Od dnia 18.IV.2006r. zarejestrowano wizyt: M8B Counter v1.2
24 LUTEGO 2010 r. Rok XX Nr 8 (741)
Zgierz składowiskiem azbestu?
W dniu 13 lipca 2007 r. Wojewoda Łódzki wydał decyzję SR.VI.6222-o,z,t/68/2007, w której zezwolił wnioskodawcy czyli spółce Eko-Boruta Sp. z o. o. z siedzibą w Zgierzu na prowadzenie działalności w zakresie zbierania i transportu 35 różnych odpadów niebezpiecznych w okresie do dnia 13 lipca 2017 r. Wśród nich znajdują się odpady zawierające azbest:
Decyzję tą Wojewoda Łódzki wydał po uzyskaniu pozytywnej opinii Prezydenta Miasta Zgierza, która została wydana w dniu 22 czerwca 2007 r. znak: OR:7624/13/07.
Eko-Boruta gromadzi odpady azbestowe na składowisku odpadów przemysłowych w Zgierzu przy ul. Miroszewskiej. Jest to tzw. kwatera I, która została zapełniona odpadami niebezpiecznymi, zamknięta i czeka bezskutecznie na rekultywację. Na koniec sierpnia 2009 r.(nowszymi danymi nie dysponuję) na składowisku znajdowało się 556,325 Mg odpadów azbestowych o kodzie 17 06 05*. Część z tych odpadów nie posiada szczelnego opakowania, folia zabezpieczająca jest uszkodzona lub jej brak, większość opakowań jest nieoznakowana. Zarząd spółki nie przejmuje się zaistniałą sytuacją i niebezpieczeństwem jakie stwarza dla mieszkańców Zgierza. Mało tego. Zarząd podjął działania zmierzające do powstania Zakładu Przerobu i Utylizacji Azbestu łącznie z wybudowaniem drugiej kwatery składowiska odpadów niebezpiecznych z przeznaczeniem na azbest.
To skandal. Nie możemy dopuścić aby Zgierz stał się składowiskiem azbestu. Jeżeli Państwo też tak sądzicie prosimy o wypowiedzi pod adresem:
Kandydat na Prezydenta Miasta Zgierza z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej Paweł Dziemdziela
ROZWAŻANIA JEŻYKÓW
Jak wygląda zima przy globalnym ociepleniu klimatu, to mogliśmy się przekonać przez kilka ostatnich miesięcy. Trudno jest jednak wyobrazić sobie jakby wyglądała zima przy globalnym oziębieniu klimatu, a także jak wyglądało by wtedy nasze codzienne życie. Nasze doświadczenia z ostatnią zimą to pasmo udręk: zaśnieżone ulice i chodniki, pozrywane linie energetyczne, pękające rury. Gdy służby odpowiedzialne za usuwanie śniegu zawodzą, to mieszkańcy biorą sprawy w swoje ręce. Jest wiele przykładów lokalnych i ogólnopolskich - na ciekawe pomysły walki z zaśnieżonymi ulicami. Kilka lat temu, jedna z lokalnych gazet miała pomysł w jaki sposób jeże i figurki z drewna, które promują Zgierz - wykorzystać w walce ze skutkami zimy. Chcieli oni zorganizować w naszym mieście ogólnopolski konkurs na jeża z lodu i śniegu, a także możliwość tworzenia z tych surowców - replik rzeźb, które tak pięknie zdobią nasze miasto. Taka promocja z wykorzystaniem "zgierskich bałwanów" mogłaby się okazać najbardziej skuteczną. Przy okazji można by posprzątać miasto. Część śnieżnych rzeźb zamierzano sprzedać, a część sprezentować innym miastom. Powyższy pomysł nabiera szczególnego znaczenia w czasie tegorocznej uciążliwej zimy i wymaga pewnego dopracowania - choćby z uwagi na fakt, że już nie planuje się organizowania w naszym mieście Pleneru Rzeźby Monumentalnej w Drewnie. Można by rozszerzyć paletę śnieżnych rzeźb - przykładowo o takie inwestycje, które nie znalazły się w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym Zgierza: Tramwaj Regionalny, czy samochód do przewożenia osób nietrzeźwych. Proszę wyobrazić sobie ile zalet posiadałby taki jednosezonowy samochód: w razie stłuczki wystarczyło by tylko znaleźć najbliższą zaspę by załatać uderzenie, opony byłyby tylko zimowe, a poza tym pojazd taki byłby całkowicie biodegradowalny.
Ostatnio media doniosły: "Największy bałwan w województwie jest w Zgierzu". To dwuznaczne sformułowanie mogło bardzo zaniepokoić, dopiero ulga przyszła gdy się okazało, że ulepił go pewien zgierzanin mieszkający przy ul. Majakowskiego. Do lepienia bałwana ściągnął śnieg sprzed innych posesji, a nawet z własnej działki. Na oryginalny pomysł wpadł sołtys Dębna Polskiego, który przygotował specjalną wystawę przed swoim domem. Razem z grupą mieszkańców ulepił dwa bałwany układające się w liczbę 11, symbolizującą jednocześnie radnych rady miejskiej. Wystawa będzie czynna do wiosny. Proszę wyobrazić sobie, gdyby ktoś podobny projekt chciał zrealizować przed Sejmem - to wtedy śniegu by nie wystarczyło.
Ciekawym i jednocześnie najtańszym sposobem usuwania zasp w mieście, byłoby aby... każdy mieszkaniec zgarnął trochę śniegu do torebki foliowej i stopił u siebie w WC. Dla miasta to ogromne oszczędności, a dla obywateli jaka satysfakcja, że pomogli choć trochę udrożnić miasto. Niektóre władze miast doszły do wniosku, że nie stać ich na odśnieżanie i wywożenie śniegu, bo i tak w końcu on stopnieje.
Dla naszego miasta wydaje się, że najciekawsze są pomysły, które łączą w sobie: promocję miasta, usunięcie śniegu wraz ze "zgierskimi bałwanami"…
Konferencja "Tanie i szybkie budowanie bez udziału środków publicznych i gminnych"
15 lat to okres, po którym trzeba przyjrzeć się funkcjonowaniu każdego modelu finansowego i prawnego. Budownictwo społeczne stoi obecnie przed wielkim wyzwaniem zreformowania tych mechanizmów, które powstrzymują jego dalszy rozwój, a jednocześnie naprawy tych elementów z przeszłości, które mogą powodować szkody społeczne - powiedział 10 lutego br. podsekretarz stanu Piotr Styczeń, podczas konferencji zorganizowanej w Urzędzie Miasta Zgierza.
Konferencja stanowiła próbę zasygnalizowania przez środowiska lokatorów i samorządowców barier finansowych i prawnych, występujących przy realizacji inwestycji. Szczególnie dotkliwie odczuwają te problemy inwestorzy - prywatni i samorządowi - realizujący swoje inwestycje po zlikwidowaniu Krajowego Funduszu Mieszkaniowego. Dodatkowymi problemami są kwestie pozyskiwania gruntów, przyłączeń urządzeń do sieci, regulacja stawek czynszowych czy też ustanawiania partycypacji lokatorów.
Próbą odpowiedzi na istniejącą sytuację jest model zaproponowany przez Towarzystwo Budownictwa Społecznego w Zgierzu, który w bardzo wielu aspektach jest zbieżny z Kierunkami reformy systemu budownictwa społecznego, przygotowanymi w Ministerstwie Infrastruktury. Realizacja inwestycji odbywa się bowiem według formuły zakładającej możliwość przekształcenia mieszkań we własność hipoteczną po 15 latach od dnia podpisania umowy najmu. W tym okresie, mimo że mieszkanie jest formalnie własnością TBS, najemca ma prawo swobodnego dysponowania lokalem. Dzieje się tak, gdyż wpłacając partycypację najemca staje się jednocześnie udziałowcem spółki, a także korzysta z uregulowań ustawy o ochronie praw lokatorów.
Wiceminister Piotr Styczeń, wyrażając uznanie dla zaproponowanego w praktyce rozwiązania, przypomniał jednocześnie obecnym na spotkaniu przedstawicielom gmin o konieczności dbania nie tylko o potrzeby mieszkaniowe średniozamożnej części społeczeństwa, ale także o zaspokajanie na miarę swoich możliwości potrzeb tych osób, które z różnych powodów nie są w stanie same zabezpieczyć sobie dachu nad głową. Program budownictwa socjalnego i komunalnego może i powinien stanowić uzupełnienie do programu budownictwa społecznego, gdyż tylko dbając o zharmonizowany rozwój wszystkich typów budownictwa mieszkaniowego można zlikwidować w gminach problemy związane z niewystarczającymi zasobami lokalowymi - dodał wiceminister. Zaprosił jednocześnie uczestników konferencji do aktywnego włączenia się w proces konsultacji społecznych nad przygotowywaną reformą budownictwa społecznego w Polsce.
SLD apeluje do marszałka Sejmu, by przyspieszył prace nad in vitro
Przewodniczący SLD zaapelował do marszałka Sejmu RP Bronisława Komorowskiego o przyspieszenie prac nad projektem ustawy o in vitro. Działacze Sojuszu zebrali prawie 20 tys. podpisów pod apelem w tej sprawie. Grzegorz Napieralski przekazał marszałkowi Komorowskiemu list, w którym zwrócił się m.in. o wyznaczenie terminu przedstawienia sprawozdania z prac dwóch sejmowych komisji: zdrowia oraz polityki społecznej i rodziny nad obywatelskim projektem ustawy o in vitro. Szef SLD przypomniał w liście, że projekt, który powstał przy współpracy m.in. środowisk naukowych, medycznych i organizacji pozarządowych, został złożony w Sejmie 29 lipca ubiegłego roku. - Donald Tusk już 800 dni temu mówił, że sprawa in-vitro jest dla niego bardzo istotna i że trzeba ją szybko rozwiązać. - To samo mówiła pani minister zdrowia Ewa Kopacz. I cóż? Nic - ocenił Grzegorz Napieralski, podczas konferencji prasowej w Sejmie. Przewodniczący SLD oskarżył marszałka Sejmu o celowe blokowanie prac nad projektem ustawy dotyczącym in vitro. Napieralski zastanawiał się też, dlaczego PO nie jest zainteresowana pracami nad tym projektem. - Czy to jest coś, o czym mówią dziś politolodzy, że PO, ponieważ cały czas jest niepewna swojej przyszłości, próbuje grać na dwóch fortepianach: tym prawicowym, konserwatywnym, z którego się wywodzi, bo przecież to jest partia prawicowa, ale też puszcza oko do elektoratu lewicowego - pytał przewodniczący Sojuszu. - To bardzo niebezpieczna gra, bo igra się ze szczęściem ludzi i gra się ich, tak naprawdę emocjami, bo uwierzyli, że w końcu PO to zrobi - uważa Napieralski.
Notatka o zeznaniach Zirajewskiego
W zeznaniach zawartych we wniosku o ekstradycję Edwarda Mazura z 2006 roku, który podpisał Zbigniew Ziobro nie ma mojego nazwiska. Artur Zirajewski („Iwan”), który był głównym świadkiem oskarżenia wśród mnogości danych osobowych i różnych okoliczności nie wymienił Leszka Millera. W identyczny sposób postąpili pozostali gangsterzy i świadkowie. O rozmowach w sopockiej willi w 1997 roku z rzekomym moim udziałem, gdzie miał zapaść wyrok na gen. Papałę, Zirajewski przypomniał sobie w lutym 2007r. - już po wysłanym do USA wniosku o ekstradycję. Gangster składał zeznania w czasie rozkwitającej władzy PiS, w czasie aresztów wydobywczych, w okresie polowania na „układ” i SLD. W lipcu 2007 roku przedstawił szczegóły. Mówił, że przestał się bać, a prokuratura dotrzymała z nim umowy. Kiedy amerykański sędzia Arlander Keys po analizie materiału dowodowego nazwał Zirajewskiego "znanym łajdakiem i niczym nieograniczonym kłamcą" i odmówił ekstradycji Mazura, „Iwan” chciał się wycofać z wcześniejszych zeznań. Zapewne wiele do myślenia dały mu jednak słowa Zbigniewa Ziobry o zacieraniu przeze mnie śladów na miejscu zabójstwa gen. Papały i odpowiedzialności za „ucieczkę” z Polski Edwarda Mazura. Dodał zatem nowe wątki na temat przemytu narkotyków z Ameryki Płd. do portów Europy Zachodniej, finansowania z tego procederu mojego rządu i mojej odpowiedzialność za morderstwo Marka Papały. Prokurator po ponad roku bezskutecznego sprawdzania tej wersji poddał "Iwana" badaniom przez psychologa. Biegły uznał, że jego zeznania w "większości nie spełniają psychologicznych standardów wiarygodności". Zirajewski był przesłuchiwany 41 razy w ciągu 10 lat. Średnio, w co czwartym protokole "Iwan" zmieniał wersje zdarzeń, uzupełniał je i prostował. Prokurator Jerzy Mierzewski, który przez wiele lat prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa gen Papały stwierdził, że udział Leszka Millera w tej zbrodni "nie został w żaden sposób potwierdzony".
Leszek Miller
Bezpłatna pomoc przy PIT-ach
Od 18 lutego do 29 kwietnia br. w siedzibie SLD w Zgierzu, ul. Długa 29A członkowie SLD będą udzielać bezpłatnej pomocy osobom o niskich dochodach i znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej przy rozliczaniu PIT-ów za rok 2009. Dyżury odbywać się będą: w czwartki w godz. 16.30 –18.00 Zainteresowani winni posiadać przy sobie niezbędne dokumenty do rozliczenia zeznania podatkowego.
Przewodniczący RM SLD w Zgierzu Paweł Dziemdziela
Józef Dziemdziela prezesem MPGK
Nowym prezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej Sp. z o.o. w Zgierzu został Józef Dziemdziela, dotychczasowy wiceprezes spółki.
Oprócz niego w odchudzonym o jedną osobę zarządzie spółki zasiada Elżbieta Wiaderkiewicz, sprawująca dotychczas nadzór ekonomiczny nad działalnością firmy.
Józef Dziemdziela ma 57 lat. Był m. in Komendantem Wojewódzkim Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi, w latach 1999-2001 pełnił funkcję Starosty Zgierskiego, a w latach 2001-2005 był senatorem z listy SLD. Na nowym stanowisku nie przewiduje rewolucji kadrowych, a jego celem jest nawiązanie dobrej współpracy z urzędnikami, którzy zlecają mu prace na rzecz miasta.
MPGK zajmuje się utrzymaniem zgierskich dróg, porządkowaniem i ukwiecaniem miasta, zarządza łaźnią miejską, targowiskiem przy ul. Aleksandrowskiej oraz cmentarzem komunalnym przy ul. Konstantynowskiej. Konieczność wyboru nowego prezesa spółki MPGK pojawiła się w związku z powołaniem dotychczasowego szefa spółki Łukasza Magina na wiceprezydenta Łodzi.
TADEUSZ IWIŃSKI PO POBYCIE NA HAITI
Siedmiomiliardowy świat pełen jest biedy i nieszczęść, często zawinionych przez nas samych. Niekiedy jednak zdarzają się tragedie wyjątkowe w skali globu, o charakterze losowym i do takich właśnie należą skutki katastrofalnego trzęsienia ziemi na Haiti 12 stycznia 2010r. (o magnitudzie 7 w skali Richtera, nie licząc dziesiątków późniejszych wstrząsów). Równo miesiąc po nim miałem okazję dzięki pośrednictwu władz sąsiedniej Dominikany i wsparciu ONZ-przylecieć do Port-au-Prince, by zapoznać się w ciągu dwóch dni z ogromem zniszczeń, a także z akcją pomocy międzynarodowej. Prowadzą ją z jednej strony struktury Organizacji Narodów Zjednoczonych (od 6 lat w tym kraju działa też MINUSTAH, dziewięciotysięczna wojskowo-policyjna misja ONZ), z drugiej- poszczególne państwa, zwłaszcza USA i Kanada, a również Ameryki Łacińskiej, szczególnie Brazylia, Wenezuela, Kuba i Dominikana), a wreszcie kilkaset organizacji pozarządowych. Nie wydaje się jednak ona dostatecznie skoordynowana i mimo wszystko chyba nie odpowiada skali niezwykłych potrzeb. Choć w przeszłości widziałem, m.in. w Afryce i Azji, tyle tragedii, to w tym przypadku po prostu brakuje słów. W 9-milionowym państwie zginęło ćwierć miliona osób, zaś 2 mln pozostaje bez dachu nad głową (w warunkach polskich- proporcjonalnie-oznaczałoby to milion zabitych i 10 mln bezdomnych). Zniszczona jest niemal kompletnie infrastruktura, brakuje prądu, wody i żywności. Zginęli m.in.: szef misji NZ, arcybiskup stolicy, lider opozycji, wielu intelektualistów i artystów. W gruzach legła katedra, parlament, pęknięty jest pałac prezydencki. Zbliża się ponadto pora deszczowa, która całą sytuację może jeszcze pogorszyć. Należy przy tym pamiętać, iż chodzi o zdecydowanie najbiedniejszy kraj w Ameryce Łacińskiej i na całej półkuli zachodniej (zajmujący według wskaźnika HDI dopiero 149 miejsce na 182 klasyfikowanych państw całego świata).Tymczasem Port-au-Prince wygląda dziś niemal tak, jak Warszawa po powstaniu 1944r. Dla Polski Haiti ma szczególne, historyczne znaczenie. Uzyskało ono w 1804r. niepodległość, jako pierwszy kraj latynoamerykański, w dużej mierze dzięki polskim żołnierzom, zesłanym przez Napoleona w ramach Legionów im. Dąbrowskiego, których znacząca część-zamiast tłumić powstanie przeciwko Francuzom- wsparła antykolonialne wystąpienie (spośród 5-tysięcznego kontyngentu zginęło lub zmarło z chorób tropikalnych ok. 4 tys., a pozostali wrócili do Europy lub osiedlili się na wyspie).Gdy po raz pierwszy trafiłem na Haiti jeszcze za czasów dyktatury Jean- Claude Duvaliera, zwanego (w odróżnieniu od swego ojca Francois, rządzącego w latach 1957-71) „Baby Doc”, ponad ćwierć wieku temu, to w górach spotykałem osoby noszące bliskie nam nazwiska, o jaśniejszych włosach i niemal niebieskich oczach. W pierwszej konstytucji haitańskiej był zresztą zapis, iż każdy Polak trafiający na dawną Hispaniolę mógł ubiegać się niemal automatycznie o obywatelstwo tego państwa. Później zapis ten zniesiono i złośliwi wiązali to z przegraną 7:0 drużyny Haiti z naszą, na mistrzostwwach świata piłki nożnej. W sumie Polska ma dodatkowe- poza humanitarnymi, czy solidarnościowymi- powody, aby szczególnie w tym przypadku zaangażować się w akcję pomocy doraźnej oraz długofalowy proces odbudowy tego kraju. Dlatego dobrze się stało, iż wkrótce po trzęsieniu ziemi pojechali na kilka dni na Haiti polscy ratownicy, gdyż ich ofiarna pomoc miała również walor symboliczny. Ale w sumie reakcja władz Polski nie może być uznana za wystarczającą. W pełni zgadzam się z Janiną Ochojską, szefową Polskiej Akcji Humanitarnej, że wysokość środków przekazanych przez nasz rząd „to wstyd”. Chodzi bowiem o to, iż nasz kraj- jako bodaj jedyny z grupy państw rozwiniętych- nie przekazał ani grosza na doraźny fundusz pomocowy dla Haiti, tworzony przez ONZ. Wyasygnowanie zaś kwoty zaledwie 250 tys. dol. na Światowy Program Żywnościowy (WFP) i na Międzynarodowy Czerwony Krzyż musi po prostu (zwłaszcza na tle innych krajów Unii Europejskiej) zawstydzać. Rzeczywiście dotąd swoisty honor uratowała jedynie ofiarność i hojność, niezbyt przecież zamożnego, polskiego społeczeństwa. Sam „Caritas Polska” zebrał ok. 9 mln zł, z przeznaczeniem na budowę nowej szkoły na Haiti. Generalnie zaś Kościół Katolicki odgrywa istotną, nader pozytywną rolę w organizowaniu pomocy. Będąc w Santo Domingo rozmawiałem o tym m. inż. arcb. Józefem Wesołowskim, nuncjuszem papieskim w Republice Dominikany ( zarazem dziekanem tamtejszego korpusu dyplomatycznego), odgrywającym rolę swoistego koordynatora pomocy dla Haiti ze strony Watykanu oraz licznych katolickich organizacji charytatywnych z całego świata. Organizowane są od tygodni specjalne konwoje humanitarne, które drogą lądową trafiają na Haiti z Dominikany. Polska powinna w omawianym kontekście, jak najszybciej, zrobić trzy rzeczy. Po pierwsze, działać intensywnie na rzecz zwiększenia pomocy Unii Europejskiej jako całości, akcentując przy tym konieczność długofalowego, wieloletniego zaangażowania. Jest sprawą niesłychaną, w negatywnym sensie, iż nowa szefowa dyplomacji UE baronessa Catherine Ashton dotychczas nie odwiedziła Haiti. A przecież Traktat Lizboński, który dopiero co wszedł w życie, otwiera zupełnie nowe możliwości operowania. Po drugie, polski rząd powinien wyraźnie zwiększyć doraźną pomoc dla Haiti. Pomijam już ten fakt, że nasze władze nie wywiązują się z zobowiązań wziętych na siebie, m.in. w ramach tzw. Celów Milenijnych ONZ. I wreszcie po trzecie, należy włączyć Haiti do grupy kilku państw, które jako priorytetowe, otrzymują gros naszej pomocy rozwojowej (niezależnie od tego, iż poziom tej pomocy jest stanowczo za mały i utrzymuje się na poziomie ok. 900 mln zł. rocznie). 28 stycznia b.r., na forum Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu, odbyła się specjalna debata pod hasłem: „Co Europa może zrobić dla Haiti?”. Zabierałem w niej głos w imieniu Grupy Socjalistycznej. Wszyscy zgodzili się np. co do konieczności umorzenia temu krajowi długu zagranicznego, co praktycznie się już stało. Ale to o wiele za mało! Dlatego tak ważne jest, aby polscy politycy i wszystkie osoby pełniące funkcje publiczne zechciały włączyć się w doraźne i długotrwałe działania na rzecz przywrócenia normalnego życia.
Geringer de Oedenberg: Parytet stosuje się w 16 krajach UE i połowie państw na świecie. Czas na Polskę
W Senacie zasiada 92% panów, w Sejmie 80%. Na listach wyborczych dominują mężczyźni, niekiedy stanowiąc 100 % kandydatów. Pod względem aktywności kobiet w polityce wyprzedzają nas 64 kraje (w 1998 było lepiej, tylko 42 ). W Parlamencie Europejskim Polska zajmuje 23 miejsce na 27 państw członkowskich. Z 22% reprezentacją pań (11 kobiet na 50 posłów) zdecydowanie zaniżamy poziom. Średnia w europarlamencie to 35%, prymusi pochodzą z głównie z północy :
W Komisji Europejskiej 33% komisarzy to kobiety (9 na 27). Jednakże w ciągu ponad półwiecza funkcjonowania tej instytucji żadna z pań nigdy nie była na stanowisku przewodniczącego komisji. W Parlamencie Europejskim panie piastowały funkcję przewodniczącego jedynie 2 razy (na 28 przewodniczących) i były to dwie Francuzki: Simone Veil i Nicole Fontaine. Obecnie jestem jedyną polską posłanką, której grupa polityczna (lewicowa S&D) udzieliła poparcia na jedno z najwyższych stanowisk w Parlamencie – zasiadam w Prezydium. Z drugim najwyższym wynikiem głosów poparcia ( po przewodniczącym Jerzym Buzku), zostałam przewodniczącą Kolegium Kwestorów. Od 2004 r. już trzy razy wybierane były władze Parlamentu (co 2.5 roku), a PO, PiS i PSL nigdy jeszcze „nie wystawiły” kandydatki do Prezydium PE. Stanowiąc połowę populacji, kobiety są wyraźnie w europejskiej polityce niedoreprezentowane. Ostatni raport Komisji Europejskiej dotyczący uczestnictwa kobiet i mężczyzn w procesie podejmowania decyzji wykazuje co prawda na postęp w tej dziedzinie, jednak kobiety nadal stanowią mniej niż jedną trzecią w wybieralnych gremiach. Mimo silnego oporu kontestujących potrzebę zwiększenia obecności kobiet w polityce, parytety wyborcze - dotyczące reprezentacji kobiet na różnych szczeblach władzy - zostały już wprowadzone przez ponad połowę państw na świecie! 45 krajów reguluje tę kwestię prawnie, pozostałe zawarły ów postulat w statutach poszczególnych partii. We Francji 50% kandydatów na listach wyborczych to kobiety, w Hiszpanii każda z płci jest reprezentowana w proporcjach między 40-60%. Brak kandydatek na listach powoduje różne konsekwencje w różnych krajach. Albo jest to kara pieniężna jak we Francji - w rezultacie czego partie wolą ją czasem płacić pozostawiając puste, nie obsadzone miejsce na liście. W Hiszpanii zaś cała lista traci ważność, jeśli kwoty nie są wypełnione zgodnie z prawem. Rygorystyczne prawo dało już wymierny efekt. W hiszpańskim rządzie, po raz pierwszy w historii - zasiada więcej kobiet niż mężczyzn. Dotychczasowymi liderami w kwestii równowagi reprezentacji płci były państwa nordyckie, dziś silną dla nich konkurencję stanowią także takie kraje jak: Argentyna, Belgia, Costa Rica, Rwanda czy Płd. Afryka, które przekroczyły próg 30% reprezentacji kobiet w parlamentach narodowych. Ciekawy raport na ten temat załączam na : http://www.lgeringer.pl/pliki/Electoral_Gender_Quota.pdf Jak „zadziałały” prawnie ustanowione parytety w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego? Poniżej efekty: Francja: 33 kobiety na 72 posłów z Francji [wskaźnik 44%] Hiszpania: 15 kobiet na 50 posłów z Hiszpanii [36%] Belgia: 8 kobiet na 22 posłów z Belgii [36%] Portugalia: 8 kobiet na 22 posłów z Portugalii [36%] Wszystkie statystyki wyraźnie pokazują, że system parytetów korzystnie wpływa na wzrost reprezentacji kobiet w wybieralnych gremiach, oraz że jego większa efektywność widoczna jest w dużych partiach. Zwykle partie lewicowe najchętniej umieszczają na swoich listach kobiety. Spójrzmy jak to wygląda na przykładzie PE, im bardziej na „prawo” tym procentowo mniej pań : - 40,2% posłanek w mojej grupie Socjalistów i Demokratów (z Polski : SLD,UP – 2 na 7 posłów), - 33.5% posłanek w grupie chadeków EPP (PO - 9 / 27 posłów , w PSL 0/3 posłów ), - 12.7% posłanek w radykalnej prawicy ECR (PiS - 0 / 15 posłów). Europejskie Lobby Kobiet, reprezentujące ponad 4000 organizacji kobiecych z Europy, rozpoczęło jesienią 2008 r. ogólnoeuropejską kampanię mającą na celu promocję parytetowej inicjatywy "50 na 50". Wyniki już są w Parlamencie udział kobiet wzrósł o 4%. W UE 16 państw ustanowiło parytety, zacznijmy zatem i my ...stosować standardy europejskie. Dyskusja o tym, czy warto wprowadzać parytety nie ma sensu, statystyki wyraźnie pokazują, ta metoda działa. W przeciwieństwie do wielu polityków, dostrzega to polskie społeczeństwo. Wg komunikatu CBOS z czerwca 2009 r., 62% pytanych kobiet odpowiedziało, że głosowałoby na kobietę, gdyby miało do wyboru kandydata i kandydatkę o zbliżonych kompetencjach. Kolejny komunikat CBOS ze stycznia 2010 r., pokazuje, że 60% respondentów opowiada się za wprowadzeniem parytetu 50:50 na listach wyborczych. Udział polskich kobiet w życiu publicznym nie zwiększy się, jeśli nazwiska kandydatek nie pojawią się na listach wyborczych.
Lidia Geringer de Oedenberg
Żadnych haków nie mamy
Z Grzegorzem Napieralskim, przewodniczącym SLD i szefem Klubu Poselskiego Lewica rozmawia na antenie RMF FM Konrad Piasecki. Konrad Piasecki: Po takim olimpijskim weekendzie chyba trzeba wznieść hasło "Adam Małysz na prezydenta!". Grzegorz Napieralski: Wygrałby w cuglach. Konrad Piasecki: Miałby pan jakąś polityczną ofertę dla srebrnego Adama? Grzegorz Napieralski: Myślę, że tak znakomitych sportowców powinniśmy trzymać od polityki z daleka. Szczególnie od ostatniej, gdzie pojawiają się znowu informacje o hakach, podsłuchach, insynuacjach. Szkoda byłoby. Konrad Piasecki: Małysz nie ma haków w życiorysie. Grzegorz Napieralski: Ktoś by się postarał, to by znalazł, albo napisałby nowe haki. Przecież pamiętamy Włodzimierza Cimoszewicza, też nie miał haków, a mu napisali. Konrad Piasecki: A badał pan kiedyś polityczne poglądy Adama Małysza? Czy on byłby skłonny zapisać się do SLD? Grzegorz Napieralski: Nie, nie badałem. Ja miałem przyjemność spotkać osobiście Adama Małysza na takim prywatnym spotkaniu w roku 2001 i rozmawialiśmy długo. Konrad Piasecki: Głównie o skokach. Grzegorz Napieralski: Dokładnie. Ale nie dopatrywaliśmy się w jego słowach żadnych politycznych tekstów. Konrad Piasecki: Ale kończąc ten wątek, rozumiem, że gdyby chciał, droga do SLD stoi dla niego otworem. Grzegorz Napieralski: Gdyby chciał, myślę, że do każdej partii jego droga jest utorowana samymi oklaskami i kwiatami. Konrad Piasecki: I ewentualnie partyjnymi ambicjami też. Grzegorz Napieralski: Gdyby chciał, myślę, że dzisiaj żadna partia by mu nie odmówiła. Konrad Piasecki: Zazdrości pan Platformie prawyborów? Grzegorz Napieralski: Nie. Konrad Piasecki: Nie jest tak, że wszystkim innym partiom kradną show? Że przez dwa miesiące będą teraz zajmować myśli i marzenia? Grzegorz Napieralski: Pełna zgoda, że przez dwa miesiące, zamiast zajmować się ważnymi sprawami, będziemy zajmowali się tym, czy Sikorski czy Komorowski. Konrad Piasecki: Wy się możecie zajmować czymś zupełnie innym. Grzegorz Napieralski: My się będziemy zajmowali czymś innym. Walczymy o nasze ustawy w Sejmie, żeby dzisiaj w końcu marszałek Komorowski wyznaczył datę ich procedowania. Konrad Piasecki: Ale nie żałuje pan, że się na to nie zdecydowaliście? Bo przecież były też takie pomysły w SLD. Grzegorz Napieralski: Były. My je zmodyfikowaliśmy, zaproponowaliśmy bardzo szerokie konsultacje. Ja nie wiem, czy to nawet nie było głębsze i mocniejsze, co zrobiliśmy, dlatego, że to jest jakaś sonda czy głosowanie internetowe. Przypominam, że lista jest zamknięta, w SLD było tak, że lista została otwarta. Konrad Piasecki: No tak, ale tam się będzie coś działo, a wy "Superszmaja" i czekanie na cud wyborczy. Grzegorz Napieralski: Panie redaktorze, przypominam, że w zeszłym roku u nas też się działo, bo dokładnie od września mieliśmy cały czas informację, kto może być kandydatem SLD na prezydenta. Pojawiał się Jerzy Szmajdziński, pojawiał się prezydent Majchrowski, pojawiła się Jolanta Szymanek-Deresz, pojawił się Włodzimierz Cimoszewicz. Tych nazwisk było bardzo, bardzo dużo, łącznie z Jolantą Kwaśniewską przypominam. Także też była to formuła prawyborów. Konrad Piasecki: A wolałby pan Sikorskiego jako kandydata Platformy? Grzegorz Napieralski: Ale to jest wewnętrzna decyzja Platrofmy. Nie chcę tu podpowiadać. Konrad Piasecki: Wam wszystko jedno? Grzegorz Napieralski: Moim zdaniem jest tak, że Donald Tusk i partia naznaczyła już Bronisława Komorowskiego. I on jest faworytem. I tak się stanie. To jest moje zdanie. Konrad Piasecki: I Szmajdziński wygra z każdym? Grzegorz Napieralski: Ma wielkie szanse. Konrad Piasecki: I Komorowski i Sikorski do pokonania? Grzegorz Napieralski: Oczywiście. Konrad Piasecki: Wishful thinking. Ja rozumiem, że lider partii nie może mówić inaczej. Grzegorz Napieralski: Ale spójrzmy na wybory roku 2005 i przypominam, że do lipca Donald Tusk miał góra 6-8 procent, nagle stał się liderem rankingów w wakacje tamtego roku. Przypominam, że Lech Kaczyński absolutnie nie był faworytem. Gdzie spokojny brat Jarosława Kaczyńskiego może zostać prezydentem, i nagle został prezydentem. Konrad Piasecki: To jeszcze panu podpowiem jedną drogę tłumaczenia. Adam Małysz też miał spadki formy, a potem proszę bardzo - srebrny medal zdobył. Grzegorz Napieralski: No ale Jerzy Szmajdziński nie ma spadku formy. Cały czas ta sama i dobra. Konrad Piasecki: Sondażowej ma. Grzegorz Napieralski: Dlatego mówię - spokojnie. Dopiero jesteśmy na początku drogi. Konrad Piasecki: A wasz pomysł na podczepienie się pod prawybory to jest wojna z marszałkiem Komorowskim? Grzegorz Napieralski: Ale kto się podczepia? Konrad Piasecki: No wy, walcząc z Komorowskim, wypowiadając mu wojnę. Grzegorz Napieralski: Ale nikt mu nie wypowiada wojny. Domagamy się swojego. Domagamy się rzetelnego traktowania marszałka klubu opozycyjnego. Konrad Piasecki: Traktuje was rzetelnie. Pozwala wam przychodzić do Sejmu, pracować w komisach, zasiadać w sali. Grzegorz Napieralski: Dziękuję. No to łaskawość pana marszałka, faktycznie, dziękujemy bardzo. Natomiast na poważnie, jeżeli składamy ponad 80 ustaw, a połowa z tych ustaw nie jest w ogóle w Sejmie procedowana, no to w końcu przyszła granica i powiedzieliśmy o tym. Konrad Piasecki: A marszałek mówi, że te ustawy są po prostu słabe. A to co wy robicie to jest kampania wyborcza? Grzegorz Napieralski: No to ja przypominam panu marszałkowi, że Platforma ostatnio składała ustawy z bublami prawnymi, musieliśmy je poprawiać. A czasami było tak, że w ciągu jednego dnia głosowaliśmy to samo. I to były projekty Platformy Obywatelskiej. My złożyliśmy ustawy bardzo nowoczesne, czyli wypełniające formułę standardów europejskich, czyli: In vitro, edukacja seksualna, parytety, rzecznik do spraw dyskryminacji. Wszystko jest blokowane przez marszałka. Konrad Piasecki: Ale chyba nie chce pan, żeby zajmować się In vitro w kampanii wyborczej? Obniżać szansę Platformy Obywatelskiej? Grzegorz Napieralski: Prosimy o to od dwóch lat. Od dwóch lat. Konrad Piasecki: A macie jakiś sposób, żeby poza prośbą i groźbą jakoś wymóc to na marszałku Sejmu? Grzegorz Napieralski: Mamy swoje metody, będziemy na nim to wymagać. A jesteśmy konsekwentni… Konrad Piasecki: A jakie są to metody? Grzegorz Napieralski: Zobaczy pan. Nie możemy wszystkiego zdradzić u pana w programie. Proszę dać nam szansę. Konrad Piasecki: Ale będziecie strajkować? Okupować Sejm? Grzegorz Napieralski: A jak jeszcze zdradzę, to marszałek się może na taki wariant przygotować i wtedy nie będzie niespodzianki. Konrad Piasecki: Ale macie jakieś asy w rękawie i haki na marszałka? Grzegorz Napieralski: Żadnych haków nie mamy. Hakami jesteśmy doświadczeni z poprzedniej kampanii, przypominam prezydenckiej, kiedy wyeliminowano nam niedemokratycznie Cimoszewicza z kampanii. Więc my do takich brudnych taktyk się nie dotykamy. Konrad Piasecki: Panie przewodniczący, widziałby pan SLD w koalicji z Platformą Obywatelską? Grzegorz Napieralski: Nie wykluczam takiej możliwości . Konrad Piasecki: Miller mówi: to może być jedyna sensowna koalicja. Grzegorz Napieralski: Bardzo prawdopodobne. Konrad Piasecki: Ale uważa pan, że prawdopodobna już w tym Sejmie? Grzegorz Napieralski: Nie. Konrad Piasecki: W przyszłym Sejmie? Grzegorz Napieralski: Raczej po wyborach. Konrad Piasecki: Ale czy w tym Sejmie, gdyby Platforma rozstawała się z PSL-em to SLD jest gotowe zaproponować jej coś? Grzegorz Napieralski: To będą wybory. Konrad Piasecki: Dlaczego? Grzegorz Napieralski: No bo... Bo tak jest. Jak się rozpada... Konrad Piasecki: ...czyli innej koalicji w tym Sejmie nie będzie. Grzegorz Napieralski: ...jest rząd mniejszościowy. Muszą być wybory. Konrad Piasecki: Nie, no. Może być inna koalicja. Zdarzały się takie sytuacje. Grzegorz Napieralski: Bardzo rzadko. Konrad Piasecki: W tym Sejmie rozumiem SLD by się z Platformą nie dogadywał, ale po następnych wyborach być może. Grzegorz Napieralski: Może być ciężko. Konrad Piasecki: W tym, a w przyszłym? Grzegorz Napieralski: Wszystko jest możliwe. Konrad Piasecki: Arłukowicz chce panu czmychnąć? Grzegorz Napieralski: Nie no, nie żartujmy sobie. Naprawdę. Konrad Piasecki: Milczenie po pytaniu o polityczne oferty... znaczące. Grzegorz Napieralski: Nie no, żarty na bok. Żarty na bok. Jedyna rzecz poważna, którą ja widzę w ramach transferów to Roman Giertych. Był cichy romans, gdzieś z boku, Ligii Polskich Rodzin i Platformy Obywatelskiej. A teraz jest już głośne narzeczeństwo Romana Giertycha i Donalda Tuska. I to jest poważne. Konrad Piasecki: Był cichy romans, jest głośny Roman. Grzegorz Napieralski: Jest głośny związek: Platformy i Ligi Polskich Rodzin. Konrad Piasecki: A Arłukowicz? Do Platformy? Grzegorz Napieralski: Arłukowicz powiedział mi, powiedział w oświadczeniu, powiedział wszędzie: Platforma, konserwatywna, prawicowa partia go nie interesuje. Konrad Piasecki: Ale jakoś konserwatywnym jaguarem potrafi jeździć? Grzegorz Napieralski: Proszę zapytać Arłukowicza czym jeździ i dlaczego jeździ. Konrad Piasecki: Ja wiem, że jeździ jaguarem i pan też wie. Grzegorz Napieralski: Ja też wiem. Nawet raz w nim siedziałem. Konrad Piasecki: A kto będzie walczył o prezydenturę Warszawy z ramienia SLD? Grzegorz Napieralski: No jest decyzja podjęta. Konrad Piasecki: Olejniczak. Grzegorz Napieralski: Wojciech. Konrad Piasecki: Nic jej nie zmieni? Grzegorz Napieralski: Absolutnie. Konrad Piasecki: A jak dostanie procent co w wyborach europejskich? Grzegorz Napieralski: Wierzę w Wojtka. Konrad Piasecki: Naprawdę? Grzegorz Napieralski: Naprawdę. Konrad Piasecki: No to z tą wiarą, życzę miłego dnia. Grzegorz Napieralski. Dziękuję. Grzegorz Napieralski: Dziękuję panu serdecznie. Dziękuje bardzo.