogowego. Wydarzenie to ma również zabarwienie komediowe i przypomina czasy głębokiego PRL, bowiem wówczas gdy przyjeżdżał do jakiegoś miasteczka wysoki dostojnik, to w mgnieniu oka załatwiał wszystko. W obecnych czasach takie praktyki zachowały się jeszcze w Rosji, gdzie Władimir Putin gdy odwiedza dane rejony kraju, to daje ludziom pracę, buduje drogi i obniża ceny kiełbasy w sklepach. Co by tu nie mówić, to można podziwiać dużą skuteczność ministra Kwiatkowskiego. Z tego powodu mieszkańcy około 150 zgierskich ulic oczekują przyjazdu do nich pana ministra sprawiedliwości, który w zgodzie z prawem i sprawiedliwością zbuduje im ulice. Post scriptum Postanowiłem napisać małe post scriptum do moich dwóch artykułów, zamieszczonych niedawno w tej rubryce. Pierwszy dotyczył komunikacji zgierskiej (TZ Nr 21), zaś drugi omawiał sprawę nadania jednemu ze zgierskich skrzyżowań - imię Lecha Kaczyńskiego (TZ Nr 22). Czynię to dlatego, gdyż ukazały się informacje, które w sposób pośredni nawiązują do moich artykułów. Co się tyczy pierwszego artykułu, to poruszałem w nim różne aspekty, związane z problemami komunikacyjnymi w Zgierzu. Pisałem też o gigantycznych korkach, które w godzinach szczytu tworzą się w niektórych punktach miasta i które są przyczyną notorycznie spóźniających się autobusów komunikacji miejskiej. Otóż wyjściem z tych problemów może być pomysł władz miasta, które chcą zaoszczędzić na komunikacji, poprzez ograniczenie częstotliwości każdej linii autobusowej. Zamiast obecnej częstotliwości 20 lub 30 min, proponują na niektórych liniach - częstotliwość co godzinę. Uważam, że jest to znakomity pomysł i proszę nie myśleć, że... ironizuje sobie. Mniejsza częstotliwość kursowania autobusów to bowiem mniej autobusów na ulicach i mniejsze korki w mieście. Ponadto takie rozwiązanie wymusza na mieszańcach Zgierza - piesze przemarsze po naszym mieście, co jak wiadomo jest działaniem prozdrowotnym. Ponadto wiemy, iż nasze miasto chce się upodobnić do tego przed 200 laty - tworząc Park Kulturowy Domów Tkaczy. A w tym parku oprócz 200-letnich domów, mają być ulice z "kocimi łbami" i latarnie gazowe. W takim otoczeniu komunikacja autobusowa mogłaby popsuć nastrój tego parku i nie pasować do XIX-wiecznej epoki. I aż się prosi o stopniowe eliminowanie w naszym mieście komunikacji autobusowej, zastępując ją komunikacją... konną. Przykładowo mogłyby to być omnibusy lub tramwaje konne. Przy istnieniu takiej komunikacji "furmankowej", miasto nie musiałoby dopłacać do każdego "koniokilometra". W drugim artykule skrytykowałem zbyt szybką decyzję radnych o nadaniu jednemu ze skrzyżowań ulic imię Lecha Kaczyńskiego. Decyzję podjęto z inicjatywy radnych PiS. Twierdziłem, iż z nazywaniem obiektów im. Lecha Kaczyńskiego powinno się poczekać kilka miesięcy, gdy opadną emocje, kiedy zostaną wyjaśnione przyczyny katastrofy smoleńskiej, a także gdy będzie już po wyborach. A co o tej decyzji radnych sądzą mieszkańcy Zgierza? O tym można m. in. dowiedzieć się na portalu internetowym zgierz.naszemiasto.pl. Oto niektóre z wypowiedzi internautów: "Radni do wymiany", "Idiotyzm. Czy zgierscy radni nie mają ważniejszych spraw do rozważenia? Gratulacje dla oszołomów". Nie ma wątpliwości, że mieszkańcy innych miast mają bardziej rozsądnych radnych. Tak jest chociażby w Nowej Hucie, gdzie radni mieli przemianować aleję Przyjaźni na aleję Marii i Lecha Kaczyńskich. Sprawę zablokował przewodniczący rady miasta z PiS, stwierdzając, iż to jest pomysł zarządu głównego PiS, który postanowił odrzucać podobne propozycje w całej Polsce. Chciałoby się spytać: czy zgierskie struktury tej partii nie podlegają zarządowi głównemu PiS, czy też działają na szkodę tej partii? Można także powiedzieć, że Zgierz zazdrości Nowej Hucie - przewodniczącego rady miasta i radnych PiS. Niezwykłe podsumowanie roku Zakończenie roku szkolnego 2009/2010 w Zespole Szkół Nr 1 im. Batalionów Chłopskich w Bratoszewicach miało wyjątkowy wydźwięk. Oprócz tradycyjnego podsumowania osiągnięć w nauce miało miejsce uroczyste pożegnanie starego sztandaru szkoły, która do niedawna nosiła nazwę Zespołu Szkół Rolniczych. Wraz z nowym nazewnictwem placówka zyskała sztandar, na którym widnieje hasło, które od samego początku przyświeca jej uczniom i pedagogom „Bóg, honor, Ojczyzna”. Ten rok szkolny był przełomowy dla podległej powiatowi zgierskiemu palcówki – zgodnie mówią przybyli na uroczystość wicestarosta Zgierski Marcin Karpiński i członek Zarządu Powiatu Zgierskiego Bogdan Jarota - w lutym br. podpisana została umowa pomiędzy powiatem zgierskim a Fundacją Widzew Łódź „Akademia Futbolu”, na mocy której już od września 2010 r. w Zespole Szkół nr 1 im. Batalionów Chłopskich w Bratoszewicach działać będzie Liceum Ogólnokształcące, którego jedna z klas z rozszerzonym zakresem zajęć z Wychowania Fizycznego będzie kształcić przyszłe gwiazdy polskiego futbolu. Ponadto szkoła została nagrodzona Certyfikatem Jakości Szkoła Przedsiębiorczości - Fundacji Młodzieżowej Przedsiębiorczości. Z 13 szkół ponadgimnazjalnych województwa łódzkiego starających się o ten certyfikat Zespół Szkół został jedną z dwóch, którym udało się go zdobyć. W całej Polsce certyfikat uzyskało 38 szkół ponadgimnazjalnych. Certyfikat ten przyznawany jest placówkom, które lepiej niż inne dbają o swoich uczniów, przygotowując ich do funkcjonowania we współczesnych realiach. Plastry dla Kaczyńskiego Oglądając rozgrywane w RPA mistrzostwa w piłce kopanej jestem atakowany reklamami cudownych plastrów. Wg informacji płynących z odbiornika plastry te są mi niezbędne. Stopy moje są siedliskiem wszelkich toksyn jakie zgromadziłem w czasie bujnego życia i tylko te plastry mogą je ze mnie usunąć. Po takim zabiegu nic już nie będzie takie samo i świat się wyda lepszy. Sielankę tą przerywa serwis w Teleexpressie. Jeśli ja w dalszym ciągu rozważam, za i przeciw zakupowi tych cudownych plastrów to oznacza niezbicie, że kandydat na prezydenta prezes Kaczyński kurację taką właśnie ma na ukończeniu. Inaczej takiej odmiany nie potrafię sobie wytłumaczyć /ukradkowe zakupy w sklepie z „dopalaczami” z oczywistych względów odrzucam/. Ciekawość moją dręczy pytanie, jaki kolor miały plastry po pierwszych sesjach? Przecież stópki prezesa nie są stópkami pospolitymi, więc i wydzielać z nich nie mogła się pospolita czerń. Może żółć? Jest to w jakiś sposób wytłumaczalne, bo język i wypowiedzi dostojnego kandydata tej żółci są jakby pozbawione. Może plastry miały kolor zielony? Raczej nie! O ojcu założycielu PiS można było wszystko powiedzieć tylko nie to, że on jest zielony. Czerwone również nie były, bo ostatnie wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego wskazują, że tej czerwieni mu jakby przybyło i tym samym wzrosła jego sympatia do ruchu lewicowego tudzież powiewających nad nim czerwonych sztandarów. Zastanawiam się tylko, kiedy opublikuje Kandydat owe „niezbite dowody” na potwierdzenie słów, że „SLD jest organizacją przestępczą”. A może to była zwykła kaczka w ustach Prezesa Prawych i Sprawiedliwych i „oczywista oczywistość” mojego złego pojmowania słów? Słucham słów kandydatów na najwyższy urząd w państwie i jedno co mogę o ich obietnicach powiedzieć, takich obietnic nie ma. Nawet na zadane pytania udzielają odpowiedzi, w których jest brak treści. Na każde pytanie odpowiadają, że są „ZA” a nawet „PRZECIW”. Żeby swoją mowę czynić bardziej kwiecistą, jednocześnie bardziej wypraną z treści debaty tak skonstruowano, że na odpowiedź na każde pytanie mają 120 sekund. Moim zdaniem na każdą odpowiedź powinni mieć tyle co uczestnicy teleturnieju „1 z 10” czyli 5 sekund. Przecież pytania zadajemy po to, aby otrzymać odpowiedź. Nie zaś po to aby podziwiać kwiecistość wymowy, talenty oratorskie i retoryczne rozmówcy. Kandydaci deklarują swoją sympatię do lewicowego elektoratu. Do wyborców, którzy nie wstydzą się sympatyzowania z WRON, dla których Wojciech JARUZELSKI jest mężem stanu, budowniczych PRL, ateistów, którzy czują się prześladowani przez klerykalny terror, do kobiet, które domagają się szacunku i równouprawnienia, które nie chcą aby polityka interesowała się zawartością i sposobem użytkowania ich sfer intymnych oraz sposobem zasiedlenia ich macic. Aby zapoznać się z prawdziwie lewicową stroną kandydatów na prezydenta należy zadać im pytania oczekując odpowiedzi „TAK” lub „NIE”. 1. Czy jest Pan za zakończeniem finansowania związków wyznaniowych z budżetu? 2. Czy jest Pan za finansowaniem ze środków NFZ badań prenatalnych, zapłodnień „in vitro”? 3. Czy jest Pan za legalizacją aborcji? 4. Czy jest Pan za legalizacją „miękkich” środków odurzających wzorem Czech? 5. Czy jest Pan za ograniczeniem działań IPN do funkcji historycznej i edukacyjnej? 6. Czy jest Pan za ostatecznym zakończeniem lustracji? 7. Czy jest Pan za ustaleniem płacy minimalnej na poziomie /na dziś/ 8,50 zł za godzinę? 8. Czy jest Pan za ustawowym zagwarantowaniem pracownikom prawa do podwyższenia płacy minimalnej za pracę w soboty o 50% i za pracę w niedziele i święta o 100%? 9. Czy jest Pan za wprowadzeniem 50% (60%) podatku dochodowego dla najlepiej zarabiających /np. ponad 120tys rocznie/? 10. Czy jest Pan za usunięciem ocen z religii ze świadectw szkolnych zgodnie z prawem europejskim? Jestem przekonany, że odpowiedź krótka, rzeczowa, męska da elektoratowi więcej niż debata telewizyjna, która odbyła się w niedzielny wieczór i która miała niewielkie szanse na duże zainteresowanie społeczne w obliczu rozpoczętych wakacji oraz rozgrywanego w tym samym czasie meczu Argentyny. Aż strach pomyśleć co się stanie, gdy prezes Kaczyński przestanie naklejać sobie na noc plastry na stópki. Znów na pierwszą linię frontu walki w wiatrakami przeszłości i przyszłości wysforują się wierni pretorianie: Ziobro, Brodziński i Kurski. Natomiast w stopach skutecznie magazynować się będzie żółć, czerń i szarość. Nawiasem mówiąc reklamowane plastry są podróbkami oryginalnego produktu plastrów Kinotakara i są przedmiotem sporu sądowego w Japonii. No cóż kandydaci również są podróbkami ideałów sierpnia oraz lewicowych. Co w sumie, jak się okazuje niewielu w tym kraju przeszkadza. Początki ochrony środowiska w Polsce są niemal tak odległe, jak korzenie naszej państwowości Wywiad z Kazimierzem Perkiem, Regionalnym Dyrektorem Ochrony Środowiska w Łodzi. Ojcem ochrony środowiska na naszych ziemiach był pierwszy król Polski – Bolesław Chrobry, który około 1020 roku wprowadził powszechną ochronę bobrów i ich żeremi. Z upływem wieków zakres ochrony środowiska sukcesywnie się zwiększał. Jak dziś wygląda ta działalność? Początki ochrony środowiska w Polsce są niemal tak odległe jak korzenie naszej państwowości. To bogata tradycja, która zobowiązuje. W Polsce mamy wiele norm prawnych, które kształtują obecny charakter i zakres ochrony środowiska. Nie jest to łatwe zadanie, bo i obszar działalności jest złożony. Ochrona środowiska to skomplikowana ścieżka na granicy rozwoju gospodarczego i ochrony cennego, naturalnego otoczenia człowieka. Niezwykle trudno jest pogodzić interes społeczny z interesem środowiska i ocenić, kiedy i na ile rozwój gospodarczy jest nadrzędny względem ochrony przyrody czy nieożywionych elementów środowiska. Człowiek jest silnie związany z otaczającym go światem, w związku z tym ochrona środowiska to także ochrona samego człowieka oraz tego, co powinniśmy pozostawić przyszłym pokoleniom. Zgodnie z polskim prawem jest wiele organów odpowiedzialnych za ochronę środowiska. Wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast, starostowie, nadleśniczy… Od połowy listopada 2008 roku takim organem stał się również Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska oraz regionalni dyrektorzy ochrony środowiska, w tym w naszym województwie Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Łodzi. Jaki jest zakres działalności RDOŚ? Dyrekcja ochrony środowiska to szczególne narzędzie państwa, które bardzo poważnie pozwala nam kształtować relacje między człowiekiem i środowiskiem. Z samej definicji środowisko jest zagadnieniem niezwykle szerokim, toteż i nasza działalność jest bardzo rozległa. Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Łodzi obejmuje swoją działalnością całe województwo łódzkie. Zadania powierzone RDOŚ obejmują zarówno ochronę przyrody, jak i ogólnie pojętą ochronę środowiska, w tym ochronę wód, gleb i powietrza. Część zadań, związanych z ochroną przyrody, regionalni dyrektorzy wykonują poprzez regionalnych konserwatorów przyrody. Dotyczy to przede obszarów Natura 2000, rezerwatów przyrody, czy ochrony gatunkowej roślin, zwierząt i grzybów. W zakresie kompetencji RDOŚ jest również ocena oddziaływania na środowisko. Należy do niej strategiczna ocena rozmaitych programów, strategii, planów o zasięgu regionalnym, w tym planów zagospodarowania przestrzennego. Szczególnej ocenie poddawane są także poszczególne przedsięwzięcia, w tym tzw. zawsze oddziaływające na środowisko, jak np. autostrady, duże oczyszczalnie ścieków, kopalnie surowców mineralnych czy też przedsięwzięcia definiowane jako potencjalnie mogące oddziaływać na środowisko. Są nimi dla przykładu małe i średnie farmy wiatrowe, wytwórnie mas bitumicznych lub stacje benzynowe. Jest jeszcze jedna grupa przedsięwzięć, których prawo nie wskazuje w sposób enumeratywny, a które mogą mieć negatywny wpływ na europejską ekologiczną sieć obszarów Natura 2000, choć nie są zgodnie z prawem przedsięwzięciami mogącymi oddziaływać na środowisko. Do tej grupy należą inwestycje mogące mieć znaczący wpływ na przedmiot ochrony obszarów Natura 2000, ich spójność i powiązania między nimi. Ta sama ustawa, która dała zielone światło dla RDOŚ, otworzyła również drogę dla udziału społeczeństwa w ochronie środowiska. W jaki sposób jest to realizowane? Udział społeczeństwa w ochronie środowiska wynika z prawidłowo rozumianych zasad demokracji. Obecnie prawo daje szczególne możliwości każdemu obywatelowi w formowaniu jego otoczenia. Ta sama ustawa, dzięki której powstała dyrekcja ochrony środowiska, umożliwiła społeczeństwu udział w podejmowaniu decyzji mogących mieć wpływ na stan środowiska, w którym żyje. Dzięki obecnym uwarunkowaniom prawnym każdy obywatel, który może być w zasięgu oddziaływania danego przedsięwzięcia, ma prawo wyrazić swoją opinię w tej sprawie, i o ile dana uwaga lub pogląd są zasadne, muszą być uwzględnione w procesie decyzyjnym. Dzięki temu regionalny dyrektor ochrony środowiska, ale i każdy inny organ kompetentny w zakresie ochrony środowiska, uzyskuje dodatkowe argumenty bądź kontrargumenty pozwalające należycie rozważyć sprawę i podjąć odpowiednią decyzję. Nierzadko zdarzają się wypadki, gdy na skutek działalności człowieka, świadomej lub niezamierzonej, występują zdarzenia zagrażające środowisku. Co powinien zrobić mieszkaniec naszego województwa będący świadkiem takiego zdarzenia? Jeśli posiedliśmy wiedzę o działaniu lub zdarzeniu, które może mieć istotny wpływ na środowisko, powinniśmy, a wręcz mamy moralny obowiązek, zgłosić ten fakt do organu, w którego kompetencjach jest przeciwdziałanie i zapobieganie szkodom w środowisku. Takim organem jest między innymi Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Łodzi. Jeśli nie mamy wystarczającej wiedzy, gdzie zgłosić wystąpienie szkody w środowisku, wystarczy złożyć informację o zaistnieniu takiego zjawiska wójtowi, burmistrzowi, czy prezydentowi miasta. Jeśli stwierdzą oni swoją niewłaściwość w danej sprawie, zobowiązani są przekazać sprawę właściwemu organowi. Taka regulacja wzmacnia udział społeczeństwa w nadzorowaniu ochrony środowiska. Jak Pan ocenia obecny stan społecznej świadomości w tym względzie? Jestem umiarkowanym optymistą. Rosną pokolenia młodzieży coraz lepiej wyedukowanej ekologicznie, działa prężnie wiele organizacji pozarządowych, których działalność doceniamy i na których pomoc nierzadko liczymy. Warto pamiętać, że RDOŚ także aktywnie włącza się w kształtowanie świadomości ekologicznej i stara się unaoczniać mieszkańcom województwa łódzkiego potrzebę ochrony środowiska. Generalnie rzecz biorąc, w społeczeństwie rośnie troska o dobro środowiska i świadomość, że swoimi działaniami silnie oddziałujemy na nasze najbliższe otoczenie, w tym przyrodnicze. Wciąż jednak stoją przed nami trudne wyzwania, bywa, że nawet szczytne inwestycje służące wspólnemu dobru albo ułatwiające życie lokalnym społecznościom przygotowywane są bez uwzględnienia uwarunkowań środowiskowych i potrzeby ochrony przyrody. Sprzeczność między interesem gospodarczym i przyrodniczym jest często w istocie pozorna, bo musi nam zależeć i na rozwoju ekonomicznym, i na zachowaniu unikatowej przyrody dla przyszłych pokoleń ale i dla naszego własnego komfortu życia. W RDOŚ śledzimy najnowocześniejsze europejskie rozwiązania tego problemu, staramy się wdrożyć je na naszym gruncie. Województwo łódzkie nie słynie, nawet w potocznej opinii jego własnych mieszkańców, ze szczególnie cennej przyrody. Musimy sobie uświadomić, że ochronie podlegają nie tylko gatunki prawnie chronione, choć często potocznie tak właśnie myślimy. To znaczące zawężenie zagadnienia. Przyroda naszego regionu nie jest może szczególnie spektakularna, ale na pewno warto i trzeba ją chronić, nie tylko dlatego, że nakazuje nam to prawo polskie i europejskie. Dodajmy, że na naszym terenie znajdują się obszary, których unikatową przyrodniczą wartość doceniła Unia Europejska – mam tu na myśli obszary europejskiej sieci Natura 2000. Ochrona środowiska to wciąż duże zadanie na przyszłość. Nie bez kozery mówi się, że Europa zielenieje, jest coraz bardziej przyjazna wobec przyrody, bo zdajemy sobie sprawę z zagrożeń daleko bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości. Ważne, aby działania urzędów takich jak RDOŚ, organizacji pozarządowych i mieszkańców regionu dobrze tu ze sobą współgrały. Dzięki temu na pewno odniesiemy sukces w działaniach na rzecz ochrony środowiska. Rozmawiał Rafał Jaksa Wywiad pochodzi ze strony internetowej Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi
|