Sojusz Lewicy Demokratycznej w Zgierzu   SLD Zgierz
SLD
Powiat Zgierski
Aleksandrów Łódzki
m. Głowno
m. Ozorków
Parzęczew
Stryków
gm. Zgierz
m. Zgierz
Galeria
Porady prawne
Kontakt
Logowanie
Aktualizacja:
  8 wrzesień 2010 

Od dnia 18.IV.2006r.
zarejestrowano wizyt:
M8B Counter v1.2

46043

19 MAJA 2010 r. Rok XX Nr 20 (753) Drukuj E-mail
Zmarł Maciej Kozłowski – Honorowy Obywatel
Miasta Zgierza
Artysta miał 53 lata, od kilku lat cierpiał na zapalenie wątroby typu C.
Urodził się 8 września 1957 r. w miejscowości Kargowa w Zielonogórskiem. W 1984 r. ukończył studia na Wydziale Aktorskim łódzkiej PWSFTviT.
Rok wcześniej rozpoczął pracę w Teatrze Nowym w Poznaniu, gdzie występował do 1988 r. Na poznańskiej scenie zagrał m.in. Dedala w "Zorzy" Bogusława Schaeffera w reżyserii Izabelli Cywińskiej i Kaspra w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Janusza Nyczaka.
Był aktorem teatrów: Nowego w Poznaniu (1983-88), Studio w Warszawie (1988-91), Zespołu J. Wiśniewskiego (1991-93), od 1998 roku był członkiem zespołu Teatru Narodowego w Warszawie.
Maciej Kozłowski to jednak aktor znany przede wszystkim z wielu ról serialowych i filmowych. Często był obsadzany w rolach czarnych charakterów. Współpracował m.in. z Juliuszem Machulskim, Jerzym Hoffmanem czy Maciejem Dejczerem.
Debiutował jeszcze jako student w serialu "Królowa Bona" (1980). Jedną z pierwszych filmowych ról Macieja Kozłowskiego był Benko w serialu telewizyjnym "Przyłbice i kaptury" w 1985 r. (reż. Marek Piestrak). Dwa lata później Kozłowski zagrał Wasia, groźnego krasnala działającego na rozkaz Kilkujadka, w komedii Juliusza Machulskiego "Kingsajz".
Kolejne role Kozłowskiego to m.in.: major von Seebohm w serialu "Pogranicze w ogniu" (1988-1991) reż. Andrzej Konic, aktor amerykański w filmie "Ucieczka z kina Wolność" Wojciecha Marczewskiego (1990), kapitan w "Krollu" (1991) i Barański w "Psach" Władysława Pasikowskiego (1992), żołnierz niemiecki w "Liście Schindlera" Stevena Spielberga (1993), "Ali" w "Mieście prywatnym" Jacka Skalskiego (1994).
Maciej Kozłowski znany był także z głośnych ekranizacji polskiej literatury. W 1999 r. wcielił się w Krzywonosa w "Ogniem i mieczem" Jerzego Hoffmana, w 2001 r. w Gwida w "Wiedźminie" Marka Brodzkiego, a w 2003 r. w Smerdę, dowódcę wojsk Popiela w "Starej Baśni" Hoffmana.
W ostatnich latach zagrał m.in. "Szybkiego" - lidera grupy pruszkowskiej w "Świadku koronnym" Jarosława Sypniewskiego i Jacka Filipiaka (2007) oraz sędziego w "Janosiku Prawdziwej historii" Agnieszki Holland (2009).
Od 1997 r. był aktorem Teatru Narodowego w Warszawie, gdzie grał w spektaklach Jerzego Grzegorzewskiego i Kazimierza Dejmka. Publiczność oglądała go na narodowej scenie m.in. w rolach: generała Józefa Chłopickiego w "Nocy listopadowej" w reż. Grzegorzewskiego (1997), Kata w przedstawieniu Dejmka "Dialogus de Passione" (1998), Wojtka w "Weselu" w reż. Grzegorzewskiego (2002), Izaaka Widmowera w "Kurce wodnej" w reż. Jana Englerta (2002), Don Juana w "Wiele hałasu o nic" w reż. Macieja Prusa (2008).
Szerszej publiczności Maciej Kozłowski znany był jednak głównie z seriali. Wystąpił m.in. w serialach "Ekipa", "Matki, żony i kochanki", "M jak Miłość", "Na dobre i na złe", "Oficer" czy ostatnio w "39 i pół" oraz "Trzecim oficerze".
W 2006 r. w wywiadzie dla "Gazety Poznańskiej" Maciej Kozłowski podkreślił, że od najmłodszych lat przejawiał "nieodpartą chęć w dążeniu do wolności osobistej", "miał swoje zdanie".
Aktor przyznał, że w latach szkolnych wagarował, często też zmieniał szkoły - uczył się m.in. w liceum i w szkole zawodowej. - Rzucając szkoły, (...) wciąż grałem w piłkę. Na jeden z turniejów dzikich drużyn przyszedł Kazimierz Głowacki, trener trzecioligowej Boruty Zgierz i zapytał po meczu, co robię. "Nic nie robię, w piłkę gram i tak sobie chodzę". Spytał czy zacząłbym się uczyć i chodzić do szkoły, gdyby załatwił mi miejsce w klubie. Zgodziłem się. Dyrektor szkoły, do której mnie zaprowadził, przyjął mnie pod warunkiem, że w ciągu roku zaliczę dwa lata szkoły zawodowej. Udało się i jako 16-latek zadebiutowałem w III lidze. Piłce w życiu wiele zawdzięczam - wspominał Kozłowski.
Pytany, co spowodowało, że zainteresował się aktorstwem, odparł: - Nie wierzę w przypadki, ale tutaj zadziałał pewien splot okoliczności. Mój kolega z technikum, próbował dostać się do szkoły filmowej i pojechałem z nim do Łodzi na spotkanie konsultacyjne przed właściwymi egzaminami. On wszedł na spotkanie, a ja siedziałem na korytarzu i przyglądałem się tej menażerii, która tam się poruszała. Doszedłem do wniosku, że to ciekawe miejsce, że może warto byłoby spróbować i być może będzie to moje miejsce w życiu. Okazało się, że przeczucie mnie nie myliło.
W innym wywiadzie (2004, "Viva"), przyznał: - Urodziłem się z poczuciem humoru. I zwykle starcza mi inteligencji, żeby się z siebie śmiać i je ocalić. To pomaga zachować równowagę i dystans. (...) lepiej jest śmiać się z siebie, niż gryźć paluszki z bólu.
W 2005 r. minister kultury Waldemar Dąbrowski odznaczył grupę pracowników Teatru Narodowego. Wśród uhonorowanych znalazł się Maciej Kozłowski - otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi.
Aktor był piłkarzem Reprezentacji Artystów Polskich, z jego inicjatywy polska ekipa wzięła udział w Mistrzostwach Świata w Piłce Ulicznej Ludzi Bezdomnych.
"Jestem ogromnie przybity tą smutną wiadomością. Maciek był pierwszym kolegą, którego poznałem w szkole filmowej. Zresztą to dla niego wszyscy byli "pierwsi". Był bowiem niezwykle ciepłą osobą. Fantastycznym człowiekiem i znakomitym aktorem. Nie możemy o nim zapomnieć" - napisał we wspomnieniu Cezary Pazura, prezes Stowarzyszenia Aktorów Filmowych i Telewizyjnych (SAFT), do którego należał Kozłowski.

ROZWAŻANIA JEŻYKÓW
To co robią działacze zgierskiego PiS w prowadzonej obecnie kampanii prezydenckiej - przekracza granice dobrego smaku i przyzwoitości. Z jednej strony wykorzystują kościół NMP Różańcowej w Zgierzu, organizując spotkanie z parlamentarzystami PiS i zawłaszczając katastrofę smoleńską do własnych partyjnych celów, zaś z drugiej strony urządzają partyjne PiS-owskie spotkanie szkolne - w Zespole Szkół nr 1 w Zgierzu, na które przybyli posłowie tej partii: Beata Kempa, Andrzej Dera i Marek Matuszewski. Dziwne jest, że ci ludzie "prawi i sprawiedliwi" nie wiedzą, iż kościoła i szkoły nie powinno wplątywać się w politykę, szczególnie w czasie trwania kampanii wyborczej. Dla nich nie liczą się nawet apele rodzin ofiar tragedii smoleńskiej - o nieuleganie pokusie prowadzenia politycznej gry żałobą do realizacji celów politycznych.
Zebranie w ZS nr 1 zorganizował starosta zgierski Jacek Socha (związany z PiS), który zaprosił uczniów innych szkół. Choć w tym przypadku słowo "zaprosił" należy traktować w kategorii przymusu i przypominało partyjny spęd, niczym za czasów komunistycznych. Gdy jedna dyrektorka podzieliła się w starostwie swoimi wątpliwościami, że spotkanie to wygląda na polityczne, to usłyszała że ma oddelegować uczniów i już.
Czegóż uczniowie mogli się od posłów dowiedzieć na tym spotkaniu? Otóż tego, że to dzięki nim mogą grać w piłkę na szkolnym boisku, a po studiach zostać lekarzami, adwokatami i architektami. Odnośnie tego, iż zgierscy uczniowie mogą grać w piłkę, to posłowie zapomnieli wspomnieć, że to jest również duża zasługa rządowego programu budowania orlików. Uczniowie dowiedzieli się także, że powinni wybierać ludzi, za których "nie będą się wstydzić" (w domyśle wiadomo, że chodzi o ludzi z PiS). Jak podały media na tym spotkaniu pytanie posłom zadał jedynie chłopak, który "nosił za nimi parasol", oraz dziewczyna, która zadała im bardzo logiczne pytanie: "Jesteście z jednej partii. Czy to nie nakłanianie do głosowania na tę konkretna partię?". Posłowie odpowiadając na te pytania, mówili jakieś dyrdymały.
Dobrze się stało, że łódzki kurator zajął się już wyjaśnianiem sprawy, związanej z wizytą posłów PiS w Zespole Szkół nr 1 w Zgierzu. Wiadomym jest, iż w szkole nie wolno uprawiać polityki. Mówi o tym ustawa o systemie oświaty.
Nie da się wykluczyć, że teraz posłowie PiS - dbając o swoje przyszłe zaplecze - zechcą odwiedzać także przedszkola, a może nawet żłobki. Mamy dla nich już hasło wyborcze: "Przez żłobki do żłobu!".

Oburzające działania
– W dniu 10 maja br. w Zespole Szkół Ekonomicznych im. Jakuba Stefana Cezaka w Zgierzu, którego organem prowadzącym jest Powiat Zgierski odbyło się spotkanie trzech posłów Prawa i Sprawiedliwości z uczniami. – Co pan o tym sądzi? – z tym pytaniem zwracam się do przewodniczącego Rady Powiatu Zgierskiego Józefa Dziemdzieli.
– Zorganizowanie spotkania w czasie trwania kampanii prezydenckiej w placówce oświatowej, jaką jest szkoła, przez starostę zgierskiego jest oburzające. Spotkanie młodzieży szkolnej z trzema posłami jednej formacji politycznej której członkiem jest również starosta jednoznacznie wskazuje na polityczny charakter tego spotkania.
– Czy pan uważa, że zostało naruszone prawo?
- Ustawa o wyborze Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej nie zakazuje prowadzenia agitacji i organizowania spotkań w placówkach oświatowych wobec uczniów powyżej 18 roku życia. Przypuszczam, że na spotkaniu byli także młodsi uczniowie. Dla mnie jako osoby zaangażowanej politycznie zrozumiałym jest, że na lekcje wychowania obywatelskiego zaprasza się także posłów, ale nie w trakcie kampanii prezydenckiej. Nie zdziwiłbym się gdyby spotkanie odbyło się z posłem mieszkańcem Zgierza, ale w omawianym wzięły udział osoby z innych regionów kraju. Spotkania tego typu są celowe, ale zapraszającym powinien być dyrektor, nauczyciel a nie starosta.
Gdy były przygotowania do referendum unijnego, często na zaproszenie dyrektorów szkół uczestniczyłem w spotkaniach z młodzieżą wyjaśniając korzyści które będzie miała Polska z członkostwa w Unii Europejskiej.
- Czy z działań starosty będą wynikały jakieś reperkusje?
- Wiem, że kurator oświaty w Łodzi bada sprawę. Poczekajmy jakie sformułuje wnioski.
- Dziękuję za rozmowę.

JENA

Wystawiliśmy najlepszego z nas
Życie społeczne tak już ma, że grupujemy się. Urok polega na tym, że możemy przystawać z grupami lub wprost przeciwnie ich unikać wedle własnego upodobania. Generalnie rzecz ujmując poszukujemy grup „fajnych” te „mniej fajne” omijamy dużym łukiem.
Niekiedy obserwuję zachowania wewnątrz grupy pospolicie nazywane nielojalnymi. Inni doszukują się w tym jakiś symptomów nadmiaru ambicji. Ja otwarcie je nazywam głupotą. Bo nie inaczej należy traktować indywidua powszechnie i ze śmiertelnie poważną miną ogłaszające całemu światu, że głupcami i nieudacznikami są. Już spieszę wyjaśniać w czym jest problem.
Podstawową komórką/grupą jest małżeństwo. I tak to jest, że mąż narzekając na swoją żonę, tak naprawdę obniża swoją wartość. Przecież ogłaszając publicznie o wadach partnerki obwieszczamy światu, że pomimo ewidentnych wad jesteśmy z nią, bo na nikogo lepszego nas nie stać. Tym samym wartość nasza w oczach otoczenia niezaprzeczalnie spada w poziomy bliskie błędom statystycznym. Natomiast sukcesy, choćby te najmniejsze żony, są powodem do dumy dla męża, który w swojej samczej duszy egoistycznie pieści, wesoło buzujący we krwi testosteron. Tym samym komunikując światu, jaki to wspaniały jest.
Z niepokojem przyglądam się wypowiedziom liderów Lewicy odnośnie lewicowego kandydata w wyborach prezydenckich. Dla przypomnienia w wyborach tych startuje przewodniczący Lewicy, który został wybrany przez Zarząd Krajowy SLD. Więc można domniemywać, że na chwilę obecną jest to persona nr 1 polskiej Lewicy. Wszyscy jedynie lub aż winni mu jesteśmy wsparcie, bo do wyborów wystawiliśmy najlepszego z nas. Publicznie wygłaszając mu przytyki pomniejszamy swoją wartość oraz grupy, która go do wyborów delegowała. Pamiętajcie o tym!
Śmietnik historii pojemność ma ogromną. Kto dziś pamięta: Konwent św. Katarzyny, ZChN, ROP czy Ruch Stu, który jak twierdzą zorientowani docelowo miał mieć w swoich szeregach 100 członków. Czy pamiętacie konferencje tych ugrupowań? Mały stolik przy którym siedziało nastu liderów i każdy miał coś do powiedzenia. Coś zupełnie innego niż przedmówca. A jak wyglądały wówczas konferencje Lewicy? Za stołem siedział człowiek, który „miał coś do powiedzenia” i siłą rzeczy trudno było znaleźć wewnątrzpartyjną opozycję. Dziś podobne praktyki pojawiają się wśród liderów Lewicy. Jeśli naszego kandydata krytykują koledzy partyjni to nie oczekujmy, że pokocha go „ulica”. Niepokojące jest to, że inni kandydaci i prawicowi komentatorzy nie siląc się na oryginalność używają tak dostarczonej im amunicji do dyskredytowania całej lewicy. Czy Lewica się we współczesnej Europie kończy? Przykład Hiszpanii każe wątpić w słuszność takiej tezy. Czerwone Ulice Grecji każą nam już dziś pozostawać w gotowości. Kapitalizm koncesyjno- korporacyjny wbrew zaklęciom ministra Rostkowskiego zmierza ku swemu żałosnemu końcowi. Od stanu przygotowań polskiej Lewicy zależy czy w jego miejscu powstanie przyjazne, solidarne i socjalne Państwo czy kolejna hybryda nie służąca niczemu i nikomu.

KAJA

Czółenko będzie
Bieg „O Srebrne Czółenko Włókniarskie” odbędzie się. Nowy termin – 19 czerwca 2010 roku (sobota). Nowymi organizatorami są: Klub Biegacza "Parakulos" oraz UKS "Lisy". Pomagać będą: Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji oraz Zgierskie Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej.

Prezes ZTKKF
Stanisław Giernalczyk
 
wstecz   dalej »

Menu
Start
Biuro Poselskie Lewica
Klub Radnych Bezpieczny Powiat Rady Powiatu Zgierskiego
Klub Radnych Lewica Rady Miejskiej w Ozorkowie
Klub Radnych Lewica Rady Miasta Zgierza
FMS
Tygodnik Zgierski
Linki