Sojusz Lewicy Demokratycznej w Zgierzu   SLD Zgierz
SLD
Powiat Zgierski
Aleksandrów Łódzki
m. Głowno
m. Ozorków
Parzęczew
Stryków
gm. Zgierz
m. Zgierz
Galeria
Porady prawne
Kontakt
Logowanie
Aktualizacja:
 17 sierpień 2010 

Od dnia 18.IV.2006r.
zarejestrowano wizyt:
M8B Counter v1.2

45667

16 CZERWCA 2010 r. Rok XX Nr 24 (757) Drukuj E-mail
Komorowski wznowił wojnę w polityce
Z GRZEGORZEM NAPIERALSKIM rozmawiają w dniu 15 czerwca na łamach Faktu Sonia Termion i Joanna Berendt
Politolog Radosław Markowski mówi, że ma pan piątą kolumnę w SLD. Ma rację?
– Nie. W każdej partii są różne grupy, natomiast mnie moja partia bardzo mocno wspiera. Jeżeli jest ktoś, kogo nie przekonałem, że jest o co walczyć, to mogę tylko powiedzieć: żałuję.
Nie widzi pan jednak sceptycyzmu wobec pańskiej kandydatury ze strony Ryszarda Kalisza czy Wojciecha Olejniczaka?
– Jedyne, co widzę, to zaangażowanie struktur i chęć pracy na dobry wynik. Nie przyglądam się, czy Ryszard Kalisz był w sześciu czy w ośmiu województwach i czy powiedział „Napieralski” pięć czy siedem razy. Dziś wszyscy walczymy o jedno – o mój dobry wynik, który będzie dobrym wynikiem formacji.
To jednak nie ma tej piątej kolumny?
– Bardzo bym się zdziwił, gdyby była. Ja jej nie widzę ani nie czuję.
Podobno jednak Ryszard Kalisz z Aleksandrem Kwaśniewskim za pana plecami ustalali z Platformą kandydaturę Belki...
– Jestem w stałym kontakcie z marszałkiem Komorowskim i wieloma innymi ważnymi politykami. Wiem, co się działo, kiedy pojawił się Belka. Jeśli Ryszard Kalisz lubi z różnymi osobami rozmawiać, ma wielkie wizje, to dobrze. To jest człowiek kontaktowy, lubi się spotykać.
Wysuwając Belkę, Komorowski chciał przejąć pańskich zwolenników?
– Oczywiście, że tak. Mam zastrzeżenia nie do Belki, lecz do formuły zgłoszenia go. Gdybym ja był prezydentem, to w pierwszej kolejności uzgodniłbym to ze swoim koalicjantem. Poza tym wszyscy byli zgodni, że po tragedii pod Smoleńskiem polska polityka powinna się zmienić. Pytam, gdzie ta zmiana polityki? Gdzie te konsultacje, choćby namiastka dialogu? Komorowski zmarnował okazję do poprawy polskiej polityki po tragedii smoleńskiej. Żal.
Wracając do Kwaśniewskiego, jego postawa w tej kampanii nie rozczarowała pana?
– Nie, dlaczego?
Nie angażuje się w pana kampanię.
– To jest całkowicie inna kampania. Trudno mówić o standardowych zachowaniach. Jedni mówią, że Kwaśniewski angażuje się za mało, a inni, że za mocno. Dla mnie najważniejsze jest to, że powiedział, że na mnie zagłosuje i że mnie wspiera.
Robi pan dobrą minę do złej gry. Ale chyba coś dziwnego dzieje się z lewicą – pięć lat temu Tomasz Nałęcz porzucił Borowskiego, w tym roku wewnętrzna opozycja otwarcie gra przeciw panu. Podczas gdy w PO i PiS obowiązuje zasada „wszystkie ręce na pokład”, u was brakuje solidarności.
– Która z ważnych dla SLD postaci powiedziała, że nie zagłosuje na Napieralskiego? Bo nie słyszałem.
Włodzimierz Cimoszewicz, który nadal jest w SLD – tak przynajmniej wynika z informacji na stronie internetowej Senatu.
– Nie jest w SLD. Nie chciał startować na prezydenta. Ja nikogo do niczego nie będę namawiał. Nie chce mnie wesprzeć, to nie. Nie będę nad tym płakał.
Naprawdę myśli pan, że nie szkodzi panu to, że tak ważna postać dla elektoratu lewicy tak postępuje?
– Nie zaszkodziło mi – poparcie dla mnie rośnie. Jeśli ktoś nie chce mnie poprzeć, trudno. Bardziej cieszę się z osób, które zgłaszają się jako wolontariusze, organizują mi spotkania itd. To inwestycja w przyszłość.
Po co właściwie pan startuje, skoro pan wie, że nie wygra?
– Mieliśmy kandydata – Jerzego Szmajdzińskiego, chcieliśmy pokazać naszą wizję prezydentury i program. Zostało to brutalnie przerwane przez smoleńską katastrofę. Wraz z szefami regionów uznaliśmy jednak, że musimy uczestniczyć w tych wyborach. Bo Polsce szkodzi podział między dwie prawicowe partie. Poza tym każda partia, by istnieć, musi występować w wyborach. Jestem odpowiedzialnym politykiem i wziąłem ten ciężar na siebie.
Jaki wynik uznałby pan za porażkę?
– W ogóle o tym nie myślę.
Podobno pańscy oponenci w SLD liczą na to, że słaby wynik będzie okazją do odwołania pana z szefostwa Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
– Osoby, które planowałyby złożyć taki wniosek – choć ja nawet nie jestem przekonany, że takie osoby w ogóle są – udowodniłyby po prostu, że są szalenie nieodpowiedzialne i zwyczajnie źle życzą partii. No bo jak inaczej potraktować ludzi, którzy widząc nasze pełne poświęcenie i zaangażowanie, myślą tylko o tym, aby krytykować, a na koniec rozliczać. Nie rozumiem takiej postawy. Nie będzie po tych wyborach takich rozliczeń.
Może jednak rację ma Jadwiga Staniszkis, która uważa, że PO chce współpracy z SLD, ale z Kaliszem na czele?
– Nie wątpię, że są zakusy wśród naszych przeciwników, aby rozgrywać SLD. Każda partia pragnie zarazem wznosić się na wyżyny i osłabiać przeciwnika. Oświadczam jednak, że nikt z Sojuszu przystawki nie zrobi.
Kogo pan poprze po pierwszej turze – Komorowskiego czy Kaczyńskiego?
– Jak nie wejdę do drugiej tury, to się będę zastanawiał. Wszystko powiem 21 czerwca.
Może pan wykluczyć, że w tej kadencji nie wejdziecie do rządu – np. w zamian za poparcie Komorowskiego w drugiej turze?
– Odpowiedzialny polityk nigdy nie mówi „nigdy”. Różne scenariusze trzeba rozważyć, biorąc pod uwagę, jak będzie wyglądała scena polityczna na jesieni. Na razie jesteśmy opozycją i niech tak zostanie.
Ale nie wyklucza pan takiego scenariusza?
– Jesteśmy w trakcie kampanii wyborczej, w której każde słowo może być użyte przeciwko nam. Poza tym na razie nie ma podstaw przypuszczać, aby koalicja PO–PSL miała się rozpaść. A jak się rozpadnie, to wtedy będziemy nad tym dywagować.
Skoro nigdy nie mówi pan „nigdy”, to rozumiem, że koalicja z PiS też byłaby możliwa, co dotąd pan wykluczał?
– Z PiS jest duży problem. Koalicje powinno się budować na punktach wspólnych, których, jeżeli chodzi o partię Jarosława Kaczyńskiego, ja nie widzę. PiS zbudował swoją pozycję na anachronizmie, patrzeniu wstecz, dzieleniu ludzi, IV RP, kontrze do UE i Rosji. My jesteśmy z kolei bardzo otwarci, nowocześni i postępowi – i to nie tylko w kwestiach światopoglądowych, ale i gospodarczych czy społecznych.
Nie zauważył pan więc przemiany w PiS i Kaczyńskim?
– Zauważyłem. Pan prezes zaczął nosić bardzo ładne okulary. A poważnie – ciągle nie znamy odpowiedzi na pytanie, czy to przemiana kampanijna czy rzeczywista. Mnie ona nie przekonuje.
Przejdźmy do pana programu. Czy gdyby SLD miał wpływ na rządzenie, to w obliczu kryzysu budżetu państwa ponownie opowiadalibyście się za oszczędnościami kosztem rodziny, jak w 2001 r., gdy skróciliście urlopy macierzyńskie?
– Ratowaliśmy wtedy budżet. Tym razem oszczędzać można by nie na rodzinie, ale np. na IPN, na który wydajemy 250 mln zł, w sytuacji, gdy zabieramy 1,5 mln zł na podręczniki dla niedowidzących dzieci.
Jaki jest wasz stosunek do polityki prorodzinnej? Jesteście np. przeciw uldze podatkowej na dzieci bez względu na dochody?
– Nie jesteśmy przeciwko ulgom na dzieci. Nie podniesiemy ręki na żaden wydatek państwa, który ma pomóc rodzinie. Przeciwnie jesteśmy za zwiększeniem podstawy uprawniającej do pomocy społecznej.
Pan jest zwolennikiem modelu społecznego zbliżonego do idei skandynawskiego państwa opiekuńczego. Skąd na to pieniądze, skoro – naszym zdaniem – mamy niski podatek dochodowy i coraz większą dziurę w budżecie?
– Pamiętajmy, że mamy jednak wysokie podatki pośrednie i to dzięki rządowi rzekomo prospołecznego PiS, który zabrał biednym, a dał bogatym... Wracając do pytania – kiedy lewica przejmowała władzę w 2001 roku, nasz budżet nie wyglądał dużo lepiej. Wtedy postawiliśmy jednak na rodzinne firmy, na małe i średnie przedsiębiorstwa, co zagwarantowało miejsca pracy wielu, wielu ludziom, zwiększając tym samym przychody do budżetu. Podobnie jest z płacą minimalną. Owszem, państwo najpierw musi więcej środków wyłożyć, ale w efekcie ludzie wydają więcej, stymulując tym samym popyt wewnętrzny. Kolejnym źródłem dochodów byłyby środki unijne, które Polska wykorzystuje chyba najgorzej spośród nowych państw Unii.
Są kwestie, w których nie pójdziecie na kompromis?
– Oczywiście. Po pierwsze jest to edukacja – na nią są potrzebne stosunkowo niewielkie pieniądze, a ten sektor jest absolutnie kluczowy dla naszego przyszłego dobrobytu. Po drugie państwowa służba zdrowia. Nie zgodzimy się nigdy na jej komercjalizację. I nie będzie nigdy kompromisów w kwestii ubezpieczeń społecznych. Te trzy sektory muszą się znajdować w rękach państwa i muszą być finansowane z budżetu.
Co z OFE? Toczy się zacięta debata w rządzie pomiędzy koalicjantami. Skłaniacie się do poparcia propozycji minister Fedak?
– Nie chcę się na razie jednoznacznie wypowiadać. Czekamy na ostateczny projekt. Ale nie wykluczam, że będzie nam odpowiadał.
A co z parytetem? Gdybyście mieli się dogadywać z Platformą, to postawilibyście jako jeden z warunków współpracy poparcie przez nią parytetu?
– Dlaczego mamy ten temat podnosić w jakichś negocjacjach? Dla Platformy Obywatelskiej powinno być naturalne poparcie tego postulatu. Czy PO nie jest normalną, nowoczesną partią? A może decyduje tam Gowin, a Platforma to konserwatywna partia, tak jak Prawo i Sprawiedliwość?
Czyli SLD nie będzie się bił o parytet?
– Będziemy walczyć o sprawy kobiet, a nie nimi kupczyć.

Głosujemy 20 czerwca
Wybory prezydenckie odbędą się 20 czerwca br. w godzinach 6:00 – 20:00 w 25 505 obwodach głosowania w kraju i 253 obwodach za granicą. Uprawnionych do głosowania jest 30 545 185 obywateli. W województwie łódzkim utworzono 1 717 obwodów, w których może głosować 2 065 674 obywateli. W powiecie zgierskim, który po mieście Łodzi ma największą liczbę uprawnionych do głosowania w województwie łódzkim utworzono105 obwodów głosowania. Komitet Wyborczy Kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Grzegorza Napieralskiego zgłosił kandydatów do wszystkich komisji. Zostali oni powołani w ich skład przez wójtów, burmistrzów i prezydenta. W powiecie zgierskim uprawnionych do głosowania jest 131 919 wyborców. Proponujemy oddać głos w sposób następujący:

7. X NAPIERALSKI Grzegorz Bernard
JENA






ROZWAŻANIA JEŻYKÓW
Stenogramy jednak coś pokazały
Pozwolę nie zgodzić się z tezami postawionymi przez KAJĘ w artykule "Dziennikarze lubią krew" zamieszczonym w nr 23 TZ, w którym krytykuje fakt ujawnienia zapisów z czarnych skrzynek rozbitego samolotu pod Smoleńskiem. Zarzuca ona dziennikarzom, iż zrobiono to jedynie pod ich naciskiem. Jest to całkowicie nieprawdą. Akurat w tej sprawie istniała powszechna zgodność wszystkich o celowości takiego działania. Ujawnienia tych zapisów domagali się bowiem wszyscy; nie tylko dziennikarze, ale także politycy wszystkich opcji, rodziny ofiar katastrofy, społeczeństwo polskie. I bardzo dobrze, że te stenogramy ujawniono. Inną rzeczą jest fakt, iż oczekiwania przerosły rzeczywistość. Choć ujawnione stenogramy wiele nie wyjaśniają, to jednak coś pokazały i w niektórych elementach całkiem sporo.
Nieprawdą jest też, jak pisze KAJA, że zapisom rozmów przyporządkowano czas z dokładnością do sekundy. Stenogramy pokazują, iż ten czas podawano z dokładnością do setnej części sekundy. Jest rzeczą oczywistą, że w sytuacjach gdy nie była wymagana zbytnia precyzyjność, to dziennikarze operowali dokładnością do jednej sekundy.
Dzięki opublikowaniu stenogramów - bardzo utrudnione jest granie katastrofą w kampanii wyborczej. Bo im więcej niejasności wokół przyczyn katastrofy, tym więcej można mnożyć teorii spiskowych i zwalać winę na Rosjan. Jawność stenogramów w dużym stopniu to uniemożliwia. W sumie dobrze, że stenogramy ujawniono, bo szacunek dla ofiar wymaga, aby nikt katastrofą nie grał. Jednocześnie pokazano jawność w tej sprawie, której brak cały czas zarzucano.
Ujawnione zapisy z czarnych skrzynek wiele wyjaśniają w sprawie przyczyn katastrofy. Oczywiście zawarte tam dane wymagają precyzyjnej interpretacji przez specjalistów, oraz korelacji z parametrami lotu. Z tych zapisów dowiedzieliśmy się kilka istotnych faktów: że nie było zamachu, pożaru, wybuchu ani awarii na pokładzie samolotu. Silniki maszyny pracowały do momentu zderzenia z ziemią. Systemy ostrzegawcze były włączone i wszystko było w porządku. Jednocześnie już teraz można uznać, że piloci Tu-154 zachowali się co najmniej niefrasobliwie, podejmując decyzję o lądowaniu w trudnych warunkach pogodowych. Załoga zdawała sobie sprawę z fatalnych warunków na lotnisku. Uprzedził ich rosyjski kontroler na kwadrans przed wypadkiem, mówiąc: "Warunków do lądowania nie ma". Jednak dyspozytorzy wiedzieli, że odsyłając samolot prezydencki na zapasowe lotnisko, mogą wywołać skandal. Bali się tego. Specjaliści jednak twierdzą, że załoga nie otrzymała zgody na lądowanie.
Ze stenogramów wynika też, iż w ostatniej fazie lotu w kokpicie był gen. Andrzej Błasik, dowódca lotnictwa, a wcześniej rozmawiał z załogą szef protokołu MSZ Mariusz Kazana. Na 15 min. przed wypadkiem dowódca mówi, że w tych warunkach nie da się lądować. Potem słychać głos Kazany: "No to mamy problem". Cztery minuty później rejestrator zapisał wyrwaną z kontekstu wypowiedź dyplomaty: "Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić", a 8 min. później padają słowa: "Wkurzy się, jeśli jeszcze..." po których następuje niezrozumiała wypowiedź. Rodzi się pytanie: a kto mógł się "wkurzyć"? To prawdopodobnie odnosi się do któregoś z pasażerów. Być może tego najważniejszego - Lecha Kaczyńskiego.
Z powyższych zapisów wynika niezbicie, że w kabinie pilotów panował wielki chaos. Jest rzeczą oczywistą, iż nie jest to miejsce dla jakikolwiek osób postronnych. Przychodzenie tam w czasie lotu to postępowanie karalne. Ponadto prezydentowi nie wolno za pilotów decydować. Można sądzić, że załoga samolotu była pod presją. Świadczy o tym obecność gen. Błasika w kokpicie podczas ostatnich chwil lotu, co mogło być próbą wywarcia presji na to, by jednak lądować. Nie zapomnijmy też, że kapitan tego lotu (Arkadiusz Protasiuk) był drugim pilotem w czasie lotu do Gruzji i był świadkiem zrugania swojego kolegi kapitana, przez prezydenta, który nazwał go tchórzem i groził sądem wojskowym. Samo to wystarczyło, żeby czuć presję i robić wszystko zgodnie z wolą gen. Błasika i naczelnego dowódcy sił zbrojnych, czyli prezydenta.
Przedstawione stenogramy z czarnych skrzynek są pierwszym ważnym krokiem w ustaleniu przyczyn katastrofy smoleńskiej. Wymuszają one ujawnienie dalszych materiałów z prowadzonego śledztwa. Już obecnie można twierdzić, że istnieją mocne poszlaki na postawienie tezy o istnieniu presji na załogę samolotu o lądowaniu w Smoleńsku za wszelką cenę. Należy sądzić, że wkrótce te wszystkie poszlaki zostaną połączone w jedną logiczną całość.





Warszawa, 15 czerwca 2010
Tomasz Kalita
Rzecznik Prasowy
Sztabu Kandydata na Prezydenta RP
Grzegorza Napieralskiego
Sz. P. Romuald Orzeł
Prezes Zarządu TVP S.A.


Szanowni Państwo,
Z radością przyjęliśmy zaproszenie dla naszego kandydata do udziału w programie „Tomasz Lis na Żywo”. Program miał być wyemitowany w ostatni poniedziałek poprzedzający pierwszą turę wyborów prezydenckich. W zaproszeniu wystosowanym pod adresem naszego kandydata, została nakreślona formuła programu, która przewidywała dyskusję pomiędzy trzema głównymi kandydatami, każdy z kandydatów mógł dysponować czasem 15 minut na prezentację i udzielanie odpowiedzi na postawione pytania.
W zeszłym tygodniu, tj. 9 czerwca br. zaproszenie zostało potwierdzone przez producenta programu „Tomasz Lis na Żywo”. W dniu wczorajszym, w godzinach popołudniowych dowiedzieliśmy się z mediów, że zgodnie z decyzją zarządu TVP program nie zostanie wyemitowany. W związku z tym, sztab kandydata na prezydenta Grzegorza Napieralskiego podjął decyzje o przedłużeniu wizyty kandydata lewicy w Małopolsce. Niebawem jednak zarząd TVP zgodził się na wyemitowanie programu, pod warunkiem, że weźmie w nim udział tylko jeden kandydat. Producent poinformował nas, że zaproszenie, za decyzją zarządu, dotyczy tylko kandydata PO, Bronisława Komorowskiego, co chwilę później powtórzył Tomasz Lis na antenie w swoim programie. Producent jednak podtrzymywał zaproszenie dla Grzegorza Napieralskiego. Przez kolejne godziny, jak słyszeliśmy, producent programu nie mógł jednak potwierdzić możliwości łączenia telewizyjnego ze studia TVP w Krakowie, co umożliwiłoby Grzegorzowi Napieralskiemu, przebywającemu w tym czasie w Małopolsce, udział w wyżej wspomnianym programie. Przez pewien dłuższy czas byliśmy świadkami kuriozalnej sytuacji, w której producent programu podtrzymywał zaproszenie dla wszystkich trzech kandydatów, natomiast zarząd Telewizji Polskiej S.A. uparcie odmawiał udziału innych kandydatów, poza Bronisławem Komorowskim.
O godz. 21.15 zostaliśmy poinformowani, że wbrew wcześniejszym informacjom płynącym z zarządu TVP kandydat lewicy na prezydenta Grzegorz Napieralski może wziąć udział w programie. Uznaliśmy to za przejaw bardzo niepoważnego potraktowania kandydata na prezydenta RP.
Ustawa o radiofonii i telewizji normuje problem rozpowszechniania audycji wyborczych w wyborach (art. 24), co nie zwalnia władz mediów publicznych od obowiązków rzetelności, bezstronności i obiektywizmu w całym programie. Charakter programów publicznych określa art. 21 ustawy o mediach publicznych. Powinny one rzetelnie ukazywać całą różnorodność wydarzeń i zjawisk, sprzyjać swobodnemu kształtowaniu się poglądów, umożliwiać kontrolę i krytykę społeczną poprzez umożliwienie obywatelom i ich organizacjom prezentowania zróżnicowanych poglądów i stanowisk. Art. 23 nakłada na nadawców publicznych obowiązek umożliwiania partiom politycznym przedstawiania stanowisk w węzłowych sprawach publicznych. Zamęt wokół udziału naszego kandydata oraz wokół audycji publicystycznej red. Tomasza Lisa świadczy albo o chaosie organizacyjnym czy nieporadnej próbie ręcznego sterowania autorskim programem publicystycznym, niewydolności decyzyjnej i nieprofesjonalności władz telewizji publicznej. Naszym zdaniem, jest objawem świadomego, celowego, sprzecznego z prawem i kodeksem etyki dziennikarskiej działania na szkodę kandydata i naszej formacji politycznej. Ponieważ doszło do złamania zasad prawa, kodeksu etyki dziennikarskiej i elementarnych zasad przyzwoitości domagamy się uczestnictwa naszego kandydata w audycji publicystycznej w porównywalnym czasie emisji z możliwością wykorzystania podobnego czasu antenowego. W innym razie zmuszeni będziemy dochodzić naszych praw na drodze prawnej.
Do wiadomości: Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Rada Etyki Mediów.
 
 


Koleżance

Iwonie Jeleńskiej

serdeczne wyrazy współczucia
z powodu śmierci

Teściowej

składa           
Rada Powiatowa SLD   
w Zgierzu         
 


Polacy coraz bardziej zadłużeni
Jak wynika z najnowszej 12 edycji raportu InfoDług, opublikowanego przez Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor S.A., ogólna kwota przeterminowanych zobowiązań wynosi 19,06 miliarda złotych. Tylko w ciągu ostatniego kwartału wzrosła o ponad 13%. Z danych wynika, że przeszło 1,82 miliona osób w Polsce ma problemy ze spłatą swoich zobowiązań finansowych.
Ogólna kwota zaległego zadłużenia wzrosła w przeciągu ostatniego kwartału o ponad 2,28 miliarda złotych (13%), zaś w ciągu ostatniego roku niespłacane zadłużenie zwiększyło się o 93%. Rok wcześniej wzrost ten wyniósł niespełna 47%. Rośnie również liczba osób, które mają problem z terminowym regulowaniem należności, w ciągu ostatnich trzech miesięcy przybyło ich 93 757. Kwartalny wzrost liczby niesolidnych dłużników wyniósł 5,4%.
„Zaległości w terminowych opłatach stają się coraz większym problemem dla Polaków. Regularnie odnotowujemy wzrost całkowitej kwoty zadłużenia. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat średnie zadłużenie statystycznego dłużnika zwiększyło się o ponad 86%” - mówi Mariusz Hildebrand, prezes zarządu BIG InfoMonitor. „Jednocześnie obserwujemy znacznie dynamiczniejszy wzrost łącznej kwoty zadłużenia, niż przyrostu liczby dłużników.” – dodaje Hildebrand.
Znacznie częściej problemy z terminowym regulowaniem należności dotykają mężczyzn niż kobiet. Nie zmienia się struktura regionalna zaległego zadłużenia. W województwach mazowieckim i śląskim znajduje się najwięcej mieszkańców mających problemy z długami. Średnia kwota zaległego zadłużenia w maju 2010 r. wyniosła 10 469 złotych, co oznacza, że w ostatnim kwartale wzrosła o 754 złote, czyli 7,76%. Statystyczny polski dłużnik znajduje się w przedziale wiekowym 30 - 39 lat.
Najwięcej osób czasowo niewywiązujących się z zobowiązań ma zadłużenie mieszczące się w przedziale 2001-5000 złotych. Niemal połowa (44%) osób czasowo zalegających z płatnościami to „drobni dłużnicy”, którzy posiadają zadłużenie nie przekraczające 2000 złotych. Należy podkreślić, że drugi raz z rzędu odnotowano kwartalny spadek, o ponad 2%, odsetka drobnych dłużników. Jednocześnie przybyło 16% „nowych” dłużników zalegających z płatnościami na kwoty powyżej 10 000 zł.
Klient podwyższonego ryzyka to osoba, która zalega z płatnościami powyżej 60 dni. Na całościową kwotę zaległych płatności składają się zobowiązania wynikające z niespłacanych kredytów bankowych, pożyczek, opłat leasingowych, a także opłat za media, usługi telekomunikacyjne, czynsz za mieszkanie czy należności alimentacyjne.
Warto wiedzieć, że każdy, raz na pół roku ma bezpłatną możliwość sprawdzenia czy znalazł się w Rejestrze Dłużników Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz kto i jaką informację umieścił na jego temat. Może również pobrać Raport Konsumencki w Biurze Informacji Kredytowej. Jeśli okaże się, że dane są błędne lub nieprawdziwe, należy zgłosić się do firmy, która taką informację przekazała z żądaniem weryfikacji danych. Dzięki nowej ustawie o BIG również osoby fizyczne, posiadające tytuł wykonawczy, mogą przekazywać dane o dłużnikach do Biura Informacji Gospodarczej.

Polacy zalegają z płaceniem alimentów
Z danych opublikowanych w najnowszej edycji raportu InfoDług, przygotowanego przez BIG InfoMonitor S.A. wynika, że największe zobowiązanie alimentacyjne w Polsce posiada mieszkaniec Dolnego Śląska, który zalega na kwotę ponad 550 tysięcy zł. Niewiele mniejsze zadłużenie odnotowano u największego dłużnika w województwie pomorskim, którego zaległości osiągnęły niemal 490 tysięcy zł. Statystyczny dłużnik alimentacyjny ma dług średnio w wysokości 18 471 zł. Całkowita kwota przeterminowanych zobowiązań alimentacyjnych wynosi 1,47 miliarda złotych.
Problemy z terminowym regulowaniem należności alimentacyjnych znacznie częściej dotyczą mężczyzn niż kobiet. Najwięcej niespłacanych długów mają mieszkańcy województw mazowieckiego i śląskiego, w przedziale wiekowym 40-49 lat. Średnia kwota zaległego zadłużenia w maju 2010 r. wyniosła 18 471 złotych. Statystyczny dłużnik alimentacyjny należy do starszej, o 10 lat, grupy wiekowej, niż przeciętny zadłużony Polak. Jedynie 4% dłużników alimentacyjnych w Polsce stanowią kobiety. Spośród wszystkich dłużników alimentacyjnych zaledwie 30% to osoby posiadające również inne zaległe płatności.
„Jak pokazują dane, zdecydowana większość osób notowanych w rejestrze dłużników w BIG InfoMonitor z tytułu alimentów pozostałe zobowiązania reguluje terminowo. Można więc przypuszczać, że nie mają one problemów finansowych.” - mówi Mariusz Hildebrand, prezes zarządu BIG InfoMonitor. „Od momentu wejścia w życie ustawy, umożliwiającej odzyskiwanie zaległych należności od dłużników alimentacyjnych, Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor pomaga odzyskiwać zaległe płatności. W wyniku tych działań odzyskaliśmy dla naszych klientów już ponad 450 milionów złotych. Oznacza to, że te pieniądze trafią do dzieci, będą mogły zostać wydane na ich edukację, ubrania, a często, po prostu na jedzenie.” – dodaje Hildebrand. Z danych Rejestru Dłużników w Biurze Informacji Gospodarczej wynika, że najwięcej dłużników alimentacyjnych zamieszkuje województwa mazowieckie i śląskie. Najmniej osób z takim zadłużeniem mieszka w województwach opolskim, świętokrzyskim i lubuskim. W tych regionach odnotowano mniej niż 2,5 tysiąca dłużników alimentacyjnych.

Warto wiedzieć, że każdy raz na pół roku ma bezpłatną możliwość sprawdzenia czy znalazł się w Rejestrze Dłużników Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz kto i jaką informację umieścił na jego temat . Może również pobrać Raport Konsumencki w Biurze Informacji Kredytowej. Jeśli okaże się, że dane są błędne lub nieprawdziwe, należy zgłosić się do firmy lub instytucji, która taką informację przekazała, z żądaniem weryfikacji danych. Dzięki nowej ustawie o BIG również osoby fizyczne, posiadające tytuł wykonawczy, mogą przekazywać dane o dłużnikach do Biura Informacji Gospodarczej.
 
wstecz   dalej »

Menu
Start
Biuro Poselskie Lewica
Klub Radnych Bezpieczny Powiat Rady Powiatu Zgierskiego
Klub Radnych Lewica Rady Miejskiej w Ozorkowie
Klub Radnych Lewica Rady Miasta Zgierza
FMS
Tygodnik Zgierski
Linki