Grzegorz Napieralski złożył w PKW podpisy Przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej Grzegorz Napieralski złożył dziś w PKW 381 265 podpisów poparcia, wymaganych do zarejestrowania go, jako kandydata Sojuszu na prezydenta. - Tak wiele podpisów świadczy, że Polacy chcą dzisiaj zmiany, chcą innej polityki, polityki dialogu współpracy rozmowy, a nie kłótni i sporów o sprawy drugorzędne – powiedział Napieralski. - Dziękuję Polakom za to, że tak wielu z nich podpisało się na listach poparcia – mówił kandydat SLD na urząd Prezydenta RP. Napieralski podkreślił, że na listach podpisało się wielu młodych ludzi, co oznacza, że młode pokolenie chce mieć swojego reprezentanta. - Wierzę, że przecieram drogę dla młodego pokolenia, nie tylko w polityce, ale w wielu innych miejscach, gdzie młodzi będą awansowali - mówił szef Sojuszu. - Chciałbym żeby kampania wyborcza była kampanią dialogu a nie walki na haki, teczki czy świstki papieru – podkreślił. Grzegorz Napieralski podziękował też członkom i sympatykom Sojuszu Lewicy Demokratycznej za zbieranie podpisów. Na terenie powiatu zgierskiego zebrano 1 152 podpisy.
Sokół nie biega W czasie kampanii wyborczych politycy mówią najprzeróżniejsze rzeczy, które w ich zamyśle mają sprawić wzrost poparcia u słuchających ich potencjalnych wyborców. Uważnie czytając notki biograficzne startujących kandydatów odnoszę wrażenie, że bywam w niebie. Obok oryginalnych zapisów mamy komunały. Wszyscy kandydaci mają kochające rodziny, dzieci zdrowe i uczące się, małżonek cierpliwie wspiera kandydata w jego dziele i poświęceniu dla współobywateli, szkoły oczywiście kandydaci ukończyli i w wolnych chwilach pasjonują się sportem. Ogólnie zaś wiadomo, że każdy Polak pasję do sportu wessał z mlekiem matki. Trudno na ulicy znaleźć obywatela „którejś tam” RP, który nie byłby autorytetem wiedzy o piłce nożnej i skokach narciarskich. Politycy szczególnie zaś lubią piłkarzy, bo każda nawet najmarniejsza drużyna piłkarska od wielkiego dzwonu zwycięża, a ze zwycięzcami wypada się fotografować. Z przedstawicielami innych dyscyplin już tak różowo nie jest. W Zgierzu na przestrzeni bodaj 30 m od siebie trenują zawodniczki i zawodnicy, którzy odnoszą sukcesy rozsławiające Zgierz daleko dalej niż tylko na arenach województwa. Ilość zdobywanych tytułów Mistrza Polski można liczyć tuzinami. Dochodzi już do sytuacji, że brązowy medal w Mistrzostwa Polski uznawany jest za porażkę, nawet przez samą zawodniczkę. Klęska urodzaju? Czy może nadmiar sukcesów? Jeszcze na lotnisku po powrocie z Pekinu obecny prezydent Zgierza planował: „Uważam, że należy tworzyć zawodnikom warunki, które generować będą sukces. Istnieją plany, by w Zgierzu stworzyć ośrodek olimpijski dla kadry zapaśniczej. Nie ma lepszego sposobu na promowanie miasta niż pokazywanie takich ludzi jak Agnieszka Wieszczek...”. Cóż flesze w aparatach ostygły, słowa rozwiał wiatr i … wróciła szara rzeczywistość. Cóż się takiego stało, że prezydent Jerzy Sokół poprzednio wiceprezes międzyszkolnego Uczniowskiego Klubu Sportowego, jakby zapomniał o pozytywnych „wizytówkach” miasta? Może będąc sam pasjonatem „biegów długodystansowych” postawił na sport masowy? Wśród włodarzy miast jest wielu maratończyków, że wyliczę tych najbardziej znanych: Jerzy Zająkała /wójt gminy Łubianka/, Ryszard Grobelny /prezydent Poznania/ czy Rafał Zimny /burmistrz Wronek/. Każdy z nich wspiera lokalne biegi i w nich startuje. Czy pytanie o starty w stosunku do prezydenta Zgierza nie jest zbyt intymne? Jak to możliwe, że najstarsza impreza cykliczna o charakterze masowym legitymująca się 27 letnią tradycją czyli Bieg o Srebrne Czółenko Włókniarskie lekką ręką została zakończona za kadencji prezydenta, który otwarcie deklaruje zamiłowanie do biegów długodystansowych? Żeby śmieszności było więcej w ramach akcji POLSKA BIEGA organizuje się BIEG RODZINNY w piątek o godzinie … 11-tej. Żart Zgierskiego TKKF? Już dziś zgierscy biegacze i miłośnicy NORDIC WALKINGU / marsz z kijami/ określają prezydenta Zgierza mianem „Prezydenta Chleba i Golonki”. Panie prezydencie starożytni obywatele Rzymscy domagali się „chleba i IGRZYSK”. O golonce nic nie wspominano. Krążąc między stoiskami Zgierskiej Majówki życzę pan powrotu do korzeni i życzliwszego spojrzenia na zgierski sport ten przez duże „S” i ten amatorski przez małe, malutkie „s”.
KAJA
Zwycięstwo Piotra Pustelnika. Polak stanął na szczycie Annapurny Mamy nowego króla Himalajów. Po 4 nieudanych próbach w 2004, 2005, 2006 i 2008 roku, Annapurna wpuściła w końcu Pustelnika na szczyt. We wtorek 27 kwietnia, o godz. 1.45 czasu Nepalskiego, Piotr Pustelnik stanął na szczycie Annapurny. Dzisiaj tworzy się historia polskiego himalaizmu. Po raz pierwszy od 14 lat Polak zdobył Koronę Himalajów – 14 najwyższych gór świata. Przed nim dokonali tego tylko Jerzy Kukuczka w 1987r. zdobywając szczyn Sziszapangmy i Krzysztof Wielicki stając na wierzchołku Nanga Parbat w 1996 r. Pustelnik stał się tym samym 20 na świecie Himalaistą mogącym pochwalić się takim osiągnięciem. Pełni obaw, pomni poprzednich doświadczeń Pustego na Annapurnie, polscy fani himalaizmu w kraju i poza granicami, trzymali kciuki za powodzenie wyprawy. Udało się. Mierząc się z „zabójczą górą” po raz piąty, Pustelniki wygrał walkę i zakończył tym samym z sukcesem projekt WD-40 Korona Himalajów. Na szczyt liczący 8091 m polski himalaista dotarł wraz z Peterem Hamorem, wyśmienitym słowackim alpinistą i swoim serdecznym przyjacielem. Hamor jest jedynym człowiekiem na świecie, który zdobył Annapurnę dwukrotnie. Wraz z Piotrem Morawskim, Peter Hamor i Piotr Pustelnik tworzyli Tres Pedros, co jednak zmieniło się po tragicznej śmierci Morawskiego 8 kwietnia 2009 r. Teraz zwycięski duet schodzi do obozu 4 znajdującego się na poziomie 7 000 m n.p.m. Tam przenocują, po czym zejdą do dwójki skąd wrócą do bazy położonej na ok. 4 100 m n.p.m. 40-letni Inaki Ochoa de Olza zmarł 23 maja 2008 roku, na Annapurnie na wysokości 7400m wskutek ciężkiego obrzęku mózgu połączonego z odmą płuc. Czekamy na bezpieczny powrót Piotra i gratulujemy.
ROZWAŻANIA JEŻYKÓW Jesteśmy w okresie trwania nienormalnej prezydenckiej kampanii wyborczej. Krótki czasz zbierania podpisów pod kandydatury i samej kampanii - eliminuje lub ogranicza start w tych wyborach wielu kandydatom niezależnym. Do tego gdy się doda, iż dwaj kandydaci: Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński już na starcie dostali pewną przewagę - powoduje wątpliwość, czy w tej sytuacji wybory prezydenckie można będzie nazwać w pełni demokratyczne. Bronisław Komorowski już od paru miesięcy promuje się jako kandydat na prezydenta. Dodatkowo sprawując wiele funkcji znajduje się w uprzywilejowanej sytuacji, choć także niezręcznej sytuacji. Z kolei Jarosławowi Kaczyńskiemu pomaga fala współczucia w związku ze śmiercią brata. W tej sytuacji start Grzegorza Napieralskiego w wyborach prezydenckich jest decyzją wynikającą z poczucia odpowiedzialności i obowiązku, a niekoniecznie jego chęci. Katastrofa pod Smoleńskiem będzie wykorzystana w kampanii wyborczej. Ta kampania wyborcza będzie szczególna. Zapewne PiS i Jarosław Kaczyński będą chcieli grać śmiercią dla własnych interesów politycznych. Możemy stać się świadkami czegoś, co niektórzy publicyści określają "nekropijarem", bądź "nekromarketingem". W kampanii w niepamięć pójdą niekorzystne dla zmarłego prezydenta sondaże, negatywna ocena jego działań. Zamiast tego będzie on prezentowany jako mąż opatrznościowy, którego miejsce powinien zająć jego brat. Tragiczna śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego może znacząco zwiększyć szanse Jarosława Kaczyńskiego na wygraną. Do zwiększenia poparcia dla PiS może przyczynić się naturalny odruch współczucia i chęci poparcia "osieroconej partii". Start Jarosława Kaczyńskiego stawia jego w uprzywilejowanej pozycji, gdyż część wyborców stanie wobec dylematu: czy można nie poprzeć kogoś, kto przeżywa tak olbrzymią tragedię? Zaś kontrkandydaci będą mieli częściowo związane ręce, bo jak można kogoś takiego krytykować? Łatwo byłoby walczyć im z żyjącym Lechem Kaczyńskim, niż z obolałym Jarosławem Kaczyńskim. Już widać, że Jarosław Kaczyński będzie prezentował następującą postawę: "Jam Ci jest spadkobiercą i kontynuatorem wielkiego człowieka, pochowanego na Wawelu". Jednak Jarosławowi Kaczyńskiemu nie będzie łatwo odnieść sukces. Żal po prezydencie nie musi się w prosty sposób przełożyć na poparcie dla jego brata. Zwłaszcza, że Jarosław Kaczyński był do niedawna w czołówce nielubianych polityków. Także zbyt świeże są wspomnienia Polaków, czym była IV RP. Polacy nie zapomnieli, iż Jarosław Kaczyński dzielił Polskę i Polaków. Już obecnie chce, by "prawa Polska i prawi Polacy na zawsze podnieśli głowy". Z tego wnioskować można, że "prawym Polakiem" jest tylko ten, kto odda głos na kandydata PiS. Szkoda, że lewica ułatwia walkę o fotel prezydenta prawicowym kandydatom - nie potrafiąc połączyć się i wystawić wspólnego kandydata. Przecież tego wymaga potrzeba obecnych czasów, oraz pamięć i chęć wypełnienia testamentu Jerzego Szmajdzińskiego. Czy konieczne jest poniesienie dotkliwej porażki, aby nastąpiło przebudzenie wszystkich odłamów polskiej lewicy w celu wspólnego działania dla dobra Polski? Tylko zjednoczona lewica ma szansę na zajęcie właściwego i przynależnego jej miejsca - stając się poważną alternatywą dla partii prawicowych.
Grzegorz Napieralski Skończyła się fałszywa alternatywa Polacy nie muszą wybierać między skrajną prawicą, a zdecydowaną prawicą. Kandydat lewicy jest tylko jeden. Jaka jest między nami różnica? Prosta. Za mną stoi otwartość i zwykły człowiek. Za nimi teczki, IPN i CBA. A teraz konkrety. Kiedy prawica spod znaku PO i PiS pracowała nad ustawą o policji politycznej, my pracowaliśmy nad ustawą o In vitro. Gdy prawica zajmowała się IPN-em i niszczeniem ludzi, lewica pracowała nad podwyższeniem minimalnej płacy i emerytury. Jak prawica rzucała kolejne teczki, my przekonywaliśmy do narodowego programu budowy przedszkoli. Powiem nieskromnie. Wyróżniam się podwójnie. Również dlatego, że jestem jedynym w tych wyborach, młodym człowiekiem. Wybór Napieralskiego to koniec starej polityki, koniec wojny polsko - polskiej, koniec hipokryzji i gorszących sporów. Jestem jedynym kandydatem, który zna problemy zwykłych ludzi. Tak jak oni mam kredyt hipoteczny i debet na koncie. I małe dzieci, które chodzą do przedszkola (wiem, jak ciężko jest w Polsce znaleźć przedszkole).
Co proponuję w sprawach prezydenckich? 1. Polityka zagraniczna: koniec kompleksów, otwarcie się nie tylko na zachód, ale i na wschód. Koniec z obrażalstwem, z poczuciem wiecznego pokrzywdzenia. My już nie jesteśmy ofiarą, tylko pełnoprawnym partnerem. Stawiam również na politykę dobrego sąsiedztwa. 2. Obronność: dość już krwi przelali nasi żołnierze w Afganistanie. Trzeba podjąć męską i odpowiedzialną decyzję o odwrocie. Musimy minimalizować udział polskich wojsk w kosztownych i nie do końca naszych wojnach. Nie stać nas na miliardy topione na froncie. 3. Konstytucja, prawa obywatelskie - jako prezydent, będę stał na straży prawdziwej wolności obywatelskiej. Wolności słowa, wyboru, wolności sumienia, wyznania i orientacji seksualnej. Bez podziału na lepszych i gorszych. Bez podziału na tych, którzy wysyłają swoje dzieci na religie i na tych, którzy wybrali etykę. To jest „jazda obowiązkowa”. Poza obowiązkami prezydenta wynikającymi wprost z konstytucji, moje priorytety, to: 1. Służba zdrowia, która nie może wyglądać tak, jak polska stomatologia. Nie płacisz - nie leczysz się. Nigdy nie zgodzę się na pogorszenie sytuacji pacjentów, a w tym właśnie kierunku zmierza firmowana przez PO prywatyzacja polskiej służby zdrowia. Prawicy chodzi o pozbycie się problemu. Chodzi o to, żeby mogli powiedzieć: Plajtujący szpital? Kolejki na pół roku? Pacjenci odsyłani z kwitkiem? To nie nasza sprawa, to sprawa właściciela szpitala. Tymczasem istotą nowoczesnego państwa jest zapewnienie bezpłatnej opieki zdrowotnej wszystkim obywatelom. Powiedzmy sobie jasno: misją szpitala jest leczenie ludzi. Misją biznesmena jest zarabianie pieniędzy. Te cele bardzo rzadko bywają zbieżne. 2. Polska pracy: przez ostatnie lata wiele mówiło się w Polsce o wzroście gospodarczym. W tych huraoptymistycznych nastrojach niemodnym było podkreślanie, że efekty tego wzrostu są konsumowane przez niewielką część społeczeństwa. W efekcie i tak spore rozwarstwienie społeczne, tylko się spotęgowało. Coraz większa grupa ludzi żyje na granicy ubóstwa. I nie wydobędzie się z niego bez pomocy państwa. Nasza propozycja ustawowego związania płacy minimalnej z poziomem średniego wynagrodzenia (płaca minimalna powinna wynosić 50% średniego wynagrodzenia) to jeden z punktów lewicowej oferty skierowanych do szerokiej grupy wykluczonych. Zapewnienie minimalnego dochodu, to po prostu podstawowy warunek uczestnictwa w życiu społecznym. To państwowy SPADOCHRON, który pomoże miękko wylądować wszystkim, którzy z różnych przyczyn wpadli w kłopoty. 3. Polska standardów europejskich - rozdział kościoła od państwa: młodzi ludzie wyciągną Polskę z wszechobecnej klerykalizacji. Jestem o tym głęboko przekonany. To oni głównie protestują przeciwko religii w szkole. Religia, a tym bardziej oceny z religii na świadectwie, to fatalny pomysł, który ostatecznie obróci się przeciwko samemu kościołowi. Ale przede wszystkim to dyskryminacja tych, którzy nie uczestniczą w zajęciach z wiary katolickiej. Co innego, gdyby były to rzetelne zajęcia z religioznawstwa czy np. filozofii. Ale to indoktrynacja w stylu: „antykoncepcja to grzech śmiertelny, in vitro jest nieludzkie”. Tak dalej być nie może. Prawicowi politycy kompletnie ignorują głos ponad połowy Polaków, którzy są przeciwni katechizacji w szkole. Religia w szkole jest w końcu niezgodna z zasadą rozdziału państwa od kościoła. Ma też wymiar ekonomiczny. Katecheci kosztują podatników licząc lekką ręką ponad 300 mln złotych (płacą rodzice również tych uczniów, którzy na katechetę nie chodzą). A trzeba pamiętać, że Kościół nie płaci podatków, nie płaci ubezpieczenia społecznego, bierze za to od każdego z nas około 100 mln rocznie z Funduszu Kościelnego. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że Kościół jest największym w Polsce posiadaczem ziemskim i największym w Polsce beneficjentem unijnych dopłat bezpośrednich. Mówię dość. 4. Polska prawdy historycznej: Polsce Kłamstwa przeciwstawiam Polskę Prawdy. Trzeba przywrócić należne miejsce tym, którzy poświęcili zdrowie i życie walcząc o wolną Polskę, niezależnie czy wyzwalali ją od wschodu, południa, północy, czy zachodu. Musimy dać satysfakcję i poczucie dumy wszystkim tym, którzy podnosili z gruzów huty, stocznie, czy fabryki. Mój dziadek odbudowywał Szczecin, wodociągi miejskie. W tamtym systemie. Mam się tego wstydzić, mam się wyprzeć? Nie, jestem z tego dumny. Przede wszystkim prezydent musi łączyć, a nie dzielić. Potrzebny jest więc prezydent, który rozumie ludzi, który potrafi z nimi współpracować i wznieść się ponad własne uprzedzenia. Nie chcemy prezydenta, który dzieli Polaków na lepszych i gorszych, zależnie od wyznawanych przez nich poglądów, wiary i przekonań. Potrzebujemy prezydenta, który będzie strażnikiem Konstytucji i zawartych w niej praw obywateli. Konstytucja nie może być martwym prawem. Jestem gwarantem tych wartości.
Domagamy się godnych płac W dniu 1 maja mieszkańcy powiatu zgierskiego spotkali się na wiecu 1 Majowym obok Słupa Pamięci w miejscu, któremu Rada Miasta Zgierza w dniu 29 kwietnia br. nadała nazwę Pasaż Solidarności. W strugach padającego deszczu głos zabrali: wicestarosta zgierski Marcin Karpiński, poseł Platformy Obywatelskiej Artur Dunin, sekretarz Rady Miejskiej SLD w Zgierzu Bartosz Smolarski, wiceprzewodniczący Rady Miasta Zgierza Jarosław Komorowski i radny Zgierza Zbigniew Zapart. Następnie przyjęto rezolucję, której tekst publikujemy poniżej, a liczne delegacje złożyły kwiaty pod Słupem Pamięci Wiec zakończyło odegranie Ody do radości.
JENA
Rezolucja Uczestnicy wiecu pierwszomajowego w Zgierzu: - członkowie i sympatycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, - weterani pracy skupieni w Stowarzyszeniu Przedemerytów i Emerytów „Pomoc”, - członkowie Federacji Młodych Socjaldemokratów, składają hołd ofiarom tragicznej katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Zginęli w niej wybitni przedstawiciele Rzeczypospolitej Polskiej, a wśród nich prezydent Lech Kaczyński z Małżonką oraz działacze lewicy: Izabela Jaruga-Nowacka, Jolanta Szymanek-Deresz i Jerzy Szmajdziński. Izo, Jolu, Jurku idee, których byliście wierni przez całe życie będziemy kontynuować.
W dniu dzisiejszym mija sześć lat od momentu gdy Polska została członkiem Unii Europejskiej. Napawa nas to satysfakcją gdyż pragniemy uczestniczyć w budowie silnej, zjednoczonej Europy, która uszanuje polskie tradycje, wyznania religijne i prawa mniejszości.
1 maja musi być świętem ludzi pracy, a nie ludzi poszukujących pracy. Hasło wyborcze Platformy Obywatelskiej „By żyło się lepiej” powinno obejmować nie kumpli i kręgi towarzyskie rządzących, a wszystkich obywateli naszego kraju.
Protestujemy przeciwko: * postępującemu rozwarstwieniu i wykluczeniu społecznemu coraz większej liczby Polaków, * obniżaniu płac i ograniczaniu praw pracowniczych, * zrzucaniu na barki ludzi pracy skutków kryzysu gospodarczego.
Domagamy się: * godnych płac pozwalających na normalne życie każdej polskiej rodzinie, * wzrostu rent i emerytur, tak aby najniższa emerytura stanowiła połowę średniej płacy krajowej, * zlikwidowania Instytutu Pamięci Narodowej, którego istnienie prowadzi do niszczenia ludzi zasłużonych dla Polski.
Zgierz, 1 maja 2010 r.
List do redakcji
Dużo mówi się ostatnio TVN o Katyniu. Z opowieści mojego ojca Klemensa Rudnickiego, piekarza z Lipna /kujawsko-pomorskie/ wiem, ze był on 17 września 1939 roku rozbrojony przez Rosjan w Tarnopolu i przewieziony do... tutaj ojciec nigdy nie wymienił nazwy obozu w którym przebywał, ale powiedział dlaczego tam się znalazł. A to z powodu jego delikatnych dłoni - był piekarzem, a Rosjanie myśleli, ze był urzędnikiem. Czyli inteligentem. Został zakwaterowany przy obozie, gdy wyszło na jaw, że potrafi piec chleb. Tam też zajął się organizowaniem wypieku chleba dla obozu. Opowiadał jak zobaczył "białą gore" a na pytanie co to jest? Uzyskał odpowiedz, ze to mąka. Tutaj będziemy budować piekarnie, odpowiedzieli Rosjanie. Ojciec opowiadał, że poznał niektórych współwięźniów juz podczas transportu z Tarnopola do obozu. W samym jednak obozie zaskarbił sobie ich wdzięczność i zrozumienie z tego względu, że przemycał w nogawkach spodni chleb dla polskich więźniów. Niejednokrotnie opowiadał jak był zatrzymywany przez rosyjskich wartowników i grożono mu "ubiju ciebia". To ubij!- odpowiadał ojciec. Jutro sam z głodu zdechniesz, bo kto ci chleb upiecze. Uchadi!-brzmiała odpowiedz wartowników. Klemens, mawiali współwięźniowie, my cię nigdy nie zapomnimy. A byli wśród więźniów oficerowie i wysocy urzędnicy z Włocławka, Sierpca, Torunia, Bydgoszczy - wspominał mój ojciec. Stopniowo więźniów wywożono. Obóz zlikwidowano a ojca wywieziono "na roboty" do Rzeszy. I tu zaczyna się juz zupełnie inna historia. Po likwidacji obozu w Rosji, ojciec jeszcze nie wiedział, że wszystkich jego współwięźniów rozstrzelano w Katyniu. O tym dowiedział się znacznie później. Ale wszystkich? - pyta się ojciec sam siebie. Utwierdził się w tym przekonaniu dopiero po wojnie. Kiedy to żaden z jego współwięźniów nie odezwał się do niego - jak go o tym zapewniali. Wszyscy zginęli - powtarzał ojciec ze smutkiem. Po 1989 roku ojciec napisał list do TVP, opisując swoje wspomnienia. Ja jestem naocznym świadkiem stalinowskich zbrodni - pisał. I...nic. Był bardzo zawiedziony aż do swojej śmierci, że nikt się tym tematem nie zainteresował. Ja też do niedawna uważałem, że przeżycia jego to jeden z elementów dziejów naszej rodziny. Uznałem jednak - może trochę za późno, że powinienem się podzielić tą wiedza również z rodzinami i potomkami tamtych wydarzeń, żeby chociaż mieli tą świadomość, że w tych trudnych chwilach dla ich bliskich, tam w obozie - był piekarz z Lipna wrażliwy na ludzką niedolę który dzielił się z współwięźniami pod groźbą utraty życia przemycanym chlebem.
Wojciech Rudnicki Nygĺrd Szwecja
STANOWISKO SLD W SPRAWIE SYTUACJI NA POLSKICH KOLEJACH Sojusz Lewicy Demokratycznej z niepokojem obserwuje sytuację w Grupie PKP SA i Przewozach Regionalnych. Już rok temu podczas debaty sejmowej zorganizowanej na wniosek naszego klubu wskazywaliśmy na katastrofalną sytuację polskich kolei. Minął rok, a Zarząd PKP SA a głównie Rząd nie wyciągnął stosownych wniosków. Polskie koleje pogrążają się w dalszym chaosie. Podjęta decyzja przez PKP PLK SA o zawieszeniu z dniem 4 maja br. 48 pociągów spółki Przewozy Regionalne uderza w kilkadziesiąt tysięcy pasażerów kolei podróżujących codziennie do szkoły i pracy. Jest to próba wyeliminowania z rynku wprowadzonej przez PR popularnej i taniej usługi InterRegio. Usługi tańszej o 2/3 niż pociągi IC. Dziwi nas fakt, że wstrzymanie pociągów odbyło się mimo składanych propozycji zarządu Przewozów Regionalnych dotyczących rozwiązania problemu zaległości finansowych. Bezprecedensową jest sytuacja w której to zarządca sieci kolejowej wybiera do zawieszenia konkretne najbardziej popularne i najbardziej dochodowe pociągi, a nie te wskazywane przez Przewozy Regionalne. Niepokojący jest brak reakcji Rządu i Ministerstwa Infrastruktury. Od początku roku Rząd zalega spółce PR z płatnościami za usługi. Niektóre Sejmiki Wojewódzkie w których władzę sprawuje koalicja rządowa do dziś nie podpisały umów na wykonywanie przewozów na ich terenie. Mimo zapisów ustawy do dziś Rząd nie oddłużył Przewozów Regionalnych. Odwołanie pociągów przynosi kolejne straty spółce Przewozy Regionalne, a docelowo może grozić zwolnieniami personelu jak i upadłością spółki. Do dziś nie rozwiązano problemu kas biletowych, które obecnie Przewozy Regionalne użytkują bezumownie. Brakuje środków na inwestycje kolejowe, rezygnuje się z realizacji niektórych projektów inwestycyjnych, ogranicza prace na pozostałych. Z drugiej strony w tym roku 500 mln zł, a w kolejnym 700 mln zł, zabiera się decyzją Rządu i Sejmu (z Funduszu Kolejowego) z inwestycji na spłatę długu PKP SA. Uważamy, że winę za taki rzeczy stan ponosi obecna koalicja rządząca. Nasz klub zwraca się do Pana Premiera o podjęcie stosownych działań mających na celu rozwiązanie powstałego problemu. Zwracamy się o przedstawienie na forum Sejmu informacji Rządu na temat sytuacji w Grupie PKP SA i Przewozach Regionalnych. Wnosić będziemy również w tej sprawie o zwołanie posiedzenia Komisji Infrastruktury.
Polska Rada Integracji Europejskiej przy prezydencie Rzeczypospolitej Sześć lat temu Europa powiedziała Polsce TAK, a my powiedzieliśmy TAK Europie. Nasz kontynent połączył wreszcie własną historię z własną geografią. Resztki muru berlińskiego zostały uprzątnięte. Nastąpiło zjednoczenie Europy podzielonej w następstwie ostatniej wojny światowej. Strefa pokoju, stabilności i dobrobytu, którymi mieszkańcy Europy Zachodniej cieszyli się ponad jedno pokolenie rozszerzyła się na obywateli Europy Środkowej i Wschodniej. My Europejczycy dokonaliśmy rzeczy niebywałej; z wojny stworzyliśmy pokój, z nienawiści szacunek, z podziałów zjednoczenie, a z biedy szanse na godne życie.
Przeszłość jest kartą zamkniętą. Ale przyszłość wymaga od nas troski i skupienia. Uwagi tym większej, że przyszłość Europy określa jutro świata. To, co w przyszłości zdarzy się na naszym kontynencie będzie miało znaczenie dla reszty globu.
Wielkie marzenie Europy całej i wolnej dalej jest aktualne. Jednoczenie Europy musi posuwać się naprzód. To oznacza głęboką integrację we wszystkich możliwych wymiarach. Wojny i ich okrucieństwa w byłej Jugosławii pokazały, do czego Europejczycy są zdolni wobec siebie nawzajem, kiedy siły dezintegrujące biorą górę nad pragnieniem jedności.
W myśleniu o przyszłości Europy nie może zabraknąć głosu Polski. Nie może też zabraknąć głosu lewicy. Mamy szczególną powinność i szczególne prawo, aby słowo Zjednoczona Europa napisać na swoich sztandarach. To przecież rząd premiera Millera zakończył w Kopenhadze negocjacje akcesyjne na najlepszych z możliwych warunkach, a Leszek Miller i Włodzimierz Cimoszewicz w obecności Prezydenta Kwaśniewskiego podpisali w Atenach Traktat Akcesyjny wprowadzający Polskę do europejskiej wspólnoty. Ta doniosła decyzja ma dziś akceptację prawie 90 procent obywateli.
Powszechna aprobata Polaków dla członkostwa w Unii pogrzebała wiele strachów i lęków. Nieszczęścia, które miały spaść na Polskę okazały się spustoszeniem w głowach przeciwników integracji. Teraz – po zadomowieniu się Polski w Unii Europejskiej najwyższy czas, aby Europa zadomowiła się w Polsce. Aktywna polityka socjalna, rozdział kościoła od państwa, prawo do przerywania ciąży, upominanie się o prawa mniejszości, to nie są postulaty z programu lewicowych radykałów, ale powszechnie akceptowane w Europie standardy.
W poczuciu odpowiedzialności za dalszy proces integracji europejskiej i aktywnej roli Polski w tym względzie, jeśli zostanę prezydentem RP powołam Polską Radę Integracji Europejskiej. Do pracy w Radzie zaproszę wybitnych Polaków, przedstawicieli środowisk opiniotwórczych, naukowych oraz organizacji społeczno-zawodowych. Moim zamiarem będzie pobudzanie i wspieranie dialogu społecznego oraz działanie na rzecz obywatelskiego porozumienia w sprawie strategii integracji europejskiej.
Moim pragnieniem będzie uczynienie z Rady miejsca spotkań i debat na temat żywotnych problemów europejskiej wspólnoty, a w szczególności:
- Granic i zakresu dalszego rozszerzania Unii Europejskiej. Czy Unia dalej ma przyjmować nowych członków czy raczej zacieśniać współpracę wśród tych, którzy już w niej są? Gdzie się zatrzymać? W jakim tempie poruszać się po integracyjnej ścieżce? Czy i na ile korzyści wynikające z dalszego rozszerzenia przeważają nad potencjalnymi przeszkodami, kosztami i ryzykiem?
- Głębokości integracji europejskiej. Czy UE ma być światowym systemem współpracy państw narodowych, czy ewoluować w kierunku Federacji Państw Europejskich, a nawet Państw Zjednoczonych Europy? Co trzeba robić, aby z głębszej integracji osiągnąć pełną korzyść, a nie odnieść jedynie połowiczny sukces, lub nawet porażkę? Jak przezwyciężać obawy, że ściślejsza integracja mogłaby oznaczać utratę narodowych tożsamości?
- Polityki partnerstwa z sąsiadami. Jak postępować z sąsiadami UE, aby nie stawali się oni pełnymi urazy i mniej chętnymi do rozwiązywania wspólnych problemów? Jak ich zachęcać do dzielenia się odpowiedzialnością za kształtowanie roli Europy na świecie? W jaki sposób rozprzestrzeniać efekt demonstracji, który zachęca sąsiadów do przemian tworzących strefę dobrobytu i stabilizacji wokół nas.
- Perspektywy budżetowej Unii na lata 2013 – 2019. Czy w budżecie powinno się znaleźć więcej pozycji związanych z zarządzaniem pokryzysowym? Czy dominacja środków przeznaczanych tradycyjnie na rolnictwo i politykę regionalną odzwierciedla właściwie zadania i priorytety UE na XXI wiek? Jak umocnić w budżecie wymiar solidarnościowy przy rosnących problemach socjalnych i zwyżkującym bezrobociu?
Co powinno znaleźć się w centrum debaty, poszczególne polityki budżetowe czy sposób podziału środków?
- Polskiej prezydencji. (od 1 lipca 2011). Jednoczesna synergia z działaniami promującymi Polskę, jej kulturę i sztukę doprowadzić może do polepszenia wizerunku Polski w UE, jako państwa nowoczesnego i w pełni proeuropejskiego. Ważne znaczenie będzie miał wybór wiodącego tematu polskiego przewodnictwa. Jakie powinny być nasze priorytety? Rozwój poprzez nowe możliwości? Metody reagowania na kryzys w przyszłości? Nowe podejście do pomocy publicznej? Partnerstwo wschodnie? Unijna polityka energetyczna? Polityka zagraniczna i obronna? Stosunki UE – NATO?
Powyższy katalog nie wyczerpuje wszystkich problemów. Wiele zostanie zgłoszonych przez członków Polskiej Rady Integracji Europejskiej. Działając w Radzie chcielibyśmy przyczynić się do budowy Unii efektywnej, promującej w skali globu europejski model pokoju, bezpieczeństwa i współpracy. Europa, do której dążymy to ściśle zintegrowana wspólnota czerpiąca swoją siłę z różnorodności skupionych w niej narodów. Zjednoczona Europa to bezpieczna i pomyślna przyszłość dla naszego kontynentu i dla Polski.
Grzegorz Napieralski
Warszawa, 28 kwietnia 2010 r.
Szanowny Pan Witold Kołodziejski Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
W poniedziałek, 26 kwietnia Program Pierwszy Telewizji Polskiej, wyemitował film dokumentalny Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego, "Solidarni 2010". Producentem filmu jest Robert Kaczmarek - ten sam, który wspólnie z Grzegorzem Braunem zrealizował dzieło pt. „Towarzysz Generał”, poświęcony Wojciechowi Jaruzelskiemu. Grono takich twórców stworzyło film, za pomocą którego po raz kolejny udało się wzbudzić wielkie kontrowersje, podgrzać społeczną atmosferę i podzielić społeczeństwo. Podczas dwugodzinnej emisji bez słowa komentarza, wybrani przechodnie obarczają winą za katastrofę prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem: media, partie polityczne, a nawet Rosjan. W chwili, gdy wiele osób, wciąż opłakuje najbliższych, którzy zginęli w katastrofie samolotu prezydenckiego, kiedy mówi się o powszechnej zgodzie narodowej, o zmianie języka w debacie publicznej o zaniechaniu stosowania brutalnych elementów w sporach politycznych, telewizja publiczna uraczyła widzów materiałem, który zaprzecza tej atmosferze spokoju i zadumy, jaka wytworzyła się po tragicznej katastrofie. Czy wzbudzanie społecznych i narodowych antagonizmów jest rolą telewizji publicznej? Czy misją telewizji publicznej jest propagowanie nienawiści? Pokazywanie odczuć Polaków po tragedii tylko w jednym świetle, pełnym nienawiści, bezpodstawnych podejrzeń i spisków? Naszym zdaniem film zupełnie bezpodstawnie wykorzystuje śmierć Pana Prezydenta do partyjnej kampanii. Pokazywania jednoznacznej, przekoloryzowanej rzeczywistości, wygodnej dla polskiej prawicy. Przykre, że do tego celu wykorzystuje się tak wielką tragedię i to przy pomocy telewizji publicznej. Myślimy, że wyprodukowanie i wyemitowanie tego filmu, przez telewizję publiczną powinno stać się przedmiotem oceny Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Emisja tego filmu burzy poczucie żałobnej jedności Polaków w sprawie tragedii. Film tworzy pełne obsesji obrazy. Znacząco odbiega od standardów jakich oczekuje się od mediów publicznych. Promowanie podziału, granie na emocjach wprowadza chaos myśli, rozsądek spycha na manowce
Tomasz Kalita Rzecznik Prasowy SLD Jerzy Wenderlich Wiceprzewodniczący Komisji Kultury i Środków Przekazu Sejmu RP
POLSKA FLAGA WZLECIAŁA W NIEBO Już po raz kolejny harcerze z Chorągwi Łódzkiej ZHP byli organizatorami miejskich obchodów Święta Flagi RP. W tym roku spotkaliśmy się na okolicznościowym festynie na rynku Manufaktury. Głównym punktem programu było wyniesienie biało-czerwonej flagi balonem pasażerskim, w którym wzięli udział m.in. wojewoda łódzki, Jolanta Chełmińska, wiceprezydent Łodzi, Wiesława Zewald oraz posłanka na Sejm RP, Hanna Zdanowska. Obchody na rynku Manufaktury rozpoczęły się już o 15. Wtedy na rynku odbyły się pokazy bębniarzy, capoeiry oraz tańca Poi-Fish. Nie zabrakło także innych atrakcji, jak np. układanie mega puzzli w kształcie mapy Polski czy też tworzenia własnych, kolorowych masek gipsowych. Wszyscy, którzy odwiedzili rynek Manufaktury otrzymali także okolicznościowe wstążeczki w biało-czerwonych barwach. Jednak najważniejsza część tego niecodziennego wydarzenia rozpoczęły się po godzinie 18. Wtedy nasi goście w asyście harcerzy wnieśli 50-metrową flagę Polski przygotowaną specjalnie na to wydarzenie. Kiedy pochód dotarł spod głównej bramy na rynek flagę przywieszono do specjalnie wynajętego na ten dzień balonu pasażerskiego. Biało-czerwona flaga wzniosła się razem z nim ponad rynek Manufaktury. W ten sposób uczciliśmy ten jakże cenny dla nas symbol narodowy. - Święto Flagi RP to dla nas wszystkich doskonała lekcja patriotyzmu. I to tego najradośniejszego. Bo choć w ostatnim czasie nasza Ojczyzna przeszła ciężką próbę, to wierzymy, że warto, po okresie żałoby, nasze święta narodowe obchodzić także na tę radosną nutę – mówi przewodnik Tomasz Jachimek, rzecznik prasowy Chorągwi Łódzkiej ZHP – Święto Flagi to pokazanie patriotyzmu bliskiemu każdemu, także młodym ludziom, takim jak my. Patriotyzmu z uśmiechem na twarzy. Łódzcy harcerze nie zdradzają jak w przyszłym roku będą wyglądać obchody Święta Flagi. Jednak z pewnością będzie to znów bardzo radosne wydarzenie.
Tomasz Jachimek
|